Archiwum kategorii: wyjazdy

GUM i Wydział Nauk Społecznych UG

W poniedziałek poszliśmy zbadać kompleksowo wzrok.

Okulistyka mieści się w nowym budynku przy Smoluchowskiego 17.

Maks czekał na badanie. Niektóre z badań były dość trudne, ale mimo tego udało się je zrobić.

Po prawie trzech godzinach badań poszliśmy na pizzę do „Włoskiej Roboty”.

Zupa krem z dyni i pizza bardzo nam smakowały.

We wtorek pojechaliśmy do Oliwy na ul. Bażyńskiego 4 na Wydział Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego.

Interaktywny plan Wydziału Nauk Społecznych zainteresował Adama.

Byliśmy o 8.30 i było całkiem pusto. O 9.00 Maks pojechał windą na 2 piętro z panią Pauliną, a Adam pracował z panem Adrianem.

Tak pracowicie spędziliśmy dwa dni w Gdańsku.

Gdańsk w listopadzie

Właśnie wróciliśmy z  Gdańska. Maks bierze udział w badaniach prowadzonych na Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Byliśmy tam półtora roku temu i zaproszono nas teraz na badanie okulistyczne i  oszacowanie zdolności poznawczych uczestników projektu badawczego przez psychologa. Wybraliśmy się na weekend, żeby pochodzić po mieście a w poniedziałek wziąć udział w badaniach u okulisty. Ponieważ zwykle towarzyszy im rozszerzanie źrenic atropiną na wtorek umówiliśmy się z psychologiem.

Sobotę po południu przyjechaliśmy do dzielnicy Aniołki, ponieważ tam wynajęliśmy mieszkanie na nasz pobyt.

Zależało nam, żeby piechotę można było pójść na GUM. Mieszkaliśmy w budynku przy Chodowieckiego 6b/6 i możemy polecić to miejsce. Salon, dwie sypialnie, kuchnia z aneksem kuchennym, łazienka i miejsce parkingowe w garażu podziemnym. W niedzielę po kościele pojechaliśmy na Długi Targ, a tam właśnie rozpoczął się kiermasz świąteczny, więc atrakcji było sporo!

Na jarmarku łatwo można było kupić oscypki, gorzej jeśli ktoś chciałby kupić wędzoną rybę…


Maks wypił gorącą czekoladę, zjedliśmy churrosy (czyli hiszpańskie podłużne ciastka smażone jak nasze pączki)węgierskie kurtosze-kołacze…
Kręciła się karuzela, można było zrobić sobie zdjęcie w kuli śnieżnej, a wszystkie te atrakcje miały datkami wesprzeć działanie hospicjum.


Maks już czeka na Mikołaja!

Potem poszliśmy poszukać fontanny z Neptunem i pochodzić po Gdańskiej Starówce.

 

Maksowi spodobał się telewizor, a w nim bohaterowie polskich filmów dla dzieci: Bolek i Lolek, Reksio, oraz przyjaciele Misia Uszatka. Był też Krecik z Czech.

Trochę było chłodno, więc  poszliśmy ogrzać się do „Grycana”, a chłopcy zażyli sobie LODY!


Spacer bardzo nam się udał.

Maks na turnusie w Wesołej Krainie

Dwa tygodnie temu Maks wrócił z Sułkowic, gdzie razem z kolegami z Zakątka 21, miał różne zajęcia usprawniające. Turnus był finansowany z subkonta Maksa, które ma w Fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą”. W tym miejscu chcemy podziękować Panu Piotrowi. Dzięki wpłatom Pana Piotra Maks ma środki, aby raz w roku pojechać na taki turnus. Gorąco Panu Piotrowi dziękujemy!

W tym roku Maks miał godzinę zajęć na basenie, godzinę u logopedy, zajęcia z SI, terapię ręki oraz rehabilitację ruchową.

Basen a na nim pływanie i nurkowanie to Maksa żywioł.

Ćwiczenia fizyczne wzmacniające mięśnie oraz bieżnia – to dobry trening na utrzymanie kondycji.


Ćwiczenia równowagi

Motoryka mała ciągle jest nie wystarczająco dobra.

Po zajęciach z terapeutami był czas na aktywności z rówieśnikami.  Niektórzy rodzice nie doceniają tego jak ważne dla dziecka z niepełnosprawnością intelektualną, które zawsze jest pod czyjąś opieką i samo praktycznie nie ma szans na zawieranie znajomości, przebywanie w gronie rówieśników i wspólne z nimi gry czy zabawy. Dzięki Forum Zakątek21, miałam okazję poznać rodziców dzieci z zespołem Downa, z którymi wyjeżdżamy od 12 lat i nasze dzieci lubią ze sobą razem przebywać.

Maks zna Biankę od dawna i od 10 lat spotykają się na zlotach i turnusach.

