Miesięczne archiwum: Lipiec 2020

Wakacje w górach

To były moje pierwsze wakacje w górach. Co prawda byłem w Murzasichlu 13 lat temu, ale wtedy dopiero zaczynałem chodzić i właściwie przemierzałem trasy w wózku.

Do tej pory jeździłem nad morze, do Rowów. Byłem też w Wesołek Krainie koło Andrychowa. Tam też są góry, ale dużo niższe i łagodniejsze.

W Murzasichlu codziennie były jakieś wycieczki w góry, no czasem do Zakopanego, żebyśmy odpoczęli. Dlatego teraz już wiem, że w góry jedzie się, żeby dużo chodzić. Ja nie za bardzo podzielam tę pasję. Wolę raczej posiedzieć sobie. Tata po operacji dostosował swoje tempo do moich możliwości i obaj byliśmy z tego zadowoleni. Bardziej spacerowaliśmy niż chodziliśmy i opuściliśmy wycieczkę do Doliny Białego, ponieważ tata wiedział, że będzie mi trudno podejść …

Turnus w Murzasichlu był inny niż wszystkie, w których do tej pory uczestniczyłem. Tu było dużo chodzenia po nierównej nawierzchni, łapanie równowagi na kamieniach, zejścia i wejścia bez podpierania się i ćwiczenie kondycji na szklakach.

Chcecie wiedzieć jak było? Zawsze szedłem ostatni, niektórzy marudzili, że ich bolą nogi – ale szli szybko. Ja nie marudziłem, ale też szedłem wolno. W końcu byłem na wakacjach.

Mój tata to rozumiał, mama nie.

W górach jest fajnie, kiedy siedzisz w cieniu nad strumieniem i możesz wrzucać do niego kamienie. Ja nie wrzucałem bo byłem w Tatrzańskim Parku Narodowym, a tam nic nie wolno.

Ludzie zachwycają się widokami…ja nie widziałem tam nic specjalnego, wszędzie kamień na kamieniu…no, woda w strumieniach jest fajna. Lubiłem moczyć w niej ręce.

W Dolinie Kościeliskiej chciałem pójść do Jaskini Raptawickiej, ale okazało się, że na szlaku są łańcuchy, więc sobie odpuściłem, tym bardziej , że przede mną z tej trasy zrezygnowała jedna pani.

W Murzasichlu poznałem Adriana.
Inne  koleżanki i kolegów znałem już wcześniej ze zlotów, albo z turnusów. Fajnie razem spędzaliśmy czas na boisku.

Właściwie to jestem zadowolony z tego wyjazdu i jak już mama wreszcie narysowała mi kalendarz i zaznaczyła dzień powrotu, to wyluzowałem i przestałem witać dzień gestem „do domu”, a w zamian za to wykreślałem kolejny dzień, który minął.

Pytacie dlaczego?!

Jestem domatorem i nic na to nie poradzę!

Wycieczka na Gubałówkę

Być z Zakopanym i nie być na Gubałówce to nie mieściło się w głowie moich rodziców. Mama pamiętała tę górę z czasów liceum,  czyli przed wiekami…

W albumie ma zdjęcie z Gubałówki, a za nią widać Tatry ( to ona tak twierdzi bo za nią coś widać szarego i nie wiem czy to góry,  więc mogę przyjąć to tylko na jej słowo.)

Wjechaliśmy kolejką szynową i to było super, bo nie chciałbym wchodzić na Gubałówkę szlakiem. Tata zobaczył kramy i podjął decyzję, że pójdzie ze mną posiedzieć, wypić herbatę i zjeść szarlotkę, bo od samego patrzenia zrobiło mu się niewyraźnie. Mama poszła z grupą na Butorowy Wierch. Poszła i wróciła. Minę miała również niewyraźną, widać wycieczka po ulicy wśród wszechobecnej komercji i samochodów przemykających pomiędzy pieszymi  też nie przypadła jej do gustu. Szukała jakiegoś murka gdzie robiła sobie zdjęcie po maturze, ale murek został rozebrany.

Widok z Gubałówki z tarasu kawiarni tuż przy kolejce szynowej. Mama szukała murka, a tam w dole widać cały taras, z którego można popatrzyć na Tatry. Chmur było niemało, więc widok mocno zachmurzony!

Jedyne miejsce, które jej się podobało na Gubałówce to ta kapliczka.

Potem już zjechaliśmy kolejką do Zakopanego.

W Zakopanym mama też wydziwiała, że nie podoba jej się księstwo góralskie. Dacie wiarę?

To ten budynek ze szkła za nami. Mama wymyśliła, że to powinno się nazywać Złoty Róg!

Też pomysł, żadnych rogów tam nie widać, a z tym złotem to bym nie przesadzał!

Zaraz przy księstwie góralskim jest galeria handlowa. Mama też kręciła głową, że za jej czasów tego nie było. Trudno oczekiwać, że w Zakopanym nie będzie galerii handlowej, kiedy w każdym szanującym się mieście budują centra handlowe. Moja mama niby taka nowoczesna, a takiej prostej rzeczy nie pojmuje. Strumień –  tata orzekł – jest ładnie obudowany. Jest mostek i na nim mama nam zrobiła zdjęcie.

Tam za nami widać dom, z którego odpada tynk. Nie wygląda to ładnie, ale na to mama nie zwróciła uwagi i jeszcze uwieczniła to na zdjęciu. Kto zrozumie kobiety?!

Na koniec ja wypatrzyłem coś ciekawego. Półka na lalki na ścianie domu. Ciekawy pomysł, prawda? Zastanawiałem się czy zabierają lalki do domu jak pada deszcz…I w ogóle dlaczego tam siedzą, czy w pokoju nie ma na nie miejsca?

Turnus w Murzasichlu

W tym roku nie pojechaliśmy nad morze tylko w góry do  Murzasichla, do Ośrodka „Krywań”.

Moi rodzice bardzo lubią góry, ale przez dziesięć lat z rzędu jeździli ze mną nad morze do Rowów. W tym roku Stowarzyszenie Bardziej Kochani odwołało wszystkie turnusy i kolonie, więc nareszcie mogli pojechać w góry. Z naszego pokoju na 2 piętrze był piękny widok na Tatry. Mama stała w oknie, a tata nazywał kolejne szczyty, które widzieli …

Ja trochę się zmartwiłem – komputer został w domu. Co ja tu będę robił?

Następnego dnia uzyskałem jasną odpowiedź na moje pytanie. W góry jeździ się po to , żeby chodzić – dużo chodzić! Pomyślałem, że tata będzie raczej patrzył na góry z okna niż chodził, ale  okazało się, że tata jednak  będzie chodził na tyle na ile zdoła.

Kiedy poszliśmy pochodzić po Murzasichlu mocno się zmęczyłem. Murzasichle to bardzo długa wioska, a nasz dom był w tej części położonej wyżej.

Z radością wróciłem do pokoju i włączyłem sobie małą podróżniczkę Dorę.