Archiwum kategorii: rehabilitacja

Tłusty czwartek i piątek na turnusie

W tłusty czwartek panie kucharki usmażyły dla nas cała górę pączków. Zaproszono nas do kawiarenki na kawę i pączki. Bardzo się spieszyłem z ubieraniem po basenie, żeby zdążyć spotkać się z kolegami przy pączku.

Przy okazji zrobiłem zakupy u pani Magdy korzystając z mówika.

Kupiłem sobie sok do pączka.

Pączki były bardzo smaczne i zjadłem aż trzy. A potem było wspólne zdjęcie.

Wszyscy najedzeni i zadowoleni.

Na terapii ręki u pana Kamila smarowałem nutellą i ozdabiałem wafle. To było super!

To moje super smaczne wafle na tłusty czwartek.

Po czwartku przyszedł piątek i koniec zajęć na turnusie. Po zajęciach spotkaliśmy się w kawiarence i każdy z nas dostał walentynkową kartkę, którą zrobił ktoś inny na terapii ręki. Pan Kamil i pani Magda rozdawali nam walentynkowe jabłka z lizakami.


Dostałem misiową kartkę, którą wkleiłem do mojego pamiętnika ze zdjęciami.

Na koniec stanęliśmy do pamiątkowego zdjęcia z turnusu.


To był bardzo fajny turnus i cieszę się, że na nim byłem.

Drugi tydzień na turnusie w Leśnym Zakątku

W sobotę 6 lutego było ognisko, a na nim pieczone kiełbaski. Była też pani animatorka, z którą śpiewaliśmy chodząc dookoła ogniska. Był mróz, niestety brak śniegu uniemożliwił organizatorom zorganizowanie kuligu, który był planowany wcześniej…

Przy ognisku było ciepło, ale i tak zmarzły mi palce u stóp.

Zrobiliśmy sobie zdjęcie grupowe miłośników turnusów w Leśnym Zakątku.

Jadłem z Adamem kiełbaski i piliśmy ciepłą herbatę. Szkoda, że było tak mało śniegu…

Następnego dnia mama Adama zaprosiła nas do siebie na obiad.

Graliśmy w grę FITS, która jest bardzo podobna do telefonowej gry tetris…

Po drugiej stronie grał Igor z mamą.

Fajnie nam się grało…

Potem mama Adama podała nam obiad.

W poniedziałek 8 lutego  od rana miałem zajęcia według planu. Zajęcia z pedagogiem –  panem Kamilem, liczyliśmy, układałem słowa z liter.

Po zajęciach miałem czas, żeby przygotować się na basen z panem Łukaszem. Dawno już nie byłem na basenie, więc wiele umiejętności, które kiedyś miałem – zapomniałem. Pan Łukasz zakładał mi obciążniki na ręce i na stopy, żebym ćwiczył mięśnie. Ćwiczyłem też pływanie  w płetwach.

Zwykle zaczynaliśmy od małego basenu, a potem szliśmy na głębszą wodę.

Po basenie miałem godzinną przerwę, po której szedłem na masaż do pana Adriana

Bardzo podobało mi się masowane. Miałem lustra z obu stron i mogłem się na siebie napatrzeć do woli.

Po masażu szedłem do Pana Kamila na terapię ręki.

Malowałem wycięte z masy solnej morskie zwierzęta, palcem malowałem liście na drzewach. W dzień pizzy wyklejałem z plasteliny składniki na pizzy.

W czasie godzinnej przerwy jedliśmy z mamą obiad. W Leśnym Zakątku bardzo dobrze nas karmili, choć porcje  były za duże .Były też  ciekawe desery. Bardzo mi posmakowało pieczone jabłko z wiśniami.

Po obiedzie szedłem do pani Oli logopedy i muzykoterspeutki.

Grałem u niej na różnych instrumentach w rytm słuchanej melodii.

Dwa dni zamiast zajęć z panią Olą miałem zajęcia z panią Magdą.

Dzień kończyłem godzinną kinezyterapią z panem Pawłem.

Po tak pracowitym dniu chciałem wreszcie posiedzieć i posłuchać piosenek z Bollywoodu, ale mama czuje taki przymus , że jak jest śnieg to trzeba wyjść z sankami i iść na górkę.

