Miesięczne archiwum: luty 2022

W co się bawić?

Maks generalnie nie zadaje sobie tego pytania. Potrafi sobie sam zorganizować czas wolny. Włącza wtedy komputer, a na nim Netflix’a i ogląda ” Przygody Małych Detektywów”.

Kiedy mówimy, że ktoś coś ogląda, wyobrażamy sobie, że śledzi od początku do końca jakąś historię, bo chce dowiedzieć się jaki był jej koniec.

Maks tak nie ogląda tego serialu. On odnajduje jakiś fragment filmu, który bardzo mu się podoba i przez długi czas zaśmiewa się z wybranej  przez siebie scenki. W czasie tegorocznych ferii hitem jest scenka kiedy Kayl zachował się niesportowo w czasie szkolnych zawodów i ściągnął na siebie gniew pani trenerki. Po takim oglądaniu znam na pamięć dialogi z danego fragmentu filmu, które docierają do mnie przez zamknięte drzwi Maksa pokoju.

Kiedy Maks ma  gościa, wtedy ja zadaję sobie pytanie co im zorganizować, żeby miło spędzili czas i inaczej, niż kiedy organizują go sobie samodzielnie.

Tydzień temu była u nas koleżanka z klasy Maksa – Oliwia. Oliwia lubi Harrego Pottera, więc wyjęłam im  Hogwart z klocków lego, żeby się pobawili.

Po zabawie tematycznej, postanowiłam przetestować na Oliwii moją grę w kupowanie wyposażenia ucznia Hogwartu na ulicy Pokątnej.

Każdy gracz ma listę potrzebnych do szkoły rzeczy, które kupuje na ulicy Pokątnej, a pieniędzmi są klocki Numicon. Rzuca kostką , przesuwa swoją figurkę po planszy, a gdy znajdzie się w sklepie robi zakupy.

Gra była długa , bo i lista potrzebnych do Hogwartu rzeczy nie jest krótka.


Grę zakończyliśmy, gdy gracze zakupili wszystkie potrzebne przedmioty i był remis, bo obojgu zostało tyle samo pieniędzy.

Po obiedzie zostaliśmy przy stole, żeby pograć w gry planszowe. Oliwia przyniosła dobble i grę „Poszukiwacze przygód”. Maksowi akurat udawało się stanąć na takich polach specjalnych, że nie musiał wymieniać nazw grzybów jadalnych, a jedynie zaśpiewać piosenkę…

Na koniec zagraliśmy w skaczące na drzewo żaby i ta gra bardzo Oliwii się spodobała, ponieważ kiedy drzewo się obraca słychać rechotanie żab. Nie jest to prosta gra zręcznościowa, ale na tyle atrakcyjna, że zachęca do podejmowania kolejnych prób wystrzelania żaby z wyrzutni tak, żeby znalazła się na drzewie.

Ferie zimowe – jedziemy do Zgierza poszukać jeża

Zaczął się luty i ferie. Po dwóch latach, kiedy ciągle coś nam stawało na przeszkodzie, udało nam się w końcu zrealizować plan – zrobienia Maksowi wkładek do butów , w których chodzi. Pojechaliśmy z Oliwią i jej rodzicami do Zgierza, bo tam właśnie robi wkładki Pani Magda w gabinecie NovaPro.

Przyjechaliśmy do Zgierza tuż przed południem i wtedy zaczął sypać śnieg.

Maks i Oliwia czekali na swoje wejście do gabinetu.

Pani Magda dokładnie obejrzała stopy Maksa i  zanalizowała jego chód.

Następnie pokazaliśmy jej buty, do których potrzebujemy wkładek.

W czasie kiedy Pani Magda robiła dla nas wkładki poszliśmy na spacer po Zgierzu.

Przy ulicy Dąbrowskiego znajduje się kamienica z 1928 roku.

Także Muzeum Miasta Zgierza znajduje się w „Domu pod lwami” przy tej ulicy.

Maks i Oliwia byli głodni, więc weszliśmy do pobliskiej Fabryki Pizzy, żeby zjeść obiad.


Po zjedzeniu pizzy poszliśmy na spacer do miejskiego parku im. Tadeusza Kościuszki
Dla miłośników graffiti polecamy spacerek wzdłuż tego murowanego ogrodzenia.

Można zobaczyć graffiti zatytułowane  „Chuligan Miłości”, „Kochaj Futbol”, oraz ścianę kamienicy z graffiti „Spokój”


W parku jest staw (zwany kiedyś stawem Cyklego), do którego wpada rzeka Bzura. Postanowiliśmy obejść staw dookoła. Zajęło to  nam  pół godziny. A po drodze trochę się działo…

Znacie bajkę Wandy Chotomskiej „Podróże jeża spod miasta Zgierza”?

Spacerując po parku Maks znalazł miejsce, gdzie zimują jeże ze Zgierza. Okazuje się, że bajka ma ciąg dalszy. Nowe przygody jeża napisali mieszkańcy dziesięciu miast polski i można je odsłuchać na CKD-Zgierz

W parku jest wiele atrakcji dla dzieci, plac zabaw, park linowy i ekspozycja trzech figur dinozaurów.

Doszliśmy pomostem do wiaty , skąd dobrze było widać wyspę na stawie.

Przy wejściu na pomost stoi drewniana figura Neptuna.

Na koniec doszliśmy do jazu spiętrzającego wodę Bzury.

Kiedy nasza marszruta zatoczyła koło, wróciliśmy na ulicę Dąbrowskiego, żeby odebrać wkładki.

Oliwia i Maks spacerowali w butach z wkładkami a Pani Magda obserwowała jak chodzą i czy może trzeba wkładkę poprawić.

Jak nie chodzili to tańczyli. Wyprawa do Zgierza była naprawdę udana.