Imieniny Maksa

Maks świętuje 14 sierpnia, w tym samym dniu składamy także życzenia, z okazji rocznicy ślubu, Kasi i Maćkowi – najstarszemu bratu Maksa i jego żonie.

W tym roku poszliśmy z Maksem do kina na film „Gru, Dru i Minionki”. Maks był bardzo niepocieszony, kiedy wszyscy wchodzili na salę kinową z popcornem, a tylko my oboje nie mieliśmy tego zapychacza. Na szczęście temat popcornu zniknął wraz z pojawieniem się na ekranie reklam i zwiastunów nowych filmów. Film o Minionkach bardzo się spodobał Maksowi i głośno śmiał się w czasie seansu.

Po filmie zaciągnął mnie do Kinder Planety…

Było dość ciepło i Maks był już trochę zmęczony, więc bardziej interesowały go zabawy wymagające minimalnej ilości ruchu.

Wracając do domu postanowiliśmy wpaść do babci, więc przeszliśmy przez Lasek Bielański

Okazało się, że ktoś sobie zrobił leśny kącik relaksu…

Maks był lekko zdziwiony gdy zobaczył  sznurkową półkę na książki…

Aby dojść do leśnego kącika relaksu trzeba przejść przez specjalnie przygotowane bramy.

Doszliśmy do domu Babci, gdzie czekali na nas: Cora i Józio.

Za tydzien wracają do domu, więc Maks będzie spotykał się z nimi odwiedzając ich kanał na Youtube…

Klockownia

Wybraliśmy się z Maksem do Klockowni, na spotkanie ze znajomymi. Zwykle pod pojęciem klocki mamy na myśli: klocki drewniane, lego, duplo…

Okazuje się, że jest tych rodzajów klocków dużo więcej…

Z tych dużych cegieł, buduje się domy, w których można się bawić. Maksowi bardzo się spodobał stojący już dom, wszedł do niego i siedział.

 

Kiedy zbuduje się już swój klockowy samochód, można nim zjechać po pochylni.

Przy stołach z klockami lego można sobie spokojnie budować…

Klocki magnetyczne  SmartMax były dla mnie wyzwaniem. Umieszczone w jednym miejscu różne części, bez żadnej ilustracji i co można z tego zrobić?

Maks znalazł sobie kuchenkę, na której można było gotować klockowe dania.

Jak widać dookoła co pojemnik to inne klocki… Była również kolejka Brio z drewnianymi autami i postaciami.

Po zabawie Maks odpoczywał na kanapce z miękkich klocków trzymających się dzięki magnesom.

W klockowni można zapisać się na warsztaty z budowania .

Budowanie z  klocków wymaga dużej wyobraźni, nic dziwnego, że po zapoznaniu się ze wszystkimi zestawami klocków Maks zapragnął  pobawić się  przed klockownią…

Piniata – porady

Kończę kolejną piniatę. Pierwszą zrobiłam pięć lat temu. W tym czasie powstały: krówkagarnek, pajęczyca,  ośmiornica, demon z gór, biedronka.

Tym razem będzie to piłka wypełniona małymi, kolorowymi piłeczkami – 100 sztuk, ale mogą to byś również cukierki, żelki, lub jakieś inne drobiazgi

Ponieważ w zabawie weźmie udział 30-cioro dzieci muszę zadbać o to, żeby za wcześnie jej nie rozbiły.

Oklejam balon klejem robionym z 1 porcji mąki i 2 porcji wody.  Po oklejeniu balonu kilku warstwami papieru czekam aż wyschnie. Doba zwykle wystarcza, żeby papier oklejający balon wysechł. Dopiero jak papier jest suchy nakładam kolejne warstwy i znowu czekam aż wyschną.

Potem sprawdzam, gdzie piniata jest bardziej miękka i zaznaczam te miejsca pisakiem, żeby następnym razem nakleić tam więcej  warstw papieru.

Dobrze jest używać różnych rodzajów gazet, wtedy widać, gdzie już położyłam nową warstwę, a gdzie mamy jeszcze starą.

Kiedy warstwy zewnętrzne są zbyt mokre, nakładam suche kawałki gazety, żeby osuszyć piniatę. Kiedy papier trochę odstaje od powierzchni piniaty, nakładam klej na dłonie i rozcieram na całej powierzchni wygładzając ją.

