Archiwum kategorii: wyjazdy

Termy Bania

W ostatni dzień pobytu na turnusie pojechaliśmy do Białki Tatrzańskiej, gdzie są baseny z wodą termalną. Przyjechaliśmy około dziesiątej.

Zaczęliśmy od zjazdu pontonem. Na basenie było jeszcze mało ludzi więc dość krótko czekaliśmy  na swoją  kolej. Ponton mknął szybko i poczuliśmy z mamą ulgę, gdy wyjechaliśmy z rury do basenu.

Bawiliśmy się wesoło w symulowanym nurcie rzeki i w falującej wodzie. Fajnie było dać się ponieść nurtowi i dryfować w kole, szczególnie tam gdzie woda mocno falowała.

Termy Bania mają także baseny na wolnym powietrzu, ale tego dnia było chłodno i  nad wodą w basenie unosiła się delikatna mgiełka. Dlatego też głównie korzystaliśmy z basenów  pod dachem.

Po trzech godzinach zabawy byłem mocno zmęczony i ucieszyłem się, że wracamy do domu.

Dziękuję koleżankom mamy: Pani Angeli i Pani Marcie za zrobienie nam zdjęć

Centrum Edukacji Przyrodniczej TPN

Centrum Edukacji Przyrodniczej Tatrzańskiego Parku Narodowego odwiedziliśmy w drugim tygodniu turnusu. Centrum posiada nowoczesne wystawy audiowizualne, które pomagają zwiedzającym poznać przyrodę – florą i faunę –  Tatr. Zwiedzanie centrum zaczyna się od sali, w której jest podświetlana makieta Tatr. Lektor przedstawia jakąś część Tatr i miejsce o którym jest mowa jest podświetlane na makiecie. W następnych salach można zobaczyć  łąkę górska, las, a także jaskinię. Na koniec wyświetlany jest film o tym czego nie należy robić w górach.

Centrum otacza Ogród Roślinności Tatrzańskiej. W nim spotkaliśmy sarenkę, która przechadzała się pomiędzy drzewami.

Jednak zdjęcie można zrobić sobie z kamienną sarenką, albo niedźwiedziem.


Na tej ścieżce edukacyjnej są tablice, z których możemy dowiedzieć się więcej o zwierzętach i roślinach.

Po wizycie w Centrum poszliśmy piechotą do Kuźnic. Spacer był długi. Z żalem patrzyłem na busy, które zatrzymywały się na przystankach, a do których my nie wsiadaliśmy.

Mama chyba chciała mi zrobić zdjęcie na tle Nosala, bo jakoś nie mogę inaczej sobie wytłumaczyć tego spacerku wzdłuż ulicy…

Z drugiej strony dobrze, że chodziło jej tylko o  zdjęcie, gorzej by było, gdyby chciała ze mną pójść   na Nosal.

Doszliśmy do Kuźnic. Tam jest zespół dworsko-pałacowy, pozostałość po działalności hrabiego Zamoyskiego.


Widzicie ten uśmiech?

Jestem zadowolony bo w Kuźnicach nad strumieniem zjadłem gofra, więc mam siły żeby wrócić.

Wakacje w górach

To były moje pierwsze wakacje w górach. Co prawda byłem w Murzasichlu 13 lat temu, ale wtedy dopiero zaczynałem chodzić i właściwie przemierzałem trasy w wózku.

Do tej pory jeździłem nad morze, do Rowów. Byłem też w Wesołek Krainie koło Andrychowa. Tam też są góry, ale dużo niższe i łagodniejsze.

W Murzasichlu codziennie były jakieś wycieczki w góry, no czasem do Zakopanego, żebyśmy odpoczęli. Dlatego teraz już wiem, że w góry jedzie się, żeby dużo chodzić. Ja nie za bardzo podzielam tę pasję. Wolę raczej posiedzieć sobie. Tata po operacji dostosował swoje tempo do moich możliwości i obaj byliśmy z tego zadowoleni. Bardziej spacerowaliśmy niż chodziliśmy i opuściliśmy wycieczkę do Doliny Białego, ponieważ tata wiedział, że będzie mi trudno podejść …

Turnus w Murzasichlu był inny niż wszystkie, w których do tej pory uczestniczyłem. Tu było dużo chodzenia po nierównej nawierzchni, łapanie równowagi na kamieniach, zejścia i wejścia bez podpierania się i ćwiczenie kondycji na szklakach.

