Archiwum kategorii: zakątkowe

Po raz pierwszy w Kościele w Lesie Bielańskim  świętowaliśmy Dzień Osób z zespołem Downa. „Fundacja Little by Little” zaprosiła swoich sympatyków na uroczystą mszę 17 marca o 11.00. Kościół w Lesie Bielańskim  jest tym, w którym Maks był ochrzczony i jest bliski naszemu sercu.

Maks  z tatą zasiadł razem z podopiecznymi Fundacji w prezbiterium.

Oczywiście dzień osób z zespołem Downa obchodzimy 21.03. Tego dnia wszyscy zakładamy skarpetki nie do pary…

W zeszłym roku na portalu Niepelnosprawni, ukazał się artykuł, Oswajanie zespołu Downa

w którym przypomniano naszą rodzinę, co było dla nas dużym zaskoczeniem.

 

W oczekiwaniu na 18 urodziny

Za miesiąc Maks skończy 18 lat z tej okazji poprosiłam koleżanki, żeby ufetować go kartkami z życzeniami. I oto  15 maja, przyszły pierwsze życzenia , od koleżanki Maksa Oli, z którą był z zeszłym roku w Pieninach!

Bardzo dziękujemy!

18 maja Maks dostał życzenia od Krzysia i Jego Rodziców. Bardzo Wam dziękujemy.

24 maja dostał kartkę od Babci Piotra – dziękujemy!

29 maja przyszły trzy kartki z życzeniami:

30 maja Maks dostał kartkę z życzeniami od Partycji. Na kartce kolorowe balony, podobne do tych, które widzieliśmy rok temu pod Trzema Koronami. Dziękujemy bardzo za życzenia.
2 czerwca Maks dostał życzenia od Sary

Od Gabrysia

Od Ewy i Andrzeja

Oraz od Krzysia dwie kartki i  Maks poczuł się jak król…

Ze wszystkich kartek postanowiłam zrobić album scrapbooking’owy, żeby Maks mógł je sobie często oglądać.

6 czerwca Maks dostał paczkę z „Niezwyczajnej szkoły” z Józefowa, od grupy „Żabki”. W paczce było sześć kartek z życzeniami i gra memo „Garwolin”. A także dwie kartki od koleżanki Ady i kolegi Igora, z którymi spotyka się na wakacyjnych wyjazdach.

Wszystkim nadawcom bardzo dziękujemy i jak obiecałam , tam gdzie jest adres zwrotny będziemy pisać odpowiedź.

Przeczytaliśmy wszystkie życzenia i dziękujemy:

Karolowi i Martynce,

Antkowi i Zosi,

Stasiowi,

i Szymonowi. Od razu zagraliśmy w memo o Garwolinie i Maks mnie ograł!

Dziękujemy Waszej Pani, która Wasze listy do nas przysłała.

Kartka od Ady rozłożyła się w urodzinowy tort ze świeczkami i Maks od razu nabrał powietrza, żeby je zdmuchnąć! Dziękujemy bardzo.

Od Igora i jego Rodziców Maks dostał kartki z życzeniami o stylistyce, która jest mu bliska i oczywiście jest nią garnitur. Ten niebieski, a koszula z guzikami. Dziękujemy Wam serdecznie.

9 czerwca Maks dostał kartkę od Ewy i Kuby. Kartka po zeskanowaniu kodu QR , ożywa i torcik kręci się i śpiewa piosenkę. Czego to ludzie nie wymyślą.

Maks tak ucieