Miesięczne archiwum: Lipiec 2012

Nagroda w konkursie „23 książki za 23 pytania”

Dzisiaj miałam przemiłą niespodziankę. Przyszedł listonosz i przyniósł mi dużą paczkę, a w paczce 23 tęczowe książki dla dzieci. Fundacja ABCXXI – Cała Polska Czyta Dzieciom rozstrzygnęła swój konkurs, w którym trzeba było odpowiedzieć na 23 pytania związane ze współczesną, polską literaturą dla dzieci i wylosowała laureata…
Odpowiedzi na pytania konkursowe szukałam w bibliotece publicznej nr 4 na Białołęce, a moja najstarsza córka w internecie. Okazało się, że w kilka minut znalazła odpowiedź na pytanie, na które ja nie znalazłam odpowiedzi przez pół godziny wertując spisy treści książek Wandy Chotomskiej. Dzięki temu konkursowi przeczytałam kilkanaście książek dla dzieci m.in. „Czarny Młyn”, który potem w jeden dzień przeczytał Mateusz.

Teraz przed nami miesiąc przygody z cudownymi książkami. Są wśród nich nasze ulubione, które już stoją na półce w pokoju i takie których jeszcze nie czytaliśmy. Kiedy przeczytamy już wszystkie książki podarujemy je wysyłkowej bibliotece Stowarzyszenia Rodziców i Przyjaciół Dzieci z Zespołem Downa „Zakątek21”, żeby inni rodzice również mogli poczytać je swoim dzieciom.

Przy okazji tego konkursu chciałabym podzielić się z Wami anegdotką – jak strata kurtki zapoczątkowała moją przygodę z książkami. Otóż kiedy czterdzieści lat temu zgubiłam wspomniana wyżej część garderoby, moja mama wpadła na pomysł, żeby wykorzystać tę stratę w nietypowy sposób. Ponieważ nie lubiłam czytać książek nałożyła na mnie karę. Miałam czytać książki… I jak już zaczęłam, nie mogłam przestać…

Oczywiście nie polecam tego sposobu innym rodzicom, dużo skuteczniej jest zachęcić dziecko czytając razem.

Julka z Maksem asystują przy otwieraniu paczki.

Julka rozpakowała wszystkie książki z folii.

Moje szczęście nie ma granic…

Czytam dzieciom o Emilu, a Julcia znalazła książkę dla siebie.

Julka lubi książki z obrazkami.

Sobota z Julcią

Julka już od tygodnia jest w Warszawie na turnusie rehabilitacyjnym w Amicusie. W soboty i niedziele ma odpoczynek od zajęć, więc przyjechała do nas z wizytą. Pogoda była upalna, zatem rozłożyliśmy basenik i dzieciaki moczyły się w wodzie.

Julka, podobnie jak Maks, uwielbia się moczyć w wodzie.

Po kąpieli warto posiedzieć trochę na słońcu…

Przerwa na ulubione zajęcia. Julka lubi układać puzzle, Maks oglądać teletubki i bębnić…

Powrót do basenu i akcja „ty tez możesz sobie zrobić jacuzzi, jak masz power w nogach!

Ćwiczenia w dmuchaniu baniek…

I jeszcze raz jacuzzi nożne…

Turnus w Rowach

Właśnie wróciliśmy z turnusu rekreacyjnego organizowanego przez Stowarzyszenie Bardziej Kochani. Po raz czwarty pojechaliśmy do Rowów.
W pierwszym tygodniu było zimno i wiał silny wiatr, albo padał deszcz. Dodatkowo w „Albatrosie”, gdzie mieszkaliśmy, grasował wirus, który powodował wymioty i ból brzucha. Maks niestety go złapał, a jak zwalczył wirusa, to okazało się, że do ataku ruszyły bakterie i Maks dostał wysiękowego zapalenia prawego ucha. Dzięki temu większość czasu spędziliśmy w pokoju, albo w cieniu sosen przed „Albatrosem”. Mimo, że w drugim tygodniu pogoda była świetna, to Maks jednak był na tyle osłabiony, że nie chciał iść na plażę. Poza tym – gdy bierze się antybiotyk nie powinno się siedzieć na słońcu. Mimo jego choroby jesteśmy zadowoleni, że spędziliśmy tam nasz wakacyjny czas. Tomkowi brakowało ojców rówieśników, gdyż akurat tak się złożyło, że aż czterech nie przyjechało z rodzinami.

