Archiwum dnia: 18 maja 2013

Sobota pod znakiem wirusa

Maks od dwóch tygodni ma na dłoniach krostki, które rozdrapuje. Kiedyś już miał coś takiego i lekarz ocenił to jako infekcję wirusową, dlatego kupiłam maść na opryszczkę i smarowałam mu dłonie. Niestety wczoraj zauważyłam, że to samo pojawiło się w zgięciach i na łokciach, a stare krosty nie znikły.
Poszliśmy do lekarza i on potwierdził moje rozpoznanie, jednak nie zalecił maści, tylko heviran 200, pięć razy dziennie po tabletce, przez tydzień. Gardło niestety mocno zaczerwienione i raczej bakteryjne, więc przez tydzień Maks ma siedzieć w domu. Oczywiście może pójść na pobranie krwi w poniedziałek, na którym mamy zrobić badania do endokrynologa.
Maks od stycznia nie brał antybiotyku i generalnie nieźle się ma. Uważam, że zawdzięcza to syropowi Pneumolan, który codziennie dostaje raz dziennie. Syrop ten sprawia , ze wydzielina spływa i nie zalega w nosie, a także podnosi odporność.

Piątek pod znakiem zębow

W piątek pojechaliśmy po Maksa do szkoły, gdyż przewoźnik nie wiedział, o której mi go przywiezie do domu, a na 18 mieliśmy umówioną wizytę u dentysty. Kiedy Maks mył zęby w domu okazało się, że wypadła mu dolna, prawa jedynka. Pytałam gdzie jest ząb, ale Maks nie był w stanie tego pokazać. Nie ma zęba – temat zakończony. Do dentysty pojechał z nami Mateusz, żeby dać Maksowi dobry przykład.

Mateusz miał zdejmowany kamień z dolnych zębów i Maks się krzywił na odgłos pracującej końcówki ultradźwiękowej. Nie mniej jednak chętnie usiadł na taty kolanach w fotelu, kiedy przyszła jego kolej. Planowaliśmy zalakować mu bruzdy w szóstkach tzn. zacząć od jednej, żeby go oswoić i nauczyć współpracować z lekarzem. Jednak przy oglądaniu zębów okazało się, że Maks ma ubytek w prawej, górnej piątce i w związku z tym trzeba było tę dziurę wypełnić.

Nasz lekarz jest wyjątkowy i ma dużą praktykę również w leczeniu zębów dzieciom.
Pokazał Maksowi wiertło, zademonstrował jak studzi je woda, i powiedział, że to taki odkurzacz, który musi posprzątać mu ząbek.
zab1

Maks otworzył buzię i zaczęło się wiercenie. Oczywiście nie spodobało mu się to i płakał. Nie zamknął jednak buzi i pozwolił sobie obejrzeć wywiercony otwór. Płakał i próbował zsunąć się z fotela, ale nie były to jakieś gwałtowne ruchy i słabsze, niż te jakimi reaguje przy pobieraniu krwi. Ząb trzeba było jednak wypełnić i to szybko. W takich sytuacjach nasz lekarz ma patent „na partyzanta”… Stosuje wypełnienie, które znosi wilgoć i nie musi być utwardzane światłem. Szybko je homogenizuje, wkłada do aplikatora, potem do zęba. Palcem przytrzymuje i przyciska, żeby dobrze wypełniło ząb… I koniec! Oczywiście poszło tak gładko, gdyż ubytek był na powierzchni żującej i nie wymagał zastosowania formówki.
Maks nie obraził się na lekarza i z załatanym zębem pojeździł jeszcze na fotelu… Pan doktor przy tej okazji wspomniał jednego małego pacjenta, który po takim załataniu zęba powiedział mu – więcej do pana nie przyjdę – i rzeczywiście kilka lat go nie było…
zab2
Byłam taka zadowolona, jakbym na jakiejś loterii wygrała los… Co poniekąd się zdarzyło, gdyż pan doktor powiedział – pierwsze wypełnienie gratis!