Chcecie wiedzieć jak było? Zawsze szedłem ostatni, niektórzy marudzili, że ich bolą nogi – ale szli szybko. Ja nie marudziłem, ale też szedłem wolno. W końcu byłem na wakacjach.

Mój tata to rozumiał, mama nie.

W górach jest fajnie, kiedy siedzisz w cieniu nad strumieniem i możesz wrzucać do niego kamienie. Ja nie wrzucałem bo byłem w Tatrzańskim Parku Narodowym, a tam nic nie wolno.

Ludzie zachwycają się widokami…ja nie widziałem tam nic specjalnego, wszędzie kamień na kamieniu…no, woda w strumieniach jest fajna. Lubiłem moczyć w niej ręce.

W Dolinie Kościeliskiej chciałem pójść do Jaskini Raptawickiej, ale okazało się, że na szlaku są łańcuchy, więc sobie odpuściłem, tym bardziej , że przede mną z tej trasy zrezygnowała jedna pani.

W Murzasichlu poznałem Adriana.
Inne  koleżanki i kolegów znałem już wcześniej ze zlotów, albo z turnusów. Fajnie razem spędzaliśmy czas na boisku.

Właściwie to jestem zadowolony z tego wyjazdu i jak już mama wreszcie narysowała mi kalendarz i zaznaczyła dzień powrotu, to wyluzowałem i przestałem witać dzień gestem „do domu”, a w zamian za to wykreślałem kolejny dzień, który minął.

Pytacie dlaczego?!

Jestem domatorem i nic na to nie poradzę!

Wycieczka na Gubałówkę

Być z Zakopanym i nie być na Gubałówce to nie mieściło się w głowie moich rodziców. Mama pamiętała tę górę z czasów liceum,  czyli przed wiekami…

W albumie ma zdjęcie z Gubałówki, a za nią widać Tatry ( to ona tak twierdzi bo za nią coś widać szarego i nie wiem czy to góry,  więc mogę przyjąć to tylko na jej słowo.)

Wjechaliśmy kolejką szynową i to było super, bo nie chciałbym wchodzić na Gubałówkę szlakiem. Tata zobaczył kramy i podjął decyzję, że pójdzie ze mną posiedzieć, wypić herbatę i zjeść szarlotkę, bo od samego patrzenia zrobiło mu się niewyraźnie. Mama poszła z grupą na Butorowy Wierch. Poszła i wróciła. Minę miała również niewyraźną, widać wycieczka po ulicy wśród wszechobecnej komercji i samochodów przemykających pomiędzy pieszymi  też nie przypadła jej do gustu. Szukała jakiegoś murka gdzie robiła sobie zdjęcie po maturze, ale murek został rozebrany.

Widok z Gubałówki z tarasu kawiarni tuż przy kolejce szynowej. Mama szukała murka, a tam w dole widać cały taras, z którego można popatrzyć na Tatry. Chmur było niemało, więc widok mocno zachmurzony!

Jedyne miejsce, które jej się podobało na Gubałówce to ta kapliczka.

Potem już zjechaliśmy kolejką do Zakopanego.

W Zakopanym mama też wydziwiała, że nie podoba jej się księstwo góralskie. Dacie wiarę?

To ten budynek ze szkła za nami. Mama wymyśliła, że to powinno się nazywać Złoty Róg!

Też pomysł, żadnych rogów tam nie widać, a z tym złotem to bym nie przesadzał!

Zaraz przy księstwie góralskim jest galeria handlowa. Mama też kręciła głową, że za jej czasów tego nie było. Trudno oczekiwać, że w Zakopanym nie będzie galerii handlowej, kiedy w każdym szanującym się mieście budują centra handlowe. Moja mama niby taka nowoczesna, a takiej prostej rzeczy nie pojmuje. Strumień –  tata orzekł – jest ładnie obudowany. Jest mostek i na nim mama nam zrobiła zdjęcie.

Tam za nami widać dom, z którego odpada tynk. Nie wygląda to ładnie, ale na to mama nie zwróciła uwagi i jeszcze uwieczniła to na zdjęciu. Kto zrozumie kobiety?!

Na koniec ja wypatrzyłem coś ciekawego. Półka na lalki na ścianie domu. Ciekawy pomysł, prawda? Zastanawiałem się czy zabierają lalki do domu jak pada deszcz…I w ogóle dlaczego tam siedzą, czy w pokoju nie ma na nie miejsca?

