Miesięczne archiwum: Lipiec 2018

Te wspaniałe maszyny

Muzeum Techniki w PKiN jest aktualnie w remoncie, ale można zobaczyć wystawę: „Perełki polskiej motoryzacji”. Chłopcy lubią auta, więc poszliśmy…

Tylko do  pięciu samochodów można wsiąść, co trochę nas rozczarowało…

Pierwszy samochód produkowany seryjnie w Polsce CWS T-1. Co prawda seria zamknęła się w liczbie kilkuset egzemplarzy, ale musiało minąć ćwierć wieku zanim zaczęto produkować następne samochody. To jest kopia prototypu z 1925 roku.

Do malucha można było wsiąść i na motocykl K-750 zwany w latach sześćdziesiątych „Kaśką”…

Te wystawę szybko obejrzeliśmy i poszliśmy do Sali Marmurowej… do GFS – Galerii Figur Stalowych, która do PKiN zawitała gościnnie z Pruszkowa.

Tam dopiero chłopcy sobie powsiadali do aut i pobawili się na całego!

Zmienialiśmy auta jak rękawiczki…

Fotografowaliśmy się indywidualnie i grupowo!

I długo nie mieliśmy tego dosyć… Tym bardziej, że kierownicą można kręcić, pedał gazu wcisnąć i jeszcze jakieś inne skrytki pootwierać.

Na wystawie jest ponad dziesięć różnych samochodów, kilka motocykli, żelazny tron jak w filmie „Gra o tron” i figury bohaterów filmowych.

No kto by nie chciał posiedzieć na żelaznym tronie, tym bardziej, że ten w przeciwieństwie do opisanego w powieści R.R. Martina, nie kaleczy.

Maks wczuł się w klimat Gwiezdnych Wojen…

Były też stalowe  minionki.

I też takie postacie, których nie znamy.

Bardzo polecam tę wystawę miłośnikom stalowych maszyn!

Z Pałacu poszliśmy do ZOO. Chłopcy byli już trochę zmęczeni…

Igor bezbłędnie nazywał widziane zwierzęta.

Popatrzyliśmy sobie z ławeczki na lemury katta…

Większość uwagi poświęciliśmy rodzinie nosorożców. Patrzyliśmy jak samica nie odstępuje nawet na krok swojego małego oseska, i na samca, który urządził sobie SPA  w błocie…

Centrum Nauki Kopernik

We wtorek pojechaliśmy metrem M1 i M2 do Centrum Nauki Kopernik. Dla Igora jest to największa atrakcja w Warszawie. Maks był tam wcześniej dwa razy z klasą, a ja byłam po raz pierwszy. Bilety kupiliśmy przez internet, więc nie staliśmy w kolejce do kasy. Przyjechaliśmy jednak na miejsce trochę za wcześnie i posiedzieliśmy nad Wisłą, czekając aż zbliżymy się na pół godziny do zaplanowanej godziny wejścia.

Pogodę mieliśmy świetną i humory nam dopisywały. W CNK jest tyle rzeczy do obejrzenia i do przeprowadzenia własnych  eksperymentów, że czas płynie jak wartka rzeka.

Obserwując wahadło Foucaulta przekonujemy się empirycznie, że Ziemia się obraca…

Maks doświadcza siły trąby powietrznej…

To latający dywan, albo bardziej współcześnie – poduszkowiec…

Dla tych co lubią własny głos…

Zrozumienie wszystkiego czego doświadcza się w CNK jest nie lada wyzwaniem nawet dla dorosłych, co nie zmienia faktu, że poeksperymentować jest fajnie…

Chłopcy próbowali zbudować kopułę, ale źle dopasowali  klocki i budowla runęła po spuszczeniu powietrza z niebieskiej poduchy.

Maksowi bardzo podobało się „radio w gębie”. Mimo, że nie zatkał uszu i tak słyszał muzykę.

Chodziliśmy i doświadczaliśmy sytuacji, którymi rządzą prawa fizyki aż rozbolały nas nogi. Wtedy zdecydowaliśmy się opuścić CNK i wrócić do domu na obiad.

Potem poszliśmy do kina na Wyszczekanych, a po każdym usłyszeniu imienia „Maks” – Maks pokazywał na siebie…

Lato w mieście

Lato w mieście może być ciekawe, szczególnie jak się przegoni „lenia” i wyjdzie w miasto. W poniedziałek przyjechał do nas kolega Maksa – Igor z mamą i to dało nam impuls, żeby zaplanować ciekawe wyjście do muzeum. Poszliśmy do Muzeum Powstania Warszawskiego. Przyjechaliśmy o 16.00, więc mieliśmy dwie godziny na zwiedzanie.

Zaczęliśmy od Pokoju Małego Powstańca…

Chłopcy opieczętowali powstańczą pocztę.

Obejrzeliśmy zdjęcia z tamtych czasów.

Na piętrze zobaczyliśmy film , który przedstawiał ruiny i zgliszcza widziane z przelotu nad zbombardowaną Warszawą.

Maks i Igor na tle repliki  ciężkiego bombowca B-24J Liberatora. Na zdjęciu nie widać, że zmieniające się światło oświetlające śmigła, daje złudzenie, że śmigła są w ruchu…

Część wystawy pokazująca ruiny miasta.

W gablotach Maksa interesowała przede wszystkim broń…

Przez  te dwie godziny przelecieliśmy przez Muzeum Powstania Warszawskiego.

Część wystawy poświęcona jest powojennej Polsce i pokazuje jak wtedy pisano o Powstaniu Warszawskim.

Chłopcy byli bardzo przejęci. Nam wszystkim udzielił się nastrój tego miejsca.

Po zwiedzeniu muzeum poszliśmy na ekologiczne lody do „Letniego Pokoju”, pawilonu rekreacyjnego, w którym odbywają się też  spotkania kulturalne.

Maksowi lody ekologiczne w ogóle nie smakowały. Za to spodobały nam się wiszące kosze, w których siedzieliśmy.

Wracając ulicą Grzybowską zahaczyliśmy o Plac Europejski, gdzie akurat była strefa kibica.

Na Placu Europejskim chłopcy odpoczęli przy fontannach.

I zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie …

Na piechotę doszliśmy do Ronda ONZ i wsiedliśmy w metro M2. To był miły spacerek.