Turnusowe wycieczki

W tym roku mieliśmy dwie wycieczki autokarowe: do Doliny Charlotty i do Sea Parku w Sarbsku. Oba miejsca są nam dobrze znane, gdyż w zeszłym roku je odwiedziliśmy. Jest tam wiele atrakcji dla dzieci, chociaż w dolinie Charlotty są zupełnie nieprzygotowani na to, że dzieci mają potrzeby korzystania z WC. Jest tam tylko jedna toaleta z sedesem i bieżącą wodą. W pozostałych miejscach są wszechobecne toi-toi, które dla dzieci zupełnie się nie nadają, a na dodatek nie ma w nich wody do mycia rąk.

Zwiedziliśmy Krainę Bajek. Tym razem Maks przestraszył się Baby Jagi.

Maks wszedł na wieżę widokową, żeby tak samo jak w zeszłym roku zjeść kanapkę na samej górze.

Był  wyspie z lemurami.

Skorzystał tez z atrakcji jaka są dmuchane zjeżdżalnie…

To była bardzo wysoka zjeżdżalnia ok. 10 m wysokości.

Była też ścianka wspinaczkowa, ale Maks nie dal rady się na nią wspiąć.

W Sea Parku Maks najbardziej lubi kolejkę…

Sporo czasu spędziliśmy na pobliskim placu zabaw.

Razem bujaliśmy  się na huśtawce z grubej liny.

Dzieci patrzyły na karmienie uchatek i fok. Zobaczyły film o prehistorycznych zwierzętach morskich. W Sarbsku miło minął nam czas.

Rowy 2017

To był nasz dziewiąty pobyt w Rowach. Pogoda była zupełnie niezła choć nie najcieplejsza i dość wietrzna, ale tylko dwa razy padał deszcz. Maks cały rok  czeka na ten wyjazd nad morze, więc i my też nie szukamy innych miejsc. Ośrodek Albatros zafundował nam w 10 metrowym pokoiku wielki telewizor z kineskopem i oczywiście biurko pod niego, więc miejsca w pokoju zrobiło się jeszcze mniej… Łazienka w stylu wczesnego Gierka nadal nie doczekała się remontu, więc na sedesie trzeba siadać bokiem, bo inaczej kolana wciskają się w ścianę… Niby to już znany folklor tego trzeciego skrzydła Albatrosa, ale jakoś w tym roku bardzo nam to się dało we znaki. Cóż też się starzejemy…

Rowy się rozbudowują. Przed i za ośrodkiem Columbus budowane są nowe kilkupiętrowe domy wczasowe… Plaża po „remoncie”, który zaczął się dwa lata temu i polegał m.in. na wbiciu pali falochronu, a także usypaniu brzegu z piasku wydobytego z morza. Wiatr też nie próżnował, schody na plażę, które sięgały od podstawy przynajmniej do wysokości pierwszego piętra – zasypał górą piasku.

W tym roku tematem przewodnim turnusu było poznawanie różnych krajów, a co za tym idzie wyklejanie flagi kraju, który dzieci poznawały w danym dniu.

Zaczęliśmy od Polski…

Po wyklejeniu flagi zaczynały się zajęcia sportowe.

Bałtyk w tym roku powitał nas spokojną, zimna wodą, ale chętnych do kąpieli nie brakowało…

Maks w tym roku nie zanurzył się w morzu tylko brodził w wodzie przy brzegu.

Gokarty to ulubiona rozrywka Maksa w Rowach.

 

Zajęcia ruchowe wymagały od uczestników wykonywania różnych poleceń. Tym razem dzieci miały pozbierać szyszki. Jak widać nie wszystkim się chciało!

Na szczęście każdy znalazł to coś, czemu dał się porwać!

Na zajęciach po obiedzie dzieci pomalowały Tadż Mahal.

W czasie wolnym Maks zainteresował się klockami lego i razem z dziećmi starał się coś zbudować. Zrobiłam zdjęcie, ponieważ w domu mimo naszych wielu prób wspólnego budowania, klocki nadal leżą w pudelkach.

W Indiańskim Dniu zabawa z wodnymi balonami cieszyła sie dużym powodzeniem.