W tym roku gościła na turnusie pani Izabela Fornalik. Miała dwa wykłady i indywidualne konsultacje z chętnymi rodzicami. A w niedzielę grała na gitarze przy ognisku.

Kalendarium turnusowe

14 lipca. Przyjechaliśmy do „Albatrosa” na kolację.

Przed bramą wjazdową zobaczyliśmy malutkiego padalca.

Po kolacji…

Przywitanie z morzem.

15 lipca. Maks dwa razy przemierzył odległość od „Albatrosa” do muszli koncertowej, czyli z 20 minut spacerkiem. Na scenie Teatr „Krokodyl” Tadeusza Falana przedstawiał widowisko „Morskie Opowieści”. Pirat Rumpel chciał zdobyć pudełko z perłą, które miał marynarz Bąbel.

Widowisko było bardzo dowcipne, aktorzy włączali dzieci do wspólnej zabawy.

Po przedstawieniu Maks zaliczył sprzęt sportowy, który pojawił się w tym roku w parku dookoła muszli koncertowej.

Maks i Amelka

Maks lubi grać w cymbergaja.

A to wersja dla najmłodszych gry z realu: „kto się wyróżnia dostaje po głowie”.

Tata czuwa, żeby Maks nie zmoczył spodni powyżej kolan.

16 lipca. Od rana moczyliśmy stopy w morzu. Woda była lodowata. Tego dnia Maks brał udział w zawodach sportowych, które organizowały animatorki. Wieczorem była też dyskoteka.

Taniec z balonem i z Amelką

Maks z Julitą

Maks z Julką.

W czasie zajęć plastycznych Maks z panią Karoliną robił gniotka.

Wsypywał piasek do balonika i…

…rysował buzię gniotkowi

Byliśmy też na najsmaczniejszych gofrach w Rowach.

17 lipca. Był ciąg dalszy zawodów sportowych.

Maks jakoś nie bardzo umie stać w rzędzie.

Drużyna zawodników, w której o zwycięstwo walczył też Maks.

Na korytarzu pojawiła się lista uczestników i punkty, które zdobyli.
Po południu, kiedy deszcz przestał padać poszliśmy na gofry do miasta. Maks niestety się zmęczył i nie chciał ruszyć się z miejsca, czym okropnie zestresował Mateusza. Tomek prosił, żeby Mateusz sam wrócił do „Albatrosa”, ale znowu Mateusz nie chciał ojca zostawić samego w tej przykrej sytuacji i tak sobie we trójkę czekali aż ja wrócę z poczty. Kiedy wróciłam Maks już odpoczął. Poza tym dobrze na niego podziałało to, że Tata z Mateuszem poszli nie oglądając się na niego. A wtedy Maks nie chciał iść ze mną tylko z nimi.

Moczenie nóg jest dobre w każdą pogodę.

Miejsce odpoczynku… Takie korzenie na plaży są tym, czym pomniki w mieście.

Pierwsze turnusowe ognisko.

Czasami przy ognisku przydaje się nawet koc do okrycia.

18 lipca. Maks był u Amelki i bawili się w lekarza.

Amelka już osłuchana…

Ucho też sprawdzone…

Neurologiczne odruchy w normie.

Biedny Maks nie wiedział, że teraz jest lekarzem, a jutro pacjentem.

Po obiedzie rozegrano wyścigi na krowach:

Do biegu, gotowi, start!

Zawodnik spadł z krowy i zrezygnowany odpoczywa.

Jeśli chodzi o zajęcia plastyczne to Maks lubi patrzeć… I to niezbyt długo!

Gdy przestało padać poszliśmy moczyć nogi w morzu i pobiegać po piasku.

Po 18:00 Maks zaczął wymiotować i wymiotował całą noc co godzinę.

19 lipca. O 10:00 przyszła lekarka, stwierdziła, że to nie angina, tylko wirus. Maks był bardzo słaby nic nie chciał jeść i pił wodę. W nocy pokazał, na prawe ucho. Dałam mu przeciwzapalny nurofen.

20 lipca. Na śniadaniu Gosia zobaczyła, że Maks ma mokre prawe ucho. Zaraz poszliśmy do lekarki, która stwierdziła wysięk z prawego ucha i przepisała antybiotyk. Siedzieliśmy więc w pokoju.

