Zrobiliśmy z Maksiem faworki, żeby zabrał je do OREW-u na tłusty czwartek. Mamy sprawdzony przepis: 25 dag mąki, 5 żółtek, 1 łyżeczka cukru, 2 łyżeczki spirytusu, 2 łyżeczki gęstej śmietany – z tego zagniatamy ciasto twarde jak na pierogi. Zamiast wbijania powiatrza wałkiem w ciasto, stosujemy maszynkę do robienia makaronu. Kilkakrotne przepuszczenie ciasta pomiędzy wałkami ” wyrzymaczki” daje nam bardzo cienkie ciasto. Maks sprawdza jakość ciasta.
– No nie, jak to ciasto wygląda!
– Jak ja kręcę, to ciasto jest dużo lepsze!
– Teraz kroimy na wąskie paseczki… W każdym paseczku jeszcze nacięcie do przełożenia faworka…
Tak wygląda mój faworek. Zrobione faworki kładziemy na tacy i każdą warstwę przykrywamy ściereczką, żeby za mocno nie podeschły. Mama usmażyła faworki na smalcu i osączyła na bibułowych ręcznikach kuchennych.
Degustacja…
Faworki posypujemy cukrem pudrem.
Walentynkowy faworek…
A te faworki biorę jutro na tłusty czwartek, żeby poczęstować nimi Panie, kolegów i koleżanki…