Archiwum kategorii: wyjazdy

Górskie szlaki

W tym roku lepiej mi się chodziło po górskich szlakach niż rok temu i chociaż nie zdobyłem żadnego szczytu, to jednak zaliczyłem następujące szlaki…

Byłem na Rusinowej Polanie i na Wiktorówkach.

Przeszedłem Dolinę Strążyską i dotarłem do Wodospadu Siklawa


Obszedłem dookoła Morskie Oko

Byłem w Dolinie Małej Łąki

Doszedłem do Jaskini Dziura i zobaczyłem co jest w środku.

W jaskini było bardzo ciemno, wilgotno i zimno. Dobrze, że miałem latarkę czołówkę, bo dzięki temu miałem wolne ręce , żeby móc dotknąć ściany.

Byliśmy w Samotni Brata Alberta.

A wracając obserwowałem kolejkę która jechała na Kasprowy Wierch.

Przeszedłem ścieżką pod reglami i w pracowni rzeźbiarskiej pana  Sławomira Rygla przy wejściu do Doliny Białego kupiliśmy z mamą anioły dla moich kuzynów.

Mam nadzieję,że będą im się podobać.

Wesoło spędzamy czas w Murzasichlu

Pani Danusia dbała o to, żebyśmy fajnie spędzali czas, kiedy już wrócimy z gór. Organizowała nam dyskoteki, a raz zaprosiła animatorki „HulaHop”, z którymi bawiliśmy się wesoło.

Na chuście klanza podrzucaliśmy małpkę Krysię. Potem tańczyliśmy w kółku.

Po tańcach przenieśliśmy się na łąkę, żeby puszczać bańki.

Przeszliśmy krótkie szkolenie teoretyczne i przeszliśmy do praktyki.

Poza tym często mieliśmy ogniska, a na jednym z nich grała dla nas Kapela Góralska.

Zakopane

Być w Tatrach, a nie być w Zakopanem to chyba się nie zdarza… Byliśmy więc kilka razy, przesiadając się z busa z Murzasichla do busa, który  z Zakopanego  zawoził nas do Doliny Małej Łąki, albo zwiedzając budynki  sakralne – sanktuarium na Krzeptówkach.

Weszliśmy też do dawnej kaplicy gdzie górale modlili się o zdrowie Jana Pawła II po zamachu w maju 1981roku.

Jeśli szlak budowli sakralnych to Kaplica w Jaszczurówce perła stylu zakopiańskiego. W tym roku oglądaliśmy w Galerii wystawę malarstwa na szkle.

Okazuje się, że w Zakopane rozwinęło także ofertę  rozrywki dla dzieci.

Maks przeszedł labirynt Krainy Lodu poszukując czterech cyfr, które były kodem do otwarcia drzwi wyjściowych.

Kraina Lodu , krainą lodu, ale akcent góralski musi być.

Znaleźć cztery cyfry nie było łatwo, ale w końcu labirynt nie był taki mocno pokręcony, więc daliśmy radę.

Na Krupówkach Maks poczytał Tygodnik Podhalański na ławeczce, która ponoć jest 24 godziny na dobę widoczna w internecie, ale jak szukaliśmy relacji z kamery tu skierowanej, to nic nie znaleźliśmy na reklamowanej stronie.

Na koniec odwiedziliśmy dom do góry nogami. Maks był kiedyś w podobnym na szkolnej wycieczce, więc myślałam, że nie będzie miał problemów.

Okazało się, że na parterze, jakoś sobie radził…

Ale jak wszedł po kręconych schodach na piętro to złapał się poręczy i nie chciał się ruszyć z miejsca.

Zeszliśmy więc i Maks z ulgą opuścił dom , w którym błędnik dostaje w kość.

Mimo, że na rozkładzie autobusów mieliśmy mieć autobus do Murzasichla, to jednak żaden z dwóch, na które czekaliśmy nie przyjechał, więc wsiedliśmy w pusty autobus do Morskiego Oka i wysiedliśmy w Brzezinach. A stamtąd na piechotę poszliśmy do domu.

Maks nie był zadowolony, ale udało nam się dotrzeć przed deszczem.

Morskie Oko

Tatry mają swój urok i dla tych, którzy szukają trudnych szlaków i dla tych, których zadowala chodzeniem po dolinach, albo dookoła Morskiego Oka.

Nasza Gaździna już w marcu załatwiła w TPN-nie, że Maks i jego koledzy będą mogli dojechać autobusem, aż pod same schronisko nad Morskim Okiem, a tym samym będą mieli siły, żeby obejść dookoła Morskie Oko. Wycieczka rozpoczęła się pod wieczór, ponieważ dopiero po 17.00 nasz autobus mógł przejechać przez szlaban na Palenicy Białczańskiej. Po drodze mijaliśmy setki turystów, którzy wracali spod Morskiego Oka i byli mocno zdziwieni widząc autobus Szos miga zdążający do schroniska.