22 lipca. Maks czuł się nieco lepiej i poszliśmy na ognisko. Na gitarze grała pani Iza Fornalik a dzieci tańczyły.

Mama Amelki zasuwa Maksiowi suwak. Mimo, że płonął ogień to jednak Maksowi było chłodno.

Karolka, też by chciała pograć na gitarze.

Jedzie pociąg z daleka, na nikogo nie czeka, konduktorze łaskawy, byle nie do Warszawy…

A oto pomysł na super zabawę zespołową. Dwa zespoły, każdy trzyma koc. Na jednym z koców jest balon napełniony wodą i ta drużyna przerzuca balon na koc drugiej drużyny. Jak się nie uda, balon spada, pęka i woda ochlapuje zawodników!

Maks niesie nowa balonową bombę wodną…

Balon gotowy do przerzutu…

23 lipca. Wizyta kontrolna u lekarza. Wieczorem dyskoteka. Dzieci miały się przebrać za zwierzaki korzystając z przebrań zrobionych z krepiny w odpowiednich deseniach.

Maks był tygrysem, ale chyba tylko pięć minut. Potem zdarł z siebie przebranie.

24 lipca. Była piękna pogoda. Poszliśmy ze wszystkim i na plażę, gdzie miały się odbyć zajęcia sportowe. Maks próbował posiedzieć w namiocie, ale pokazał tacie, że chce do toalety, więc wrócili do „Albatrosa” i już nie chciał wyjść z pokoju. Natomiast ja zostałam z Mateuszem i Gosią. Robiliśmy zamek z piasku. A zawody sportowe były tak emocjonujące, że nawet obcy ludzie robili naszym dzieciom zdjęcia (z ukrycia).

Maks nie wie co ze sobą zrobić. Do morza go nie ciągnie, a słońce męczy!

Wspólnymi siłami, pod kierunkiem mojej Małgosi zrobiliśmy zamek z piasku. Pożyczyliśmy od Adasia dinozaury i był dinozamek. Krótko, gdyż Adaś nie lubi się z nimi rozstawać.

25 lipca. Maks zaczął sam jeść obiad na stołówce. Pożyczyliśmy rower od Amelki i Maks jeździł po parkingu i nawet wyjechaliśmy na ulicę Wczasową i Maks dojechał aż do końca terenu należącego do DW „Columbus”.

26 lipca. Pogoda idealna, ale Maksa nie ciągnęło na plażę. Tego dnia odbyło się uroczyste zakończenie turnusu. Dzieci dostały pamiątkowe prezenty, a te które brały udział w zawodach sportowych, czy innych konkursach, dostały dodatkowe nagrody. Każdego roku na koniec turnusu część artystyczną przygotowują rodzice. Tym razem rodzice przygotowali tańce do piosenek „Ogórek, ogórek”, „Euro-Koko”, „Pasta, kubek, szczotka, zimna woda” oraz do hitu „No sa”

Od rana pożegnanie z morzem…

Maks jakoś nie podziela mojej pasji fotografowania się na korzeniach…

Ostatnie zabawy na zjeżdżalni…

…i na huśtawce

Apetyt się poprawił i Maksio zajada ze smakiem frytki…

Pasja jeżdżenia na rowerze jest tak duża, ze rower może być po prostu mały.

A oto ostatni zachód słońca i Adaś kąpiący się w tak malowniczej scenerii.

27 lipca trzeba było opuścić „Albatros” i wrócić do domu.

Tydzień pomiędzy wyjazdami

Maks już od tygodnia jest w domu. Czas upłynął nam na wizytach u lekarzy. W poniedziałek Maks był na pobraniu krwi. We wtorek u ortopedy, a dzisiaj w piątek u endokrynologa. Wyniki badań są dobre, utrzymujemy nadal dawkę – półtorej tabletki eutyroxu 25 i następna wizyta za trzy miesiące. Ortopeda ocenił postawę Maksa jako zadowalającą. Maks ma stopy lekko koślawe, ale nie ma skoliozy no i główka kości udowej prawej odbudowuje się w dobrym kształcie.

Po przyjeździe dzieci naszych sąsiadów przyszły po Maksa, żeby zaprosić go do wspólnej zabawy.
– Czy Maks wyjdzie na dwór się pobawić?
Powiedziałam dziewczynkom, że Maks sam nie wychodzi na podwórko.
– Chwilę by się z wami pobawił, a potem gdzieś by poszedł, ja muszę być żeby go pilnować, a teraz nie mogę bo robię obiad. Ale dziękuję wam, że zapytałyście.