Ostatniego dnia bawiliśmy się w stare zabawy „chodzi lisek kolo drogi”, „gąski, gąski do domu”…

Na koniec turnusu każde dziecko miało szansę wystąpić w „Mam Talent” i zaprezentować wszystkim zebranym co przygotowało. Maks lubi paluszkową rodzinkę i w tej piosence się odnalazł.

Pogrzeb

1 lipca zmarła cioteczna babka Maksa. Zawsze pamiętała o Dniu Dziecka, Mikołaju, Gwiazdce i wszystkich innych okazjach, na które przynosiła dzieciom całe mnóstwo przysmaków.

Dziś pożegnaliśmy naszą Ciocię mszą żałobną w  kościele św.Karola Boromeusza na warszawskich Powązkach i odprowadziliśmy do rodzinnego grobu. Niech spoczywa w pokoju!

Maks dzielnie przemierzał kilometry cmentarnych alei…

Czy zrozumiał, w jakiej uroczystości uczestniczy?

Maks dał radę cierpliwie wysiedzieć na rodzinnym obiedzie po pogrzebie!

Żegnaj czwarta klaso, witajcie wakacje

W piątek 23 czerwca spotkaliśmy się po raz ostatni w ZSS nr 100, na zakończeniu roku szkolnego. Od września będzie to już tylko szkoła podstawowa. Po apelu na sali gimastycznej przeszliśmy do naszej klasy.

Pani Edyta podziękowała dzieciom i rodzicom za miniony rok szkolny i rozdała świadectwa ukończenia czwartej klasy.

Maks zadziwiony ilością tekstu do przeczytania.

Po uroczystości w szkole musieliśmy wziąć benzynę i Maks zażyczył sobie wejść do McDonalda.

W oczekiwaniu na realizację zamówienia

Jak się nie uśmiechać na tle takich szerokich uśmiechów!

Klasowe urodziny Maksa

W czwartek, tuż przed końcem roku szkolnego, Maks świętował z klasą swoje 12 urodziny. Na początku miałam zaprosić wszystkich na lody, ale potem pomyślałam, że pobawimy się razem, tym bardziej, że w sobotę na urodzinach była tylko połowa klasy, więc dla wszystkich wymyśliłam dwie zabawy i urodziny indiańskie przeżyliśmy wszyscy, a niektórzy nawet powtórnie.

Zrobiliśmy indiańskie pióropusze i cały szczep zrobił sobie zdjęcie z indiańskimi okrzykami.

Wydawało mi się, że nie będzie kłopotów z samodzielnym wkładaniem piór do opaski, ale jednak myliłam się. Mała motoryka okazała się nie dość przygotowana na tę aktywność i małym Indianom trzeba było pomagać.

Każdy Indianin powinien mieć swój nóż. Ozdabialiśmy drewniane noże.

Potem układaliśmy z drewnianych elementów totem według wylosowanego wzoru.

Akurat Maks wylosował bardzo trudny wzór, który był wyjątkowo niestabilny, ale niektórym kolegom udało się samodzielnie zbudować swój totem.

Zrobiliśmy lizakowy teatrzyk i jeszcze raz odegraliśmy przygodę Indianina Nitou z Pożeraczem Chmur.

Na koniec zabawiliśmy się w strzelanie do puszek i butelek, popularne na Dzikim Zachodzie. Wykorzystałam prezent, który Maks dostał na urodziny.

To jest fajna zabawka, szczególnie dla chłopców. Mogą sobie postrzelać, ćwiczą koordynację oko ręka, ale nie celują do żywych… Atrakcją tej zabawki są dźwięki – niemal realistyczne.

Dziękujemy wszystkim za wspólną zabawę i urodzinowy prezent.

Maksa urodziny cd

W Parafii Dzieciątka Jezus, w której Maks przyjmował I Komunię Świętą, jest taki zwyczaj, że dzieci które miały urodziny w tygodniu poprzedzającym niedzielę, dostają życzenia na Mszy niedzielnej i figurkę aniołka. Dzisiaj urodzinowe życzenia  śpiewaliśmy Maksowi.

