Dzienne archiwum: 6 września 2012

Udogodnienia dla niepełnosprawnych

Każdy kto ma dziecko z orzeczeniem o niepełnosprawności i potrzebie kształcenia specjalnego, może wystarać się o dowóz dziecka do szkoły transportem, za który płaci dzielnica (gmina). I ja załatwiłam Maksowi taki transport. Dopiero dziś do mnie zadzwonił przewoźnik, gdyż miał zły numer… W każdym razie Maks ma do szkoły 15 min jazdy autem albo 30 min autobusem 503, albo 5 minut autobusem 114 potem przesiadka do 133 i tym autobusem 20 min. W wariancie pesymistycznym, kiedy ucieka nam 133 trzeba dodać jeszcze 20 min czekania na następny. Co daje razem 45 min.

Dzisiaj zaproponowano mi, że o 6:00 po Maksa przyjedzie bus, a Maks zaczyna lekcje o 8:30 (O 6:00 przyjeżdża bus po koleżankę Maksa, która jedzie z Ożarowa…). Na dwie i pół godziny jazdy po mieście przed szkołą to na pewno się nie zgodzę. Żadne dziecko w takim przypadku nie skorzysta z edukacji i chyba będzie tylko spać.

Zadzwoniłam, do wydziału oświaty – mają pertraktować z właścicielem, może będzie kto inny go wiózł, a kto inny odbierał. W każdym razie pomyślałam, ze w Anglii mają dużo lepszy pomysł. Po ucznia przyjeżdża taksówka z opiekunką i zawozi go indywidualnie. Jest też zapoznanie dziecka z osobami i z autem, którym będą dowozić dziecko! A u mnie co? Rozpoznam przewoźnika i opiekunkę po wyświetlającym się numerze na komórce!!!

Mój problem nie jest odosobniony. Koleżance z Ursynowa zaproponowano też godzinę 6:15 na dowóz syna do szkoły w Śródmieściu. Samo życie… Czy jest to udogodnienie? Dla rodziców dzieci na wózkach, które nie mieszczą się w zwykłym aucie nie ma alternatywy… Dla mnie, która mam trzy autobusy z jednej strony i trzy z drugiej, jest inna opcja! Powinnam też sama ogarnąć prowadzenie auta, gdyż mam prawo jazdy!

Msza Św. na rozpoczęcie roku szkolnego

Wczoraj byliśmy na uroczystym rozpoczęciu roku szkolnego w kościele Dzieciątka Jezus. Proboszcz przedstawił nam młodego księdza, który na kazaniu rzekł: „Miałem mówić do dorosłych, ale spróbuję do dzieci!”. Pokazał dzieciom sznurek, zapytał co to jest? Znalazło się dziecko, które umiało odpowiedzieć. Potem pokazał jego początek i koniec, nawiązał do tego, że wakacje już się skończyły i właśnie mamy początek szkoły. Pokazał kartkę w połowie białą i w połowie czarną, i powiedział, że jak dobrze czynimy to Pan Bóg na tej białej stronie zapisuje nasze dobre uczynki, a jak źle… Zapytał o jakiś złe czyny i znalazł się chłopiec, który powiedział – jak się bije…

Wtedy takie czyny zapisują się na tej czarnej stronie i narysował, jak wygląda Twarz Boga – dzieci powiedziały że jest smutna i na białej kartce narysował uśmiech, że Boga radują nasze dobre czyny i dzieci też umiały wymienić jakieś dobre uczynki. Na koniec ksiądz pokazał kask motocyklowy, znaleźli się chętni do przymiarki. Ksiądz przez ten kask ich o coś pytał – czy słyszycie? – oni coś mówili np.jak mają na imię, ale okazywało się, że nie o to byli pytanie.

W każdym razie jestem pod wrażeniem – ksiądz był dobrze przygotowany, kazanie było przystępne, na ich poziomie, wzbudził zainteresowanie i przykuł uwagę, co jak wiem nie jest takie proste. Maksowi należy się pochwała. Wysiedział w ławce cały czas nabożeństwa, trochę się kręcił i obracał do tyłu, gdzie siedzieli starsi koledzy.

Na koniec proboszcz żegnał wszystkich uczniów osobiście i każdemu dawał obrazek Jezusa Miłosiernego. Cieszę się, że Maks ma religię w szkole i parafię, która przygotowuje uczniów szkoły specjalnej do I Komunii Św.


Maks czeka aż kolejka uczniów żegnanych przez proboszcza się zmniejszy.


Ksiądz proboszcz zapytał Maksa o imię, wiedział, że jest pierwszoklasistą i podarował mu obrazek. Dziękujemy…