Trzeci dzień w Czechach

Tego dnia pojechaliśmy do Lipna, żeby pospacerować ścieżką w koronach drzew. To wyjątkowa w całym kraju i pierwsza tego typu trasa w Czechach. Otworzona dla gości 10 lipca 2012 r. Chodnik jest subtelnie wkomponowany w krajobraz wokół zbiornika wodnego w Lipnie.

Do ścieżki można dojść pieszo, albo dojechać autobusem, który dowozi turystów do celu z tego miejsca. Autobusy jeżdżą co godzinę.


Mieliśmy godzinę czasu na spacer i to okazało się wystarczające.


No to w drogę!

Od głównej ścieżki odchodzą miejscami boczne odgałęzienia z różnymi atrakcjami. Tu przejście po ruchomych  płytach.

Informacje o ptakach mieszkających w pobliżu, a także ich makiety gniazd z jajkami.

Fajna trasa, po której można przejechać się z dzieckiem w wózku.

No i w końcu szczyt, na który wchodzi się po kilku schodach, jedynych na całej ścieżce. Zdjęcie zrobiła nam  pani Kasia  Przewodniczka Sudecka.

Odważne osoby mogą zjechać stalową rurą w dół i tak zrobiła moja koleżanka – Karolina. Pozostali uczestnicy zeszli tą samą trasą, którą wchodzili.

Dalszą część dnia spędziliśmy w  Czeskim Kremlowie, gdzie jest drugi co do wielkości zamek w Czechach.

Miasto leży nad brzegami wijącej się w tym miejscu Wełtawy. Powstało wokół XIII wiecznego zamku. Zbudowany na nadbrzeżnej skale zamek służył ochronie brodu przez rzekę. Český Krumlov stanowi przykład małego, średniowiecznego miasteczka Europy Środkowej, które rozwijało się bez zakłóceń przez pięć wieków, zachowując w ten sposób nienaruszone dziedzictwo architektoniczne. W 1992 roku zabytkowe centrum miasta zostało wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Zaczęliśmy zwiedzanie od tarasu widokowego w górnej części zamku.

Za mną widać już jedno piętro Mostu Płaszczowego, jest to konstrukcja , która powstawała przez wieki i obecny kształt ma od 1777 roku

Idąc dalej ulicą dochodzimy do tarasu widokowego, z którego jest piękny widok na położone u stóp miasto.

Dalszą część Mostu Płaszczowego widać po lewej stronie zdjęcia. Jest to ta  biało szara ściana z oknami, wsparta na kamiennych arkadach. Most budowano w kilku etapach w latach 1686, 1707, 1748 i 1765. Wysokie filary, podtrzymują cztery piętra konstrukcji. Jest wysoki tak jak budowle, które łączy…

W dole widać Wełtawę  płynącą przez miasto.

W sezonie można na tarasie usiąść pod tą pergolą i napić się piwa.

Wchodzimy na most, przez małe łuki widać panoramę miasta.

Dalej łuki się powiększają i na drodze do zamkowego dziedzińca witają nas na  otwartej balustradzie mostu barokowe rzeźby: świętego Antoniego Padewskiego, św. Feliksa z Kantalicjo, św. Wacława, oraz św. Jana Nepomucena.
Ciekawy jestem czy rozpoznacie, która rzeźba przedstawia św. Feliksa?



Jesteśmy na IV dziedzińcu zamkowym.

Przechodzimy pod arkadami do III dziedzińca zamkowego.


Dalej idąc wchodzimy na dziedziniec II

Na drugim dziedzińcu znajduje się wejście do Muzeum Zamkowego



Kompleks zamkowy jest wielki. Obejmuje 46 budynków, wśród których znajduje się górny zamek połączony mostem płaszczowym z dolnym zamkiem, 12 ha ogrodów zamkowych, muzeum zamkowe, jak również pięć dziedzińców i fosa niedźwiedzia.
Fosa z niedźwiedziami to temat, który od lat wywołuje dyskusje.

My opuszczając zamek nie widzieliśmy niedźwiedzi, chociaż wypatrywaliśmy ich w fosie.

Fosa jest właśnie za widocznym na zdjęciu ogrodzeniem.

A więc dotarliśmy na I dziedziniec zamkowy i widać już bramę, przez którą wychodzi się z zamku.

I tak żegnamy się z zamkiem . Za bramą natrafiliśmy na sklep z piernikami i innymi  regionalnymi przysmakami.


Siedzę i czekam kiedy mama skończy  robić zakupy.

Poszliśmy zwiedzać miasto uważnie szukając dzbanka, o którym śpiewała Helena Vondráčková

Uliczki miasta są bardzo malownicze, dzięki ciekawie zdobionym kamienicom.

Mamy malowany dzbanek!

I dochodzimy do mostu nad Wełtawą, z którego widać potężną bryłę zamku.

Fajnie wygląda wysepka na rzece…

i kamieniczki po drugiej stronie mostu.

Idziemy na rynek. Tam mamy aż dwie godziny dla siebie. To rzadkość na naszych wycieczkach, więc nie wiadomo co robić, jeść raczej nie, bo za dwie godziny idziemy na obiad… zwiedzać? Ja raczej bym posiedział… ale mama jest napalona na zwiedzanie.

Stoję przed ratuszem miejskim, który powstał w 1597 roku z połączenia trzech kamieniczek na placu Náměstí Svornosti. Dość skromną fasadę zdobi kilka herbów, m.in. Rosenbergów i Schwarzenbergów, a także herb miasta. Obecnie w budynku mieści się urząd miejski i muzeum tortur, do którego chcieli pójść rodzice. Jednak moi koledzy byli zainteresowani Muzeum Figur Woskowych… Zanim jednak coś zdecydowano, siedzieliśmy pod Kolumną Maryjną z 1716 r., którą postawiono w podzięce za ustąpienie zarazy.

Przenieśliśmy się na taras restauracji Lumier, żeby posiedzieć i napić się coli.

Po prawej stronie widać dekoracje wielkanocne zawieszone na całej uliczce.

Zamówiliśmy na deser makową szyszkę.

Mama nie wytrzymała i poszła z moimi kolegami do Muzeum Figur Woskowych, a ja siedziałem z ich rodzicami i cieszyłem się „dolce far niente”. O dziwo moja mama, która lubi Włochy i uczy się włoskiego zupełnie nie umie korzystać z tej zasady!


Dwie godziny minęły i poszliśmy do gospody na obiad.


Oczywiście było piwo. Mój uśmiech niech Was nie zmyli. Wolę sok, ale być w Czechach i nie mieć zdjęcia z kuflem piwa, to mojej mamie nie mieści się w głowie.


No i deser! Ciasteczko miś, żebyśmy nie zapomnieli, że misie są w fosie całkiem niedaleko.

Było miło , ale czas wracać. Jest już wieczór, więc zobaczymy oświetlone ulice i Most Płaszczowy.

Ahoj przygodo! Wracamy do domu. Wszyscy są i nikt się nie zgubił i nie wpadł do fosy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.