To była ostatnia Msza dla dzieci w tym roku szkolnym. W wakacje nie ma Mszy o 11:45, dlatego dzieci złożyły życzenia Księdzu Proboszczowi, który będzie miał imieniny za 10 dni. Ksiądz Proboszcz zaprosił dzieci po Mszy Świętej na lody.

Indiańskie urodziny Maksa

Natrafiłam w bibliotece na cztery książeczki o Indianinie Nitou autorstwa M.Cantina i S.Pelona i postanowiłam zrobić Maksowi indiańskie urodziny. Czasu miałam sporo, więc przygotowałam się dość gruntownie. Zaczęłam od łapaczy snów, których zrobiłam 11-cie.

Następnie opracowałam scenariusz na podstawie książeczki pt. „Demon z gór”.

Zaplanowałam, że goście Maksa wystąpią w przedstawieniu, w którym odegrają role z tego opowiadania. Córki pomogły mi narysować postacie Indian, demona z gór i kreta, które przymocowałam do zakupionych drewnianych szpatułek. Tak powstał „lizakowy teatrzyk”

Kółka z postaciami są mocowane na drewniane szpatułki za pomocą samoprzylepnej rzepy.

Zrobiłam też tipi, totem, opaski na pióra i piniatę -„demona z gór”.

Rzep wykorzystałam też do przyczepienia imienia, które wylosował Indianin.

Do zrobienia totemu wykorzystałam wieże z zamku – „Mega kolorowanka”.

Do środka piniaty włożyłam poduszeczki  z powietrzem (które służą do ochraniania przesyłanych w paczkach przedmiotów) oraz warzywa i smerfy w powietrznych poduszeczkach, które dostawało się za zakupy w Lidlu.

Pierwsza przyszła Iga i podarowała Maksowi prezent  od niej i od Kamila.

Zaraz po Idze przyszła Amelka oraz Olek z rodzeństwem.

Impreza zaczęła się od rozdania opasek na pióra. Potem Indianie wylosowali swoje imiona. Były: Smukła Topola, Czerwona Błyskawica, Leśna Orchidea, Krzyczący Puszczyk, Biegnący Lis, Księżycowy Orzeł.

Rozpoczęliśmy od malowania znaków na totemie. Ci którzy pomalowali  swój znak dostawali amulet – łapacz snów.

Następnie rozpoczęły się konkurencje, w których Indianie zdobywali pióra do pióropusza. Każdy mógł wybrać  sobie pióro…

Indianie uczestniczyli w strzelaniu  z łuku, strzelaniu z procy, przechodzeniu przez kreci tunel, mieli próbę „kamiennej” twarzy, symulację jazdy na krecie… Ich pióropusze wzbogacały się o kolejne pióra.

Pierwsze strzały powędrowały do tarczy…

…a co za tym idzie – pierwsze pióra pojawiły się  w opaskach indiańskich.

Strzelanie z procy było trudniejsze.

Przeciskaliśmy się tak jak Indianin Nitou przez kreci tunel.

Biegnący Wilk i Księżycowy Orzeł w tipi.

Indianka Czerwona Błyskawica w symulatorze jazdy na krecie.

Piórkowe tuby, kto dalej  wydmucha swoje piórko.

Po emocjach zdobywaniu piór, czas na „lizakowy” teatrzyk i opowiedzenie przygody o Indianinie Nitou zmagającym się z demonem z gór – zwanym też pożeraczem chmur!

Wybieramy postać, którą będziemy odgrywać.

Po pierwszej próbie opowiedzieliśmy tę historię rodzicom.

Maks bardzo wczuł się w rolę pożeracza chmur.

Rodzicom nasza opowieść bardzo się podobała

Kulminacyjnym punktem każdych urodzin jest rozbicie piniaty. W tym roku daliśmy radę pożeraczowi  chmur!

Z rozbijanej piniaty wypadały obłoczki zjedzone przez demona z gór.

Po zabawie przyszedł czas na tort .

A po torcie bawiliśmy się w zabawę bardzo popularną na Dzikim Zachodzie i strzelaliśmy do puszek – było świetnie!

Janek ustawia puszki na listwie do celowania z pistoletu.

Udało nam się zagrać w cyferkowe doble, które przyniosła Maksowi Amelka.

Dziękujemy gościom za wspólną  zabawę i świetne prezenty!