Wszystkie wpisy, których autorem jest Maks Grochowski

Rozpoczęła się szkołą

Wakacje minęły  i lato chyba też, chociaż nie kalendarzowe, bo to jeszcze trwa. Przedwczoraj była burza i lało jak z cebra. Dziś było pochmurnie, więc zaplanowane na boisku rozpoczęcie roku szkolnego siłą rzeczy odbyło się na sali gimnastycznej. Krzesła były rozstawione w tzw. bezpiecznej odległości, ale dziewczyny i tak je sobie zsunęły. W końcu przyszliśmy do szkoły, żeby być razem, a ci którzy nie przyszli, będą się uczyć w domu.


To ja w szkole w sali gimnastycznej prawie jak na pustyni…

Ale jak widzicie była nas tylko połowa…

Nauczyciele i rodzice mieli maski na twarzach i chociaż jestem do tego przyzwyczajony to jednak jest to inna inszość. Rodzice dziś mogli wejść do klasy, ale od jutra mogą wejść  tylko do szatni…

Jesteśmy teraz klasą 7b.

Po szkole pojechałem do Amelki na drugie śniadanie. Dawno się nie widzieliśmy i oboje się ucieszyliśmy że możemy pobyć razem jak za dawnych czasów.


Moje imieniny

Wszyscy mówią na mnie MAKS, ale ja mam na imię Maksymilian. Co roku 14 sierpnia mam imieniny. W tym roku było super, bo odwiedzili mnie Józio i Corinne – moi kuzyni z Connecticut. Józio jest pół roku starszy ode mnie, a Cora jest dziewięć miesięcy młodsza.

Piniata jednorożec, którą potraktowałem łagodnie w czerwcu, dostała drugie życie. Mama ją podkleiła i napełniła słodyczami. Zrobiła torcik z bitą śmietaną i borówkami.  Napełniła basen wodą i wszystko było gotowe na imieninowe party w basenie.

Napełniliśmy balony wodą i rzucaliśmy do siebie.

Jak już znudziło nam się siedzenie w wodzie zabraliśmy się za rozbijanie piniaty.

Było bardzo wesoło. Józio w drugim podejściu rozbił jednorożca i wysypały się słodycze.

Dostałem grę  planszową Ubongo. Józio i Cora zostali zaproszeni go gry.

Corze układanie wzorów wychodziło najlepiej.

Potem zaczęliśmy strzelać z łuku.

Kibicowaliśmy Corze.

A potem Cora kibicowała nam…

…Józiowi i mnie.


Kiedy trafiłem w tarczę robiłem różne pozy zwycięzcy czym mocno rozśmieszałem mamę i ciocię.
Józio pomagał mi nakładać i zdejmować strzały, więc miałem dużo czasu i  mogłem dać z siebie wszystko.

To były moje najfajniejsze imieniny. Nagraliśmy też życzenia dla Kasi i Maćka, bo tego dnia oni świętowali piątą rocznicę ślubu.

List od Adriana

Zaraz jak wróciłem z Murzasichla napisałem list do Adriana. Wysłałem mu zdjęcia z turnusu, ponieważ Adrian pisze dziennik i wkleja do niego zdjęcia.

Pozazdrościłem Adrianowi i po powrocie z turnusu zacząłem pisać pamiętnik ilustrowany zdjęciami.

A właśnie ostatnio przyszedł do mnie list od Adriana.

Adrian pojechał na wakacje,ale nie napisał dokąd. Muszę się pospieszyć i odpisać mu, żeby jak wróci mógł przeczytać mój list.

Laurkowy lipiec

W drugiej połowie lipca  nasza rodzina ciągle świętuje.  Zaczynamy od urodzin Maćka, potem są imieniny Marysi, dalej  urodziny i imieniny mamy, a krótko  po nich są  urodziny Małgosi.

