Dzień drugi w Czechach

Po śniadaniu, na którym spotkaliśmy liczną wycieczkę turystów z Azji i trudno było znaleźć wolny stolik, pojechaliśmy do miejskiego browaru, żeby zobaczyć jak robi się piwo.

Nasza wycieczka podzieliła się na dwie grupy, żeby zwiedzić Browar Budvar

 


Czekałem więc na naszą kolej, gdyż zwiedzaliśmy jako druga grupa.
Przez chwilę poczułem się jak barman, który nalewa gościom piwo…

Ruszyliśmy do muzeum, w którym zaprezentowano 700-letnią historię warzenia piwa.

W 1265 Ottokar II założył miasto České Budějovice i nadał mu przywilej warzenia piwa.

Tak wyglądały Czeskie Budziejowice w Średniowieczu.

W 1895 Republika Czeska pozostawała częścią Austro-Węgier. Czeskie Budziejowice z niemieckiego nazywane były „Budweis”, a lokalne piwo — Budweis-er . Czescy browarnicy nie byli zadowoleni z pracy w zarządzanym przez obcych browarze i dlatego utworzyli spółkę (Český akciový pivovar) i rozpoczęli produkcję Budweisera z wysokiej jakości lokalnych składników, przy użyciu najnowszych technologii, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie znajduje się obecnie.


Jak tylko pojawiły się samochody piwo transportowano w beczkach.


Z muzeum poszliśmy zobaczyć jak wygląda warzenie piwa w praktyce.

Imponująca jest ta ściana skrzynek z butelkami piwa za mną. Budvar w latach 2017-2018 ustanowił rekord produkcji piwa i eksportował blisko milion hektolitrów do 76 krajów .


Miedziane kotły w których warzy się piwo.

Kiedyś piwo leżakowało w takich wielkich, drewnianych beczkach, które myto ręcznie. Teraz jest w stalowych beczkach…

W tym też miejscu jest degustacja piwa.

Spróbowałem, bo mama prosiła do zdjęcia, ale chyba to nie moja bajka…
Potem zobaczyliśmy jak piwo jest butelkowane.

I tak zakończyła się nasza wizyta w browarze.
Z browaru podjechaliśmy na rynek w Budziejowicach, żeby zobaczyć miasto, w którym nocujemy. Plan wycieczek jest tak napięty, że nie zawsze jest to w planie.

Idę sobie przez ulice, myślę czym tu się zachwycę i proszę – donica z drzewkiem oliwnym już na zewnątrz.

Idę dalej przez aleje – z czego dzisiaj się pośmieję?


Rynek w Czeskich Budziejowicach jest  kwadratowy i ogromny, prawie hektar powierzchni! Za mną widok na ratusz i akurat grali kuranty… Na rynku jest Fontanna Samsona


Byliśmy w tygodniu przed wielkanocą, więc na rynku były rozstawione stragany gdzie można było kupić ciastka, miody i oczywiście piwo. Czesi w poniedziałek wielkanocny nie polewają się wodą tylko smagają dziewczyny witkami ze wstążkami po łydkach…Takie witki też można było kupić. My kupiliśmy ciasto , które wyglądało jak pizza i nazywało się frgal.

Po półgodzinnym spacerku po rynku wsiedliśmy w autokar i pojechaliśmy do Hluboki nad Wełtawą. W Hluboká nad Vltavou jest zamek, który nazywany jest Czeskim Windsorem.


Otóż właściciele tego zamku przebudowali go i nadali mu taki neogotycki kształt po wizycie na koronacji królowej Wiktorii. Spodobał im się Windsor i zapragnęli mieć podobny dla siebie. Jest marzenie, są środki, więc możliwa jest też realizacja. W zamkowych wnętrzach nie można robić zdjęć, więc nie mamy żadnych.

I zwiedzaliśmy tylko parter.


Prezentujemy więc zdjęcie właścicieli. Urocza para… Jan Adolf II książę Schwarzenbergu urodził się w Wiedniu i szybko został sierotą. Jego matka zginęła w pożarze ambasady austriackiej w Paryżu. Miał dwóch braci, z których jeden był kardynałem i awansował na arcybiskupa Salzburga. Książę Johann Adolf był przewodniczącym Towarzystwa Ekonomicznego w Pradze i Wiedniu. Uważany jest za inicjatora Kolei Cesarza Franciszka Józefa, którą zamierzał transportować węgiel z Pilzna do Wiednia. Ożenił się z Eleonorą z Liechtensteinu, o której tak pisano „Była bogata, piękna, dowcipna, obdarzona rzadką delikatnością i zawsze chętna do dobroczynności. Wiedziała jednak również, jak posługiwać się surowym berłem delikatną ręką. Dyktowała ton i modę. Od niej zależało, kto zostanie przyjęty do sądu. Zaproszenie do jej domu otwierało drzwi do wszystkich rodów szlacheckich Wiednia. I nikt nie odważył się sprzeciwić jej niewypowiedzianym rozkazom. Księżniczka Lore Schwarzenberg, która do późnej starości pozostawała piękna… była jedną z najwybitniejszych spośród wielu szlachetnych, wielkich dam Wiednia”…
Wokół zamku jest rozległy park krajobrazowy i po sąsiedzku Hotel Stekl

Na koniec naszego drugiego dnia wycieczki pojechaliśmy zjeść obiad w karczmie we wsi Holaszowice. Pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z 1263 roku. W roku 1292 król Wacław II przekazał wieś klasztorowi cystersów z Wyższego Brodu. Holaszowice pozostały jego własnością do 1848 roku. W latach 1520–1525 wieś nawiedziła dżuma, która pozbawiła życia niemal wszystkich mieszkańców. Zakonnicy do opustoszałej wioski stopniowo sprowadzali osadników z Austrii i Bawarii. Holaszowice były głównie niemieckojęzyczną enklawą wewnątrz Czech – do czasu wysiedlenia stąd niemieckich mieszkańców pod koniec II wojny światowej. W czasie reżimu komunistycznego wioska była opustoszała. Ponowne zasiedlenie nastąpiło w 1990 roku.


I właśnie tu poszliśmy zjeść obiadokolację.

We wsi jest staw i drewniana rzeźba dedykowana Wodnikowi Szuwarkowi.

Wieś Holaszowice z późnobarokową wiejską zabudową została zapisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO w 1998 roku i dlatego tu przyjechaliśmy.

I tak zakończył się nasz drugi dzień zwiedzania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.