Wyszliśmy, bo śnieg padał i padał, jakby chciał  zrobić mamie radochę.

Raz brałem oponę śnieżną, którą mama wygrała 20 lat temu w konkursie na cukierki nimm2.


Innym razem zjeżdżałem na ślizgach pożyczonych od Adama.

Zjeżdżaliśmy też na sankach z ośrodka i tak więc wykorzystaliśmy wszystkie dostępne do zjeżdżania  sprzęty.


Dawno już nie było takiej fajnej zimy.

Turnus w Leśnym Zakątku

Od niedzieli 31 stycznia jesteśmy nad jeziorem Ciechomickim na turnusie rehabilitacyjnym.


Ten ośrodek jest nam dobrze znany, choć tu na blogu znajdziecie go pod nazwą   „12 Dębów” w Zaździerzu. Ostatnimi czasy kilka razy zmieniało się szefostwo i terapeuci, a wraz z nimi zmieniła się także nazwa ośrodka. Wybraliśmy się na turnus zimowy i oto nasza krótka relacja.

Maks ma od 8.40 – 9.10 zajęcia z pedagogiem Panem Kamilem.

Potem przygotowuje się na basen. Od 9.50-10.30 pływa z Panem Łukaszem


Od 11.30-12.00 jest na masażu u Pana Adriana
Od 12.40 – 13.10 ma terapię ręki.

Godzinną przerwę wykorzystujemy na zjedzenie obiadu

Od 14.10-15.10 Maks ma zajęcia z Panią Olą. Logopedia z elementami muzykoterapiiOstatnie zajęcia to kinezyterapia z Panem Pawłem od 15.10 – 16.00

 

Turnus w Murzasichlu

W tym roku nie pojechaliśmy nad morze tylko w góry do  Murzasichla, do Ośrodka „Krywań”.

Moi rodzice bardzo lubią góry, ale przez dziesięć lat z rzędu jeździli ze mną nad morze do Rowów. W tym roku Stowarzyszenie Bardziej Kochani odwołało wszystkie turnusy i kolonie, więc nareszcie mogli pojechać w góry. Z naszego pokoju na 2 piętrze był piękny widok na Tatry. Mama stała w oknie, a tata nazywał kolejne szczyty, które widzieli …

Ja trochę się zmartwiłem – komputer został w domu. Co ja tu będę robił?

Następnego dnia uzyskałem jasną odpowiedź na moje pytanie. W góry jeździ się po to , żeby chodzić – dużo chodzić! Pomyślałem, że tata będzie raczej patrzył na góry z okna niż chodził, ale  okazało się, że tata jednak  będzie chodził na tyle na ile zdoła.

Kiedy poszliśmy pochodzić po Murzasichlu mocno się zmęczyłem. Murzasichle to bardzo długa wioska, a nasz dom był w tej części położonej wyżej.

Z radością wróciłem do pokoju i włączyłem sobie małą podróżniczkę Dorę.

Upłynął rok od operacji taty

Rok temu 19 czerwca był koniec roku szkolnego i pojechałem do szkoły z moją najstarszą siostrą Marysią. Nie było mamy ani taty w domu. Jak się obudziłem, słyszałem jak na sygnale  karetka odjeżdża spod domu. Potem okazało się że zabrała tatę. W szpitalu stwierdzili, że tata ma zator płucny i że skrzepy dostały się do serca…Konieczna była operacja kardiochirurgiczna.

Po takiej operacji długo dochodzi się do siebie. Mostek zrasta się pół roku i wtedy lepiej nie sypiać na boku, tylko na zwnak. Tata przeszedł cykl naświetlań w Wieliszewie i co trzy miesiące dostaje implant, który sprawia, że nie wydziela się testosteron. A brak testosteronu powoduje

    • obniżenie energii życiowej, spadek pewności siebie, niechęć do działania,
    • rozdrażnienie, obniżenie nastroju, pogorszenie pamięci i koncentracji,
    • zaburzenia snu lub bezsenność,
    • obniżenie sprawności i wydolności fizycznej.

