Dzienne archiwum: 3 maja 2013

III dzień Zlotu – plagi biskupińskie cd.

Trzeci maja i trzeci dzień Zakątkowego Zlotu. Pogoda bez zmian. Karczma/noclegownia biskupińska – bez zmian. Co prawda od wczorajszego wieczora mamy ciepłą wodę w kranach, i grzejniki elektryczne w pokojach (nie wiem czy wszyscy), ale dzisiaj zabrakło nam w gniazdkach prądu… Jak to mawiała moja ś.p. Babcia Olesia – jak nie urok to sraczka. Może w niektórych regionach nieszczęścia chodzą seriami. Na dzisiaj zaplanowany był Zakątkowy Bal i denerwowaliśmy się jak to się wszystko ułoży. Po południu pojawił się samochód z napisem Enea (to chyba obsługujący Wielkopolskę zakład energetyczny) i powoli wszystko wracało do normy

Mieliśmy jeszcze scysję z kierowniczką tej „placówki”, która uprzejmie zablokowała nam wydawanie obiadu zanim nie wpłacimy reszty kwoty za Zlot. Kobieta chyba bała się, że z uwagi na „plagi” dotykające Biskupin, będziemy chcieli renegocjować warunki. W każdym bądź razie ja zostałem jeden raz przez Nią osobiście okłamany i nie mam o Niej dobrego zdania. Także obiecanki kierownika ośrodka dotyczące ogrzania sali jadalnej okazały się „cacankami” i Maks często siadał przy stole w czapce.

My rano (no może nie tak o świcie, a bliżej godziny 10:00) przeszliśmy na drugą stronę drogi aby zwiedzić przedsłowiański Biskupin. Maks bez wahania pociągnął nas w kierunku wykopalisk archeologicznych – zrekonstruowanego grodziska na końcu cypla wcinającego się w fale Jeziora Biskupińskiego. Nie wiemy, czy Maksowi przypadkiem nie chodziło o sam „dostęp” do wody – jednak nad brzegiem upiornie wiało i nie mieliśmy zbyt wielkiego problemu, aby naszego Syna odciągnąć o kąpieli.

grod1

Przeszliśmy przez bramę i „uliczki” zrekonstruowanej osady.

grod2grod3

Maks nie był zbytnio zainteresowany wnętrzami chat – może się trochę bał mrocznych „czeluści”, może niewygodnie mu było stąpać po okrąglakach, którymi wyłożone były posadzki. A może po prostu archeologia nie jest jego pasją – tak jak jest u Marcina – starszego brata.

grod4

Za to ścieżka po wałach obronnych z rozległym widokiem na jezioro bardzo się Maksowi spodobała.

grod5

grod6

Zeszliśmy z wałów, pożegnaliśmy się z grodem i poszliśmy za drogowskazami zwiedzać dalej biskupińskie muzeum.

grod7Maks nie wykazał zainteresowania ani „Starą Baśnią”, pomimo że w obozowisku płonęły już ogniska, ani osadą piastowską…

basn1basn2

Jego atencję wzbudziły natomiast koniki polskie, które pracownicy pieczołowicie szczotkowali. W powietrzu unosiło się tyle sierści, że Mateusz, starszy brat Maksa, dostał natychmiast kataru – biedak jest tak samo jak jego Ojciec uczulony na zwierzęce włosie.

konie1konie2

Z uznaniem Maksa nie spotkała się ekspozycja pieców z dawnych lat (chlebowych, garncarskich, kowalskich etc.)…

piec1Natomiast niezwykle się ożywił przy pomysłowej grze-sprawdzianie wiedzy przyrodniczej, polegającej na odgadywaniu nazw drzew po wyglądzie liści, owoców oraz kory na gałęziach.

drzewa1Botanika TAK, zoologia NIE – przynajmniej takie można mieć wrażenie po odniesieniu się Maksa do ekspozycji budek lęgowych dla ptaków wraz z wizerunkami skrzydlatych przyjaciół. Odniesienie – hm… Po prostu kompletne zlekceważenie fruwającej „menażerii”.

ptaki1

W muzeum spędziliśmy ponad godzinę – intensywnie przemieszczając się – czasem biegając. Teren jest bogaty w atrakcje – każdy znajdzie dla siebie coś interesującego. My wyszliśmy z muzeum bogatsi o wiklinowy kosz, w którym nasz Syn dzielnie niósł gofra, na którego – chyba sami przyznacie – zasłużył. Maks po tej wycieczce, pod koniec której dopominał się o branie na ręce lub nawet o wzięcie „na barana”, z dużą przyjemnością usiadł na łóżku w pokoju i przez dłuższy czas słuchał muzyki.

muza1