Również Tomka i Igora Maks zna od dawna.

Na turnusie w Wesołej Krainie można kupować obiady w cateringu, albo gotować samodzielnie. W tym roku gotowałyśmy grupowo. Było super!

Maks na zielonej szkole

Zaraz po turnusie w Wesołej Krainie pojechałem z klasą na zieloną szkołę do Burzenina, do Ośrodka wczasowego „Sportowa Osada”. Mieliśmy tam dużo atrakcji, na jednym miejscu park linowy, baseny, boisko, strzelanie z łuku po prostu super zabawa.

W tym roku ja, Staś i Kuba byliśmy pod opieką Pani Agnieszki.

Kiedy wszyscy się zebrali wsiedliśmy do autokaru i pojechaliśmy .

W Osadzie Sportowej jest park linowy i od niego zaczęliśmy…

Następnego dnia pojechaliśmy do safari ZOO w Borysewie. Ten Ogród Zoologiczny ma w swojej ofercie zajęcia dla uczniów szkół specjalnych. Każdy z nas mógł z bliska zobaczyć ciekawe zwierzęta, a nawet je dotknąć!

Ja pogłaskałem jaszczurkę!

Po powrocie do osady i zjedzeniu obiadu strzelałem z łuku

Było super.

Maks w Toruniu

Maks razem ze swoją klasą pojechał na dwudniową wycieczkę pociągiem do Torunia. Chylę czoło przed nauczycielami, którzy poświęcili swój prywatny czas, żeby uczniowie mogli doświadczyć takiej przygody.

Toruń to ciekawe miasto i ma sporo atrakcji dla dzieci i młodzieży.

Maks przeszedł „test prawości” pod Krzywą Wieżą.

Pospacerował po Piernikowej Alei Gwiazd i po Bulwarze Filadelfijskim.

Zobaczył film w Planetarium o młodym Mikołaju Koperniku i poczuł atmosferę miasta.

Był w Muzeum Zabawek

Gdzie zobaczył zabawki jakimi bawili się jego rodzice.

Nie udało mu się położyć Wańki- wstańki.

W Muzeum Żywego Piernika zrobił piernik toruński w kształcie serca.

W Domu Legend zobaczył jak jego koledzy i nauczyciele wcielili się w role bohaterów toruńskich opowieści…

Taka wycieczka to najlepszy sposób na naukę przez doświadczanie; nowych sytuacji (samodzielna piecza nad walizką), poznanie nowego miasta (nad tą samą rzeką co Warszawa) i bycie w grupie rówieśniczej bez rodziców dzień i noc…

Niedziela we Wrocławiu

Poszliśmy do Kościoła Św Elżbiety Węgierskiej, który jest Bazyliką Mniejszą i Kościołem Garnizonowym.  Jednak strona, na której sprawdzaliśmy porządek mszy Świętej, należała do kościoła Św Elżbiety na Grabiszyńskiej. Dlatego wybraliśmy się na 11.15 i  na miejscu okazało się,  że msza będzie dopiero o 12.00

Mieliśmy więc godzinę na pokręcenie się po Rynku. Do tej pory bywaliśmy na rynku wrocławskim wieczorem. W niedzielę zobaczyliśmy rynek w promieniach słonecznych.

Fontanna” Zdrój” jednak lepiej się prezentuje w nocy.

Znaleźliśmy też nowe krasnale.

I na koniec wycieczki -Maksio jako krasnal.

Wracaliśmy do Warszawy pociągiem o 14.35, który był bardzo zatłoczony i wielu podróżnych stało przez 4,5 godziny jazdy.

 

Atrakcje we Wrocławiu

W sobotę mieliśmy napięty grafik, więc po śniadaniu wyruszyliśmy do Hydropolis.

Po wczorajszym dniu musiałem  odpoczywać podobnie jak mój kolega Olek.

W czasie zwiedzania ważne jest żeby dobrze rozłożyć siły i kiedy tylko się da przyjąć pozycję relaksującą.

Hydropolis to centrum nauki o wodzie, stąd też wodna kurtyna przed wejściem.  Ze strumieni wody układają się różne wzory i można też poćwiczyć refleks przemykając się pomiędzy strumieniami wody. Pod koniec wycieczki spróbowałem prześcignąć strumień wody i zmoczyłem rękaw bluzy.

Powitał nas android, który miał tablet i można było wedle uznania nastawić go na interesującą opcję!

Mama zrobiła mi pamiątkowe zdjęcie nurka.

Potem zwiedziłem kabinę modelu łodzi podwodnej, w której badacze zapuszczali się w ciemne odchłanie morskich głębin.  Nie mieli zbyt dużo miejsca, szczególnie luk wejściowy był mały.