Tak więc mój tata ma bardzo pod górkę. Tym bardziej, że po radioterapii jest mocno opuchnięty. Wycięcie wszystkich węzłów chłonnych z okolicy miednicy spowodowało, że limfa zatrzymuje się tam i nie ma jak odpłynąć. Na szczęście można już korzystać z pomocy fizjoterapeutów i tata chodzi na rehabilitację. Po roku od operacji czeka go jeszcze dużo wysiłku, żeby poprawić swój stan zdrowia.

Maks na turnusie w Wesołej Krainie

Dwa tygodnie temu Maks wrócił z Sułkowic, gdzie razem z kolegami z Zakątka 21, miał różne zajęcia usprawniające. Turnus był finansowany z subkonta Maksa, które ma w Fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą”. W tym miejscu chcemy podziękować Panu Piotrowi. Dzięki wpłatom Pana Piotra Maks ma środki, aby raz w roku pojechać na taki turnus. Gorąco Panu Piotrowi dziękujemy!

W tym roku Maks miał godzinę zajęć na basenie, godzinę u logopedy, zajęcia z SI, terapię ręki oraz rehabilitację ruchową.

Basen a na nim pływanie i nurkowanie to Maksa żywioł.

Ćwiczenia fizyczne wzmacniające mięśnie oraz bieżnia – to dobry trening na utrzymanie kondycji.


Ćwiczenia równowagi

Motoryka mała ciągle jest nie wystarczająco dobra.

Po zajęciach z terapeutami był czas na aktywności z rówieśnikami.  Niektórzy rodzice nie doceniają tego jak ważne dla dziecka z niepełnosprawnością intelektualną, które zawsze jest pod czyjąś opieką i samo praktycznie nie ma szans na zawieranie znajomości, przebywanie w gronie rówieśników i wspólne z nimi gry czy zabawy. Dzięki Forum Zakątek21, miałam okazję poznać rodziców dzieci z zespołem Downa, z którymi wyjeżdżamy od 12 lat i nasze dzieci lubią ze sobą razem przebywać.

Maks zna Biankę od dawna i od 10 lat spotykają się na zlotach i turnusach.

Również Tomka i Igora Maks zna od dawna.

Na turnusie w Wesołej Krainie można kupować obiady w cateringu, albo gotować samodzielnie. W tym roku gotowałyśmy grupowo. Było super!

Dzień Matki

Mój syn nie wie, nie pamięta,
że dziś dzień mojego święta!
Życzeń sam nie namaluje,
ale mocno ucałuje!

Dostałam to serduszko od Maksa po zajęciach u logopedy na turnusie w Wesołej Krainie.

Jestem wdzięczna Pani Logopedce,  że pomyślała o mnie i zmobilizowała mojego syna, aby wykonał dla mnie laurkę. Znam Maksa i wiem,  że nie lubi rysować. Jak tropiciel śladów przyglądam się kreskom i rozpoznaję te, które narysował on sam i te –  Pani Logopedy. Wspólnym wysiłkiem zrobili mi prezent! Oczywiście pierwszą moją myślą było, że nie tego oczekuje się od logopedy, ale logopeda to nie cudotwórca, więc cieszę się z tego co dostałam!

 

 

Maks na Ranczu Oregon

Fundacja Galopujące Serca zaprosiłą dzieci ze Stowarzyszenia Zakątek 21 na dzień otwarty na Ranczu Oregon w Kampinosie. Tak miłe zaproszenie zachęciło nas, żeby w niedzielę przejechać 45 km na zajęcia hipoterapeutyczne, a przy okazji spotkać się ze znajomymi z Zakątka 21.

Maksowi spodobał się okręt i bawił się czekając na kolegów.

Udało mu się jeszcze zmieścić w taką małą zjeżdżalnię.

Dzieci miały zaplanowane zajęcia, żeby się nie nudziły czekając na swoją konną przejażdżkę. Każde dostało gliniane popiersie konia do pomalowania.

Cała grupą zwiedziliśmy ranczo i poznaliśmy zwierzęta, które tam mieszkają.

W boksie w stajni były też kozy.

Maks lubi zajęcia z hipoterapii.

Na koniec Maks poskakał z kolegami na trampolinie.