Morskie Oko w wakacje przeżywa oblężenie tym bardziej byliśmy zachwyceni, że kiedy my zaczynaliśmy wędrówkę dookoła Morskiego Oka na szlaku nie było już prawie nikogo oprócz naszej grupy. Cicho i pusto, to zupełnie niewiarygodna sceneria…

W ubiegłym roku nie udało nam się tu dotrzeć, dlatego cieszyliśmy się z tegorocznej wycieczki. Tym bardziej, że gdybyśmy musieli iść na piechotę z Palenicy Białczańskiej Maks nie dałby rady przejść całego szlaku nad Morskim Okiem.

Schronisko Morskie Oko około godziny 20.00

Na szklaku zgubiłam Baby Yodę, którego dostałam od koleżanki. Pewnie spodobało mu się to miejsce i postanowił zostać, albo poszukać Mandalorian’a

 

 

 

 

Wyjazd w góry

W czwartek 2 lipca przyjechaliśmy do Murzasichla i zamieszkaliśmy w Ośrodku ” Krywań”. Tak jak w ubiegły roku wzięliśmy pokój na 3 piętrze z widokiem na Tatry. Murzasichle jest wioską, która położona jest dosyć wysoko – około 950m npm, a Ośrodek Krywań znajduje się prawie na samym końcu ulicy Sądelskiej. W tym roku powitały nas chmury, które zasłoniły górskie szczyty.


Bez względu na to jaka miała być pogoda tego lata, byliśmy pewni, że będzie to udany pobyt, gdyż w „Krywaniu”byli już nasi znajomi.

Maks z kolegami i koleżankami wesoło bawili się na dyskotece.

Potem Maks postanowił się przebrać. Nie było tego surduta, który podobał mu się rok temu, więc tym razem przebrał się za clowna.


Koleżanki też założyły sukienki i z dyskoteki zrobił się bal przebierańców.

 

 

 

Urodziny w Murzasichlu

Wyjazd w góry, gdzie Maks spotkał się  ze swoimi  kolegami, wykorzystaliśmy, żeby powtórzyć  imprezę urodzinowa z piniatą, tortem i zabawami. Tym razem tematem przewodnim był numicon.

Zrobiłam piniatę i okleiłam ją kształtami numicon. Do środka włożyłam gniotki, które miały podklejony kształt klocka o wartości od zera do 20. Każdy uczestnik zabawy dostał losowo czapeczkę, pod którą też był przyklejony kształt klocka. Po rozbiciu piniaty dzieci miały wyszukać gniotka o numerze, takim samym jak pod czapeczką, którą dostały.Piniata miała przyklejone kształty o wartości sumarycznej 255. Kółka wyciskałam wycinakiem do papieru i średnicy 17mm.


Cała piniata wyglądała następującoZabawy z piniata zawsze cieszą się dużym zainteresowaniem i dzieci, i ich rodziców.

Maks w akcji…

Maks był bardzo zadowolony.

Po zabawie Maks zaprosił wszystkich na tort.Dziękujemy wszystkim za życzenia i prezenty.

Pożegnanie z Jeziorem Ciechomickim

W sobotę poszliśmy na spacer nad jezioro. Kilka dni było poniżej  -7C  i  całe jezioro było skute lodem. Poszliśmy pochodzić sobie po tafli jeziora. To jedyna taka okazja pospacerować sobie po wodzie, co prawda zamarzniętej, ale zawsze…

Na lodzie widać było zamarznięte przeręble, w których dwa dni wcześniej wędkarze łowili ryby.

Ośrodek Leśny Zakątek jest położony w lesie sosnowym, nad brzegiem jeziora Ciechomickiego.  Wzdłuż jeziora prowadzą dwa szlaki turystyczne : żółty i czarny, więc można dużo spacerować.

Szczególnie pięknie jest kiedy świeci słońce.

 

 

Tłusty czwartek i piątek na turnusie

W tłusty czwartek panie kucharki usmażyły dla nas cała górę pączków. Zaproszono nas do kawiarenki na kawę i pączki. Bardzo się spieszyłem z ubieraniem po basenie, żeby zdążyć spotkać się z kolegami przy pączku.

Przy okazji zrobiłem zakupy u pani Magdy korzystając z mówika.

Kupiłem sobie sok do pączka.

Pączki były bardzo smaczne i zjadłem aż trzy. A potem było wspólne zdjęcie.

Wszyscy najedzeni i zadowoleni.