W tym roku podczas edukacji zdalnej robiliśmy wiele prac plastycznych. To zachęciło moją mamę do założenia  na pinterescie tablicy z ciekawymi wzorami na laurki.

I właśnie w lipcu wykorzystaliśmy kilka pomysłów z tej tablicy do wykonania  kartek z życzeniami. Trzy zrobiłem z mamą, a dwie z Marysią.

To kartka na 31 urodziny mojego brata Maćka.

Taką kartkę w kształcie serca zrobiłem na imieniny Marysi.

To laurka dla mamy na jej urodziny.

A to Muminkowa kartka na imieniny. Bardzo się napracowaliśmy z Marysią…

Tu kartka na urodziny Małgosi. Mama wydrukowała sześć zdjęć, które potem wkleiłem na taką kartkę

I to jest właśnie ta korzyść jaką odniosłem ze zdalnego nauczania.

 

Termy Bania

W ostatni dzień pobytu na turnusie pojechaliśmy do Białki Tatrzańskiej, gdzie są baseny z wodą termalną. Przyjechaliśmy około dziesiątej.

Zaczęliśmy od zjazdu pontonem. Na basenie było jeszcze mało ludzi więc dość krótko czekaliśmy  na swoją  kolej. Ponton mknął szybko i poczuliśmy z mamą ulgę, gdy wyjechaliśmy z rury do basenu.

Bawiliśmy się wesoło w symulowanym nurcie rzeki i w falującej wodzie. Fajnie było dać się ponieść nurtowi i dryfować w kole, szczególnie tam gdzie woda mocno falowała.

Termy Bania mają także baseny na wolnym powietrzu, ale tego dnia było chłodno i  nad wodą w basenie unosiła się delikatna mgiełka. Dlatego też głównie korzystaliśmy z basenów  pod dachem.

Po trzech godzinach zabawy byłem mocno zmęczony i ucieszyłem się, że wracamy do domu.

Dziękuję koleżankom mamy: Pani Angeli i Pani Marcie za zrobienie nam zdjęć

Centrum Edukacji Przyrodniczej TPN

Centrum Edukacji Przyrodniczej Tatrzańskiego Parku Narodowego odwiedziliśmy w drugim tygodniu turnusu. Centrum posiada nowoczesne wystawy audiowizualne, które pomagają zwiedzającym poznać przyrodę – florą i faunę –  Tatr. Zwiedzanie centrum zaczyna się od sali, w której jest podświetlana makieta Tatr. Lektor przedstawia jakąś część Tatr i miejsce o którym jest mowa jest podświetlane na makiecie. W następnych salach można zobaczyć  łąkę górska, las, a także jaskinię. Na koniec wyświetlany jest film o tym czego nie należy robić w górach.

Centrum otacza Ogród Roślinności Tatrzańskiej. W nim spotkaliśmy sarenkę, która przechadzała się pomiędzy drzewami.

Jednak zdjęcie można zrobić sobie z kamienną sarenką, albo niedźwiedziem.


Na tej ścieżce edukacyjnej są tablice, z których możemy dowiedzieć się więcej o zwierzętach i roślinach.

Po wizycie w Centrum poszliśmy piechotą do Kuźnic. Spacer był długi. Z żalem patrzyłem na busy, które zatrzymywały się na przystankach, a do których my nie wsiadaliśmy.

Mama chyba chciała mi zrobić zdjęcie na tle Nosala, bo jakoś nie mogę inaczej sobie wytłumaczyć tego spacerku wzdłuż ulicy…

Z drugiej strony dobrze, że chodziło jej tylko o  zdjęcie, gorzej by było, gdyby chciała ze mną pójść   na Nosal.

Doszliśmy do Kuźnic. Tam jest zespół dworsko-pałacowy, pozostałość po działalności hrabiego Zamoyskiego.


Widzicie ten uśmiech?

Jestem zadowolony bo w Kuźnicach nad strumieniem zjadłem gofra, więc mam siły żeby wrócić.