Turnus w Murzasichlu

W tym roku nie pojechaliśmy nad morze tylko w góry do  Murzasichla, do Ośrodka „Krywań”.

Moi rodzice bardzo lubią góry, ale przez dziesięć lat z rzędu jeździli ze mną nad morze do Rowów. W tym roku Stowarzyszenie Bardziej Kochani odwołało wszystkie turnusy i kolonie, więc nareszcie mogli pojechać w góry. Z naszego pokoju na 2 piętrze był piękny widok na Tatry. Mama stała w oknie, a tata nazywał kolejne szczyty, które widzieli …

Ja trochę się zmartwiłem – komputer został w domu. Co ja tu będę robił?

Następnego dnia uzyskałem jasną odpowiedź na moje pytanie. W góry jeździ się po to , żeby chodzić – dużo chodzić! Pomyślałem, że tata będzie raczej patrzył na góry z okna niż chodził, ale  okazało się, że tata jednak  będzie chodził na tyle na ile zdoła.

Kiedy poszliśmy pochodzić po Murzasichlu mocno się zmęczyłem. Murzasichle to bardzo długa wioska, a nasz dom był w tej części położonej wyżej.

Z radością wróciłem do pokoju i włączyłem sobie małą podróżniczkę Dorę.

Maks w Arkadii

Arkadia i Nieborów to zespół pałacowo ogrodowy należący przez 200 lat do rodziny Radziwiłłów. Stanowi najlepiej zachowany przykład wiejskiej rezydencji magnackiej z XVII wieku. Pałac w Nieborowie zaprojektował Tylman z Gamaren. W XVIII wieku kiedy kupił go Mikołaj Hieronim Radziwiłł z żoną Heleną podzielony był na dwie części męską i damską.

Helena z Przeździeckich Radziwiłłowa całe swoje życie poświęciła tworząc ogród arkadyjski. Zaprojektował go dla niej Bogumił Zug. Helena Radziwiłłowa miała przyjaciółkę Izabelę z Flemingów  Czartoryską, która stworzyła ogród w Puławach. Obie panie bardzo się przyjaźniły co nie przeszkodziło im nawzajem podkradać sobie pomysły i wykonawców rywalizując, który ogród będzie wspanialszy. Do tej pory ten  zespół pałacowo ogrodowy  jest jednym z nielicznych w Europie ogrodów sentymentalno-romantycznych, które zachowały się w niezmienionej formie.

Może wczesna wiosna nie jest najlepszą porą, żeby spacerować po ogrodzie, nie mniej jednak właśnie teraz mogliśmy znaleźć roślinę, której wcześniej nie znaliśmy, a która rośnie na brzegach zbiornika wodnego w Arkadii i nazywa się lepiężnik.

Spacerując po ogrodzie usłyszeliśmy wracające ptaki…

Domek Gotycki

Dom Murgrabiego

Maks w Przybytku Arcykapłana, gdzie w małej kawiarence mogliśmy napić się kawy i gorącej czekolady.

Relikt Cyrku

Akwedukt


Świątynia Diany

To był bardzo udany spacer.

Maks w Nieborowie

Byłem w Nieborowie 6 i 7 marca i obejrzałem Pałac Radziwiłłów i ogród w stylu francuskim. Zajrzałem przez okno do oranżerii i zobaczyłem pierwszego platana, który posadzono w dawnej Polsce  przedrozbiorowej w roku 1770. Udało nam się to można powiedzieć w ostatniej chwili,  gdyż od dziś wszystkie muzea w kraju są zamknięte z uwagi na niebezpieczeństwo koronawirusa.

Po spacerze zjedliśmy obiad w Oberży pod Złotym Prosiakiem. Dają tam bardzo dobrze jeść i nic dziwnego, że w weekendy trzeba zarezerwować sobie stolik.

GUM i Wydział Nauk Społecznych UG

W poniedziałek poszliśmy zbadać kompleksowo wzrok.

Okulistyka mieści się w nowym budynku przy Smoluchowskiego 17.

Maks czekał na badanie. Niektóre z badań były dość trudne, ale mimo tego udało się je zrobić.

Po prawie trzech godzinach badań poszliśmy na pizzę do „Włoskiej Roboty”.

Zupa krem z dyni i pizza bardzo nam smakowały.

We wtorek pojechaliśmy do Oliwy na ul. Bażyńskiego 4 na Wydział Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego.