Na terapii ręki u pana Kamila smarowałem nutellą i ozdabiałem wafle. To było super!

To moje super smaczne wafle na tłusty czwartek.

Po czwartku przyszedł piątek i koniec zajęć na turnusie. Po zajęciach spotkaliśmy się w kawiarence i każdy z nas dostał walentynkową kartkę, którą zrobił ktoś inny na terapii ręki. Pan Kamil i pani Magda rozdawali nam walentynkowe jabłka z lizakami.


Dostałem misiową kartkę, którą wkleiłem do mojego pamiętnika ze zdjęciami.

Na koniec stanęliśmy do pamiątkowego zdjęcia z turnusu.


To był bardzo fajny turnus i cieszę się, że na nim byłem.

Drugi tydzień na turnusie w Leśnym Zakątku

W sobotę 6 lutego było ognisko, a na nim pieczone kiełbaski. Była też pani animatorka, z którą śpiewaliśmy chodząc dookoła ogniska. Był mróz, niestety brak śniegu uniemożliwił organizatorom zorganizowanie kuligu, który był planowany wcześniej…

Przy ognisku było ciepło, ale i tak zmarzły mi palce u stóp.

Zrobiliśmy sobie zdjęcie grupowe miłośników turnusów w Leśnym Zakątku.

Jadłem z Adamem kiełbaski i piliśmy ciepłą herbatę. Szkoda, że było tak mało śniegu…

Następnego dnia mama Adama zaprosiła nas do siebie na obiad.

Graliśmy w grę FITS, która jest bardzo podobna do telefonowej gry tetris…

Po drugiej stronie grał Igor z mamą.

Fajnie nam się grało…

Potem mama Adama podała nam obiad.

W poniedziałek 8 lutego  od rana miałem zajęcia według planu. Zajęcia z pedagogiem –  panem Kamilem, liczyliśmy, układałem słowa z liter.

Po zajęciach miałem czas, żeby przygotować się na basen z panem Łukaszem. Dawno już nie byłem na basenie, więc wiele umiejętności, które kiedyś miałem – zapomniałem. Pan Łukasz zakładał mi obciążniki na ręce i na stopy, żebym ćwiczył mięśnie. Ćwiczyłem też pływanie  w płetwach.

Zwykle zaczynaliśmy od małego basenu, a potem szliśmy na głębszą wodę.

Po basenie miałem godzinną przerwę, po której szedłem na masaż do pana Adriana

Bardzo podobało mi się masowane. Miałem lustra z obu stron i mogłem się na siebie napatrzeć do woli.

Po masażu szedłem do Pana Kamila na terapię ręki.

Malowałem wycięte z masy solnej morskie zwierzęta, palcem malowałem liście na drzewach. W dzień pizzy wyklejałem z plasteliny składniki na pizzy.

W czasie godzinnej przerwy jedliśmy z mamą obiad. W Leśnym Zakątku bardzo dobrze nas karmili, choć porcje  były za duże .Były też  ciekawe desery. Bardzo mi posmakowało pieczone jabłko z wiśniami.

Po obiedzie szedłem do pani Oli logopedy i muzykoterspeutki.

Grałem u niej na różnych instrumentach w rytm słuchanej melodii.

Dwa dni zamiast zajęć z panią Olą miałem zajęcia z panią Magdą.

Dzień kończyłem godzinną kinezyterapią z panem Pawłem.

Po tak pracowitym dniu chciałem wreszcie posiedzieć i posłuchać piosenek z Bollywoodu, ale mama czuje taki przymus , że jak jest śnieg to trzeba wyjść z sankami i iść na górkę.

Wyszliśmy, bo śnieg padał i padał, jakby chciał  zrobić mamie radochę.

Raz brałem oponę śnieżną, którą mama wygrała 20 lat temu w konkursie na cukierki nimm2.


Innym razem zjeżdżałem na ślizgach pożyczonych od Adama.

Zjeżdżaliśmy też na sankach z ośrodka i tak więc wykorzystaliśmy wszystkie dostępne do zjeżdżania  sprzęty.


Dawno już nie było takiej fajnej zimy.

Czas relaksu

Po zajęciach turnusowych staraliśmy się wykorzystać każdą sposobność by nacieszyć się leżącym śniegiem. Zjeżdżaliśmy z górki na oponie śnieżnej i chodziliśmy na spacery …niestety śnieg stopniał i zapowiadany na sobotę kulig się nie odbędzie.



Świetnie zjeżdżało się z tej górki na oponie śnieżnej.


W ośrodku Maks słucha piosenek. Gra z Igorem w piłkarzyki

Kiedyś w tym miejscu było akwarium z rybkami, potem było tu terrarium z żółwiami , a teraz mieszka tu królik