Wakacje w górach

To były moje pierwsze wakacje w górach. Co prawda byłem w Murzasichlu 13 lat temu, ale wtedy dopiero zaczynałem chodzić i właściwie przemierzałem trasy w wózku.

Do tej pory jeździłem nad morze, do Rowów. Byłem też w Wesołek Krainie koło Andrychowa. Tam też są góry, ale dużo niższe i łagodniejsze.

W Murzasichlu codziennie były jakieś wycieczki w góry, no czasem do Zakopanego, żebyśmy odpoczęli. Dlatego teraz już wiem, że w góry jedzie się, żeby dużo chodzić. Ja nie za bardzo podzielam tę pasję. Wolę raczej posiedzieć sobie. Tata po operacji dostosował swoje tempo do moich możliwości i obaj byliśmy z tego zadowoleni. Bardziej spacerowaliśmy niż chodziliśmy i opuściliśmy wycieczkę do Doliny Białego, ponieważ tata wiedział, że będzie mi trudno podejść …

Turnus w Murzasichlu był inny niż wszystkie, w których do tej pory uczestniczyłem. Tu było dużo chodzenia po nierównej nawierzchni, łapanie równowagi na kamieniach, zejścia i wejścia bez podpierania się i ćwiczenie kondycji na szklakach.

Chcecie wiedzieć jak było? Zawsze szedłem ostatni, niektórzy marudzili, że ich bolą nogi – ale szli szybko. Ja nie marudziłem, ale też szedłem wolno. W końcu byłem na wakacjach.

Mój tata to rozumiał, mama nie.

W górach jest fajnie, kiedy siedzisz w cieniu nad strumieniem i możesz wrzucać do niego kamienie. Ja nie wrzucałem bo byłem w Tatrzańskim Parku Narodowym, a tam nic nie wolno.

Ludzie zachwycają się widokami…ja nie widziałem tam nic specjalnego, wszędzie kamień na kamieniu…no, woda w strumieniach jest fajna. Lubiłem moczyć w niej ręce.

W Dolinie Kościeliskiej chciałem pójść do Jaskini Raptawickiej, ale okazało się, że na szlaku są łańcuchy, więc sobie odpuściłem, tym bardziej , że przede mną z tej trasy zrezygnowała jedna pani.

W Murzasichlu poznałem Adriana.
Inne  koleżanki i kolegów znałem już wcześniej ze zlotów, albo z turnusów. Fajnie razem spędzaliśmy czas na boisku.

Właściwie to jestem zadowolony z tego wyjazdu i jak już mama wreszcie narysowała mi kalendarz i zaznaczyła dzień powrotu, to wyluzowałem i przestałem witać dzień gestem „do domu”, a w zamian za to wykreślałem kolejny dzień, który minął.

Pytacie dlaczego?!

Jestem domatorem i nic na to nie poradzę!

Wycieczka na Gubałówkę

Być z Zakopanym i nie być na Gubałówce to nie mieściło się w głowie moich rodziców. Mama pamiętała tę górę z czasów liceum,  czyli przed wiekami…

W albumie ma zdjęcie z Gubałówki, a za nią widać Tatry ( to ona tak twierdzi bo za nią coś widać szarego i nie wiem czy to góry,  więc mogę przyjąć to tylko na jej słowo.)

Wjechaliśmy kolejką szynową i to było super, bo nie chciałbym wchodzić na Gubałówkę szlakiem. Tata zobaczył kramy i podjął decyzję, że pójdzie ze mną posiedzieć, wypić herbatę i zjeść szarlotkę, bo od samego patrzenia zrobiło mu się niewyraźnie. Mama poszła z grupą na Butorowy Wierch. Poszła i wróciła. Minę miała również niewyraźną, widać wycieczka po ulicy wśród wszechobecnej komercji i samochodów przemykających pomiędzy pieszymi  też nie przypadła jej do gustu. Szukała jakiegoś murka gdzie robiła sobie zdjęcie po maturze, ale murek został rozebrany.

