Miesięczne archiwum: Kwiecień 2012

Domisie w Teatrze Palladium

Miesiąc temu zamówiłam bilety na dzisiejszy spektakl. Dwa tygodnie temu odebrałam. Wybrałam spektakl o godzinie 14, a w czwartek zobaczyłam na stronie teatru, ze widowisko o 14 się nie odbędzie i trzeba wymienić bilety, a co za tym idzie miejscówki. Mieliśmy miejsca na parterze, niestety w czwartek, gdy wymieniałam bilety był tylko balkon… Nie mniej jednak uznałam, że Maks będzie zadowolony bez względy na krzesło, z którego będzie oglądał Domisie. I nie pomyliłam się. Maks był zachwycony i świetnie się bawił.
Fabuła tego godzinnego przedstawienia nawiązuje do odcinka, który można zobaczyć w internecie Bajka o Czerwonym Kapturku. Domisiowa czarodziejka przenosi Amelkę, Pysię, Eryka i Strachowyja do teatru i w ten sposób spełnia marzenie Amelki, która jak dorośnie, chce zostać reżyserem. Wszystkie rekwizyty, które są wykorzystane na scenie to cztery krzesła, koc, koszyk, piłka, zeszyty ze scenariuszem bajki i miotła. Trzeba być naprawdę dobrym, aby przy tak małych środkach zainteresować dzieci. Maks był zachwycony piosenkami, a przeżywał tę scenę, w której Strachowyj połyka babcię i Pysię. Tacie Maksa przedstawienie też bardzo się podobało!
Po przedstawieniu Domisie podpisywały swój plakat, ale był taki tłum dzieci i ich rodziców, że poszliśmy do domu.

Maks przed wyjściem do teatru ćwiczy się w fechtunku…

W oczekiwaniu na przedstawienie…

W trakcie przedstawienia Domisie zaprosiły dzieci i trójkę rodziców z parteru na scenę, żeby stworzyły las (rodzice wystąpili w charakterze starych drzew). Maks też wyciągał ręce, ale dla widzów z balkonu (cena miejsc ta sama co na parterze – pierwsze miejsca) bliski kontakt z Domisiami był niemożliwy!

Potem Eryk poprosił, żeby rodzice odebrali swoją „florę i faunę”…

Było miło, ale się skończyło!

Dzień adaptacyjny w szkole na Czarnieckiego

Dzisiaj umówiliśmy się z Amelką i jej Mamą w Parku Żeromskiego na Placu Wilsona. Maks i Amelka biegali po placu zabaw i zaliczali swoje ulubione sprzęty. Maks siedział w wozie strażackim, Amelka zdobywała zjeżdżalnie i rury do zjeżdżania, a Maks karuzele. W końcu nadeszła pora, aby udać się do szkoły specjalnej, która mieści się na tyłach Parku Żeromskiego. Myślałam, że będziemy mieć kłopot, aby ich wyciągnąć z tego atrakcyjnego placu zabaw, ale szczęśliwie wzięli się za ręce i pomaszerowali do szkoły.

Jedyne wspólne zdjęcie z placu zabaw…

Za rączkę i do szkoły…

Wchodzimy!

Dzień adaptacyjny wyglądał tak, ze przez godzinę dzieci poznawały swoją przyszłą panią wychowawczynię i siebie nawzajem, a my rodzice wypełnialiśmy papiery i podanie z prośbą o przyjęcie do szkoły.
Dla ciekawostki dodam, że Mary spotkała się dzisiaj ze studentką APS-u, z którą rozmawiała min. o szkole Maksa. W ocenie tej studentki, która z racji praktyk studenckich odwiedzała różne szkoły specjalne, szkoła na Czarnieckiego jest najlepszą szkołą w Warszawie.
Następny dzień adaptacyjny w maju…

Wspomnienia Maksa

Dzisiaj przejeżdżaliśmy obok naszego dawnego mieszkania. Maks pokazał je palcem, a potem gest proszę i na skrzyżowaniu, żeby tam skręcić!
Oczywiście pojechaliśmy dalej, bo jechaliśmy na sprawdzenie ucha do laryngologa. Po drodze jeszcze prosił, żeby zawrócić, więc mu dałam słuchawki z bajką Muminki do posłuchania i odwrócenia uwagi.
Okazuje się, że pewnie jest do tego miejsca jakoś przyzwyczajony, może ciekawy kto tam teraz mieszka, więc w sumie to jestem zadowolona, że razem z nami się przeprowadzał i nie był na letnim wyjeździe w Jastarni.

Zapalenie ucha lewego

Maks bardzo źle spał w nocy z soboty na niedzielę. Kręcił się, wstawał, aż w końcu położył się w fotelu i spał w pozycji półsiedzącej. Po czwartej nad ranem chyba w końcu zorientował się co mu dolega, wziął mnie za rękę i poprowadził do kuchni, pokazał najpierw na szafkę z lekami a potem na ucho – lewe. Dostał nurofen i położyłam go spać. O siódmej wstał, zamówiliśmy wizytę u lekarza i pojechaliśmy na dyżur aż na Ursynów. Pani doktor zajrzała do ucha i rzeczywiście był wyciek… Maks bierze antybiotyk, jedyny który dobrze znosi – augmentin.