Ranczo Oregon to bardzo ładnie położony teren na skraju Puszczy Kampinowskiej. Duży teren, z krytą ujeżdżalnią na wypadek deszczu. Można tam fajnie spędzić czas, a nawet urządzić urodziny. Jedynym minusem dla nas jest odległość. Prawie 50 km w jedną stronę. Niemniej jednak może uda nam się wybrać jednym samochodem w dwie rodziny.

Dziękujemy Fundacji Galopujące Serca za zaproszenie i zorganizowanie nam niedzielnego wypoczynku.

 

Turnus w Sułkowicach – tydzień drugi

Kiedy w sobotę o 15:00 wróciliśmy z Czarnego Gronia, czekała już na nas moja koleżanka Bożena, która przyjechała na tygodniowy turnus z Adamem. Po obiedzie poszliśmy do ogrodu przy ośrodku.

Wieczorem wszyscy poszliśmy na basen.

Od poniedziałku zaczęliśmy drugi tydzień turnusowy. Zaczynał się długi weekend majowy i wielu rodziców postanowiło przyjechać z dzieckiem na turnus tygodniowy do Wesołej Krainy. Wszystkie pokoje(11) zostały zajęte! Wszystkie dzieci miały rehabilitację, w kuchni też zrobiło się tłoczno i niestety niektórzy rodzice zostawiali po sobie nieporządek.

Maks nadal ćwiczył z Panią Małgosią, a potem chodził na bieżni w kombinezonie i po schodach ze mną.

Mieliśmy zajęcia z logopedą i pedagogiem i oczywiście basen tym razem z Panią Kasią.

Maks pomagał mi robić drugie śniadanie.

 

 

 

Turnus w Wesołej Krainie

23 kwietnia Maks zaczął turnus w ośrodku rehabilitacyjnym „Wesoła Kraina” w Sułkowicach pod Andrychowem. W pierwszym tygodniu Maks zaczynał dzień od zajęć na basenie, potem miał godzinę ćwiczeń fizycznych, godzinę zajęć z logopedą i godzinę z pedagogiem. W „Wesołej Krainie” wyżywienie załatwia się we własnym zakresie. Oczywiście można zamówić obiad, który przywozi catering. My sami robiliśmy sobie obiady, więc generalnie ten turnus był najtańszy.

Pani Danusia uczyła Maksa pływania na grzbiecie.

Maks lubi zajęcia na basenie, a Pani Danusia ćwiczyła z nim różne przydatne umiejętności.

Pani Małgosia miała z Maksem godzinną fizjoterapię. Po ćwiczeniach zakładała Maksowi kombinezon i Maks pod moim okiem chodził 15 minut na bieżni.

Pierwsze dni były trochę trudne dla Maksa, ale jak już się przyzwyczaił do ćwiczeń to szło mu zupełnie dobrze.

Maks miał tak upięty kombinezon, żeby korygował mu zbyt duży rozstaw stóp i wymusił kładzenie najpierw pięty potem palców.

W Wesołej Krainie poznaliśmy logopedę – Panią Klaudię, u której Maks pracował godzinę zegarową. Układał sekwencje zdarzeń z trzech i czterech elementów, grał w sylaby…

Generalnie  Maks dobrze radził sobie z zadaniami, choć niektóre sprawiały mu kłopoty.

Odwzorowywał kombinacje kwadratów.

Pani Klaudia miała fajne pomysły na sylabowe zabawy.

Na zakrętkach są sylaby z danego szeregu spółgłoskowego. Wybiera się jeden kolor nakrętek. Na talerzyku pod sylabą jest cyfra od 1-6. Rzuca się kostką i wybiera te sylabę, którą wskazała kostka. Układa nakrętkę na odpowiednim miejscu i powtarza sylabę.

Rzuca się kostką aż ułoży się na właściwych miejscach wszystkie nakrętki.

Druga zabawa karmienie sylabami, albo samogłoskami potwora.

Do Pani Pedagog Maks chodził z mówikiem i utrwalał nazwy owoców, warzyw.

We wtorek nie było zajęć ani z pedagogiem , ani z logopedą, więc wzięliśmy sobie zajęcia z integracji sensorycznej, które prowadzi Pani Danusia.

Maks miał krokodylowy alfabet i musiał w taki sposób poskładać krokodyle, żeby zwierzak składał się z takiej samej, ale wielkiej i małej, litery.

Cały tydzień minął nam bardzo pracowicie.