Po południu wyszliśmy. Dziewczynki zaprosiły Maksa do zabawy piłką. Rzucali do siebie. Maks wykonał trzy rzuty, po czym pomachał im wesoło ręką i poleciał do otwartej furtki. Maks nie bardzo umie bawić się w grupie. Lubi dzieci, ale zwykle ma swój plan i pomysł na wykorzystanie wolnego czasu. Najchętniej siedzi w aucie i kieruje, albo idziemy na krótki spacer po okolicy.

A dzisiaj mieliśmy bardzo miłe spotkanie. Odwiedził nas Igor z rodzicami. Maks niestety długo oswaja się z nowymi osobami.

Maks w końcu zdecydował się usiąść z nami do stołu.

Chłopcy przybili sobie piątkę.

Czas pożegnania…

Maks odprowadza Igora do auta.

Igor jest bardzo spokojnym chłopcem. Kocha książki i lubi je czytać. Od razu przeczytał tytuł książki „magnetyzm”. Igor z rodzicami będzie w Warszawie do niedzieli. Dzisiaj już był w ZOO, a jutro pewnie spędzi czas w Centrum Nauki „Kopernik”. My niestety nie będziemy mu towarzyszyć, gdyż jutro ruszamy nad morze.

Jutro Maks wraca do domu

We Władysławowie nie ma aż takich upałów jak w Warszawie. Dzisiaj nawet Maks nosił sweterek i z uwagi na chłód nie był na plaży. Za to dzieci odwiedziły lunapark we Władysławowie i mój syn nie pytając się o zgodę od razu zasiadł w jakiejś ciuchci. Wieczorem natomiast byli na pożegnalnym grill-u, który dla dzieci zorganizowali właściciele pensjonatu. Każde dziecko na pamiątkę dostało pluszowego delfina. Podobno Maks dzisiaj powiedział -dobre- (bez r). Na wyjeździe Maks próbuje zaprzyjaźnić się z wodą jako napojem, ale dziś dostał soczek i Pani Justyna, która nim się opiekuje, zapytała – Dobre? a Maks jej odpowiedział – Dobe! Rozmawiałam z Maksikiem przed snem i sporo wokalizował. Przez te trzy lata jak rozmawiamy ze sobą przez telefon, to wyraźnie zmieniła się melodyka wypowiedzi. Maks już nie charczy gardłowo, ale też jeszcze nie wypowiada prostych słów! Jutro po obiedzie Maks wraca do domu.

Wycieczka do Kościerzyny

Dzisiaj we Władysławowie cały dzień padało. Ale atrakcji było wiele w związku z wycieczką do Kościerzyny. Maks był w Muzeum Kolejnictwa oraz w Muzeum Ziemi Kościerskiej. Parowozownia w Kościerzynie powstała w roku 1885, kiedy dotarła tam linia Kolei Pruskich. Teraz jest to duża atrakcja turystyczna, gdyż do parowozu można wsiąść i wszystkiego dotknąć. Maks zaliczył swoją ulubioną jazdę kolejką i ku mojemu zdziwieniu jechał nią jeden raz.

Prawdziwą radość daje kręcenie kierownicą!

Maks odkrył że „podziwiam tylko motocykle bo motocykle są niezwykłe”.

Niedziela we Władysławowie

Dzisiaj od rana padało i było to dla wszystkich niemiłym zaskoczeniem. Dzieci poszły więc do kościoła i pewnie wymodliły pogodę, gdyż jak tylko wyszły po mszy przywitało ich słoneczko. Maks był więc na plaży, moczył nogi w morzu i próbował swoich wypraw „Jasia wędrowniczka”, czyli wędrówki na modłę: idę sam, gdzie oczy poniosą. Maks jest na wyjeździe z trzema kolegami z grupy, ale bardziej ciągnie go do starszych dzieci, dla których jest „maskotką”. Rozmawiałam z moim synem jak zwykle bez słów, wsłuchując się w jego mruczankę opowiadankę, a na koniec przesyłając buziaki i „pa, pa”.

W poniedziałek byli w pizzerni. Maks tańczył i od właścicielki obiektu dostał w nagrodę naklejkę! Wieczorem zaś była dyskoteka.