Wcześniej miał katar, ale katar u Maksa jest zdradliwy. Lekarka zauważyła, że spływa po tylnej ścinie gardła, a w ogóle nie wypływa na zewnątrz. Moja dwutygodniowa kuracja syropem z czosnku u Maksa w ogóle się nie sprawdza. Tydzień wcześniej lekarka na ten katar przepisała mu krople dikortineff i też nie zadziałały… Tak więc mamy dziesięć dni siedzenia w domu.

W piątek byliśmy u endokrynolog. Maks waży 25 kg i mierzy 113 cm. Ostatnie wyniki TSH 3,850 i FT4 1,32 w normie, ale jeszcze TSH za wysokie, więc Maks ma zwiększoną dawkę euthyroxu do 37,5 (1,5 tabletki euthyrox 25). Po miesiącu brania nowej dawki mamy zrobić badanie poziomu hormonów tarczycy i witaminy D3 – metabolitu 25 OH.

Mamy tez już jasność w sprawie cukrzycy. 26 marca udało nam się pojawić u diabetologa w poradni na Działdowskiej. Maks miał badanie na czczo i po zjedzeniu kanapki oraz dużego batona „Prince Polo”. Następne badanie po 1,5 godziny od posiłku też w normie. Zapytałam, czy powinnam mu zrobić badania na przeciwciała cukrzycowe i doktor narysowała mi taki wykres:

Jeśli nawet przeciwciała cukrzycowe GAD, ICA, IA2 wyjdą w analizie krwi to jest to sygnał, że coś się zaczyna dziać, że jakaś liczba komórek beta w trzustce uległa zniszczeniu. Natomiast cukrzyca zaczyna się wtedy, gdy 80% tych komórek ulegnie zniszczeniu i dopiero wtedy zaczyna się podawać leki.

Na dzień dzisiejszy Maks ma dobre wyniki i nie ma cukrzycy. Mam go obserwować, gdyż symptomy cukrzycy są tak wyraźne, że nie sposób ich przeoczyć i jeśli któryś z nich się pojawi natychmiast trzeba udać się do szpitala. A są to : Zwiększone wydzielanie moczu, moczenie nocne, wzrost pragnienia ze spadkiem masy ciała.

Wielka Sobota Maksa

Dzisiaj Maksio z rodzeństwem pojechał święcić jajka do Księdza Wojtka w Lesie Bielańskim. Dawno tam nie był, więc jak burza przeleciał przez kościół i Podziemie Kamedulskie. Nie zatrzymał się przed obrazem Zbigniewa Dowgiałły pt” Smoleńsk”, ani przy stole, na którym jego rodzeństwo ustawiło koszyczek ze święconką, ani przy Grobie Pańskim. Wyszedł na dwór i pospieszył na karuzelę. Tam cały szczęśliwy kręcił się i kręcił…

Wracając do domu wstąpili do sklepu, żeby kupić mąkę razową do wypieku chleba. Akurat w wejściu do Kauflandu stoi samochód-bujawka. Maks wskoczył do niego i nie chciał za nic go opuścić… Wrócili do domu,a Maks jeszcze sporo czasu spędził w naszym aucie siedząc na miejscu kierowcy!

Wyszliśmy z Tomkiem nawiedzić Grób Pański w naszej parafii św. Franciszka. Patrzyłam na małe dzieci, które przyszły z rodzicami do kościoła święcić jaja. Po poświęceniu pokarmu podchodziły do Grobu Pańskiego, patrzyły z zaciekawieniem na spoczywającą w grobie postać Jezusa. Pytały, słuchały odpowiedzi rodziców…

Pomyślałam o moim Maksie, o jego świecie… Jaki jest ten „downowy”  świat? Jak mam się do niego dostać z opowieścią… o Jezusie!

Z okazji Świąt Zmartwychwstania Pańskiego życzymy wszystkim, którzy odwiedzają Zakątek Maksa, błogosławieństwa i obfitości łask Bożych oraz rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy!

Robimy gofry na słodko i na słono

Wczoraj zmodyfikowaliśmy przepis na gofry. Najpierw zgodnie z przepisem zrobiliśmy gofry na słodko, a następnie na słono.


Przepis:

2 szklanki maki
1,5 szklanki mleka
2 jajka (oddzielnie ubijamy pianę z białek)
125 g stopionego masła
0,5 szklanki cukru
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody

W dużej misce mieszamy stopione masło, dwa żółtka, mleko, dodajemy do tego suche składniki czyli mąkę, cukier, proszek do pieczenia i sodę, a na koniec dodajemy pianę z białek. Całość miksujemy.


Maksio miesza składniki


Smaruje gofrownicę…


Maksio nakłada ciasto na gofrownicę


Więcej ciasta…


Czekamy aż się upieką…


Już są gotowe…


Pycha!


Druga wersja ciasta powstała z zastąpienia cukru – połową łyżeczki soli, jedną ze szklanek mąki pszennej zastąpiliśmy mąką „pełne ziarno” (też pszenna), a zamiast stopionego masła daliśmy pół szklanki oleju… i wyszły świetne gofry na słono. W latach 80. na Starym Mieście podawano na takim cieście przecier pomidorowy starty ser i podsmażone pieczarki i nazywało się to – pizza!

A oto nasze propozycje na kolację

 

Na słonym gofrze wędlina z rzeżuchą


Albo na ciepło – stopiony w mikrofalówce ser camembert z listkami bazylii