Interaktywny plan Wydziału Nauk Społecznych zainteresował Adama.

Byliśmy o 8.30 i było całkiem pusto. O 9.00 Maks pojechał windą na 2 piętro z panią Pauliną, a Adam pracował z panem Adrianem.

Tak pracowicie spędziliśmy dwa dni w Gdańsku.

Gdańsk w listopadzie

Właśnie wróciliśmy z  Gdańska. Maks bierze udział w badaniach prowadzonych na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Byliśmy tam półtora roku temu i zaproszono nas teraz na badanie okulistyczne i  oszacowanie zdolności poznawczych uczestników projektu badawczego przez psychologa. Wybraliśmy się na weekend, żeby pochodzić po mieście a w poniedziałek wziąć udział w badaniach u okulisty. Ponieważ zwykle towarzyszy im rozszerzanie źrenic atropiną na wtorek umówiliśmy się z psychologiem.

Sobotę po południu przyjechaliśmy do dzielnicy Aniołki, ponieważ tam wynajęliśmy mieszkanie na nasz pobyt.

Zależało nam, żeby piechotę można było pójść na GUM. Mieszkaliśmy w budynku przy Chodowieckiego 6b/6 i możemy polecić to miejsce. Salon, dwie sypialnie, kuchnia z aneksem kuchennym, łazienka i miejsce parkingowe w garażu podziemnym. W niedzielę po kościele pojechaliśmy na Długi Targ, a tam właśnie rozpoczął się kiermasz świąteczny, więc atrakcji było sporo!

Na jarmarku łatwo można było kupić oscypki, gorzej jeśli ktoś chciałby kupić wędzoną rybę…


Maks wypił gorącą czekoladę, zjedliśmy churrosy (czyli hiszpańskie podłużne ciastka smażone jak nasze pączki)węgierskie kurtosze-kołacze…
Kręciła się karuzela, można było zrobić sobie zdjęcie w kuli śnieżnej, a wszystkie te atrakcje miały datkami wesprzeć działanie hospicjum.


Maks już czeka na Mikołaja!

Potem poszliśmy poszukać fontanny z Neptunem i pochodzić po Gdańskiej Starówce.

 

Maksowi spodobał się telewizor, a w nim bohaterowie polskich filmów dla dzieci: Bolek i Lolek, Reksio, oraz przyjaciele Misia Uszatka. Był też Krecik z Czech.

Trochę było chłodno, więc  poszliśmy ogrzać się do „Grycana”, a chłopcy zażyli sobie LODY!


Spacer bardzo nam się udał.

Maks na turnusie w Wesołej Krainie

Dwa tygodnie temu Maks wrócił z Sułkowic, gdzie razem z kolegami z Zakątka 21, miał różne zajęcia usprawniające. Turnus był finansowany z subkonta Maksa, które ma w Fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą”. W tym miejscu chcemy podziękować Panu Piotrowi. Dzięki wpłatom Pana Piotra Maks ma środki, aby raz w roku pojechać na taki turnus. Gorąco Panu Piotrowi dziękujemy!

W tym roku Maks miał godzinę zajęć na basenie, godzinę u logopedy, zajęcia z SI, terapię ręki oraz rehabilitację ruchową.

Basen a na nim pływanie i nurkowanie to Maksa żywioł.

Ćwiczenia fizyczne wzmacniające mięśnie oraz bieżnia – to dobry trening na utrzymanie kondycji.


Ćwiczenia równowagi

Motoryka mała ciągle jest nie wystarczająco dobra.

Po zajęciach z terapeutami był czas na aktywności z rówieśnikami.  Niektórzy rodzice nie doceniają tego jak ważne dla dziecka z niepełnosprawnością intelektualną, które zawsze jest pod czyjąś opieką i samo praktycznie nie ma szans na zawieranie znajomości, przebywanie w gronie rówieśników i wspólne z nimi gry czy zabawy. Dzięki Forum Zakątek21, miałam okazję poznać rodziców dzieci z zespołem Downa, z którymi wyjeżdżamy od 12 lat i nasze dzieci lubią ze sobą razem przebywać.

Maks zna Biankę od dawna i od 10 lat spotykają się na zlotach i turnusach.

Również Tomka i Igora Maks zna od dawna.

Na turnusie w Wesołej Krainie można kupować obiady w cateringu, albo gotować samodzielnie. W tym roku gotowałyśmy grupowo. Było super!