Widok z Gubałówki z tarasu kawiarni tuż przy kolejce szynowej. Mama szukała murka, a tam w dole widać cały taras, z którego można popatrzyć na Tatry. Chmur było niemało, więc widok mocno zachmurzony!

Jedyne miejsce, które jej się podobało na Gubałówce to ta kapliczka.

Potem już zjechaliśmy kolejką do Zakopanego.

W Zakopanym mama też wydziwiała, że nie podoba jej się księstwo góralskie. Dacie wiarę?

To ten budynek ze szkła za nami. Mama wymyśliła, że to powinno się nazywać Złoty Róg!

Też pomysł, żadnych rogów tam nie widać, a z tym złotem to bym nie przesadzał!

Zaraz przy księstwie góralskim jest galeria handlowa. Mama też kręciła głową, że za jej czasów tego nie było. Trudno oczekiwać, że w Zakopanym nie będzie galerii handlowej, kiedy w każdym szanującym się mieście budują centra handlowe. Moja mama niby taka nowoczesna, a takiej prostej rzeczy nie pojmuje. Strumień –  tata orzekł – jest ładnie obudowany. Jest mostek i na nim mama nam zrobiła zdjęcie.

Tam za nami widać dom, z którego odpada tynk. Nie wygląda to ładnie, ale na to mama nie zwróciła uwagi i jeszcze uwieczniła to na zdjęciu. Kto zrozumie kobiety?!

Na koniec ja wypatrzyłem coś ciekawego. Półka na lalki na ścianie domu. Ciekawy pomysł, prawda? Zastanawiałem się czy zabierają lalki do domu jak pada deszcz…I w ogóle dlaczego tam siedzą, czy w pokoju nie ma na nie miejsca?

Turnus w Murzasichlu

W tym roku nie pojechaliśmy nad morze tylko w góry do  Murzasichla, do Ośrodka „Krywań”.

Moi rodzice bardzo lubią góry, ale przez dziesięć lat z rzędu jeździli ze mną nad morze do Rowów. W tym roku Stowarzyszenie Bardziej Kochani odwołało wszystkie turnusy i kolonie, więc nareszcie mogli pojechać w góry. Z naszego pokoju na 2 piętrze był piękny widok na Tatry. Mama stała w oknie, a tata nazywał kolejne szczyty, które widzieli …

Ja trochę się zmartwiłem – komputer został w domu. Co ja tu będę robił?

Następnego dnia uzyskałem jasną odpowiedź na moje pytanie. W góry jeździ się po to , żeby chodzić – dużo chodzić! Pomyślałem, że tata będzie raczej patrzył na góry z okna niż chodził, ale  okazało się, że tata jednak  będzie chodził na tyle na ile zdoła.

Kiedy poszliśmy pochodzić po Murzasichlu mocno się zmęczyłem. Murzasichle to bardzo długa wioska, a nasz dom był w tej części położonej wyżej.

Z radością wróciłem do pokoju i włączyłem sobie małą podróżniczkę Dorę.

Zaczęły się wakacje

Nie zauważyłem prawie, że  skończył się rok szkolny. Nie było oficjalnego zakończenia roku szkolnego, nie było rozdania świadectw. Po prostu w piątek  26 czerwca spotkaliśmy się po raz ostatni na lekcji on line. Pani Edyta życzyła nam udanych wakacji, a  potem z Panią Beatą zrobiliśmy wakacyjną kartkę.

Pani Beata życzyła nam udanych wakacji i wyraziła nadzieję, że we wrześniu spotkamy się normalnie w szkole.

Zaraz w poniedziałek ruszaliśmy na południe odwiedzić Igora, a od niego mieliśmy jechać do Murzasichla na turnus z Zakątkiem 21.