Oglądaliśmy repliki zwierząt żyjących na dużych głębokościach i dowiedzieliśmy się jak się przystosowały do życia w ciemności.

W Hydropolis jest wiele makiet interaktywnych i tablic, ale generalnie panuje mrok, jak w głębinach morskich.

Oto właśnie makieta Wrocławia. Kiedy naciśnie się guzik podświetla się odpowiedni budynek miasta.

Ciekawie podane różne informacje, ale trochę dla mnie za trudne…

Za to strefa relaksu to bardzo przyjemne miejsce na odpoczynek.

Z Hydropolis na piechotę doszliśmy do ZOO. A w ZOO wszyscy chcieli zobaczyć Afrykarium, a więc akwaria z rybami, wybiegi hipopotamów i żółwi…

Lubię patrzeć na ryby.

Strefa odpoczynku w ZOO, czekam aż grupa dołączy…

Po drodze bryczka. Chyba każdy chciał być woźnicą…Kolejna chwila na odpoczynek.

Żyrafy mają wybieg blisko Afrykarium, więc jestem już blisko celu wycieczki.

Budynek Afrykarium za mną, ale nie ma co się spieszyć.

Znowu ściana wody, a poniżej wybieg hipopotamów.

Wybieg dla żółwi. Jest im zimno, bo grzeją skorupy pod lampami.

Tunel pod wodny jest fascynujący…

Rzut oka na wybieg dla pingwinów i czas coś zjeść. Obok jest jadłodalnia.

Wyszliśmy z ZOO z drugiej strony i wsiedliśmy do tramwaju linii 10.

Dojechaliśmy do Ostrowa Tumskiego i poszliśmy szukać krasnala Trisomka. Niestety na Ulicy Kapitulnej  4 nie znaleźliśmy go. Weszliśmy więc do Ogrodu Botanicznego  Uniwersytetu Wrocławskiego i tam znaleźliśmy Trzy inne krasnale.

W ogrodzie pięknie zakwitły magnolie.

Wieczorem wróciliśmy na Ostów Tumski, tym razem od strony Placu Bema.

Szukaliśmy krasnali  i tuż przed zamknięciem weszliśmy na minutę do Katedry.

Wracaliśmy na piechotę przez wrocławską ścieżkę historyczną.

Wrocławska Ścieżka Historyczna składa się z szeregu pamiątkowych płyt wmurowanych w chodnik, które upamiętniają ważne dla miasta daty.

Wpadliśmy na herbatę do Amorinio i tam zobaczyłem dwa kolejne krasnale.

Wycieczka do Wrocławia

Pojechaliśmy na rodzinno – klasową wycieczkę do Wrocławia. W pociągu mieliśmy 22 miejsca i podróż minęła nam bardzo przyjemnie. We Wrocławiu powitało nas słońce i było tak ciepło, że zanim dojechaliśmy i doszliśmy do Hostelu Pięć Gwiazd, byliśmy spoceni.

Szybko się przebrałem i poszliśmy na obiad. We Wrocławiu jest dużo mostów i kładek .

W Stacji Dizajn zjadłem pierogi i choć pierogi bardzo lubię, to te były trochę za pikantne.

Bardzo blisko Stacji Dizajn jest Kolejkowo – wybrane miejsca na Dolnym Śląsku  przedstawione na makiecie, a wśród tych krajobrazów jadące samochody i pociągi. Do tego w Kolejkowie po dniu następuje noc i zapalają się światełka w oknach domów. Wtedy można zajrzeć do wnętrza takiego mieszkania w bloku.

Tu widać fragment Wrocławia i knajpki pod nasypem na ulicy Bolesławskiego.

Tu fragment Rynku.

Czekam na pociąg, który już się zbliża!

W Kolejkowie jest pól kilometra szyn, po których jeździ 15 pociągów.

Jest dzień i noc jak w prawdziwym świecie.

Pokazane jest życie  na wsi i w mieście.

Wieczorem wyruszyliśmy na zwiedzanie Wrocławia i jego Rynku. Szukaliśmy także krasnali, które są dużą atrakcją we Wrocławiu.

Powoli opuszczała mnie energia, a dopadało zmęczenie. A moi koledzy wciąż znajdowali nowe krasnale.

Natomiast moje koleżanki mają niespożytą energię. Chyba się wyłączyłem, bo nie pamiętam co mi tłumaczyły.

Wrocław to piękne miasto, ale z radością wróciłem do pokoju. Ze zwiedzaniem też nie należy przesadzać!

Weekend w Ustroniu

Są obowiązki,  pod które trzeba podporządkować swoje plany. Dla członków stowarzyszenia Zakątek 21, którzy mieszkają w różnych częściach Polski, takim obowiązkiem jest sprawozdawczość; przyjęcie sprawozdania finansowego i udzielenie zarządowi stowarzyszenia  absolutorium. Od kilku lat spotykamy się w różnych częściach Polski, aby wywiązać się z obowiązków, które wzięliśmy na barki. Praca społeczna jest absorbująca, a ułatwienia, które wchodzą w życie ( podpisywanie sprawozdania finansowego podpisem zaufanym, lub kwalifikowanym) raczej sprawę utrudniają niż ułatwiają przynajmniej  kiedy to jest ten pierwszy raz…

W każdym razie staramy się, aby spotkanie członków stowarzyszenia, którzy w większości są rodzicami dzieci  z zespołem Downa było atrakcyjne także dla dzieci – a właściwie dla  młodzieży. W tym roku Zakątek 21, Stowarzyszenie Rodziców i przyjaciół dzieci z zespołem Downa będzie obchodzić 21 marca dziesięciolecie swojego istnienia. Siłą rzeczy nasze dzieci, przez te lata kiedy wspólnie działamy, urosły i stały się nastolatkami. Z radością też patrzymy na to, że regularne ich spotkania choć dość rzadkie ( raz czy dwa razy w roku) sprawiły, że są grupą kumpli, którzy się lubią i dobrze się razem  bawią.

Zabawa w balonową siatkówkę.

Maks w drużynie z Krzysiem i Kasią przeciwko drużynie Bianki, Kuby i Tomka.

Druga zabawa rodem z wesela. Przy muzyce dookoła krzeseł bieganie i siadanie, kiedy muzyka ucichnie…

Finał zabawy –  wszyscy uśmiechnięci. Co prawda reguły zostały kilka razy nagięte, żeby nie powiedzieć – złamane, ale  w tym celu, żeby wszyscy dobrze się bawili i żeby nikomu nie było smutno, że odpadł. Zresztą to jest może charakterystyczne, że  dla nich liczy się przede wszystkim zabawa i uczestnictwo a nie to, kto zasiądzie na jedynym krześle, którym jak widać można się nawet podzielić!

W sobotę był kulig w Jaworzynce.  Co prawda śniegu już było mało, ale osoby organizujące kuligi są na to przygotowane i zamiast sań, konie ciągną bryczki.

Dzieci czekają na kulig. Dziękuję Marcie i Magdzie za zdjęcia.

Maks jedzie i migają tylko z bryczki jego szare rękawiczki- parafrazując” Pchłę Szachrajkę”

Nie wszyscy mogli jechać. Niektórzy musieli pomóc koniom i pchali wóz pod górkę.

Było zimno, dlatego wszyscy w szałasie grzali się przy ogniu i czekali na kiełbaski.

W zimny dzień dopiero docenia się moc ciepłego napoju!

Maks grzał nogi przy ogniu jak pozostali uczestnicy kuligu.

Maks jest chory

Nie pamiętam kiedy Maks miał ostatnio zapalenie oskrzeli. Jak wróciliśmy z Rowów tata Maksa miał przez dziesięć dni ostre zapalenie gardła, ale obeszło się bez antybiotyku. Natomiast  Maks od 15 sierpnia ciągle gorączkuje mimo, że co dwa dni chodziliśmy do lekarza i od tygodnia  bierze klacid i nebud.

Pobyt nad morzem jest już tylko wspomnieniem, a w świetle ostatnich chorobowych atrakcji jawi się mi jako czas niezwykle udany i piękny, więc z przyjemnością go wspominam…

Maks wiele czasu spędził w wodzie. Najczęściej z tatą.

Trochę pływał na dmuchanej orce, ale przede wszystkim dużo czasu był w wodzie.

Podobało mu się też skakanie przez fale.

Razem czekaliśmy na  zachody słońca…

Raz były grupowe zajęcia na plaży polegające na drużynowym budowaniu zamku z piasku.Maks nie zmienił w tej kwestii zdania i tak jak w poprzednich latach budowanie z piasku zupełnie go nie interesuje.

Zrobiliśmy fajną wycieczkę piesza do Latarni w Czołpinie, potem zeszliśmy nad brzeg morza. Doszliśmy do Czerwonej Szopy i wróciliśmy na parking. Cała trasa około 6 kilometrów. Przy okazji zobaczyliśmy co zmieniło się od naszego pobytu w 2010 roku

Wyremontowano stary budynek i będzie tu muzeum latarnictwa.

Droga ku latarni wiodła w słońca promieniach.

Niebieski szlak od latarni biegnie na brzeg morza

Zeszliśmy z wydmy i brzegiem morza doszliśmy do Czerwonej Szopy

Było gorąco, ale nad morzem upał był mniej odczuwalny. Jesteśmy dumni z Maksa, że bez marudzenia przeszedł z nami tę trasę. Pamiętam przecież czasy kiedy nie ruszaliśmy się z Albatrosa dalej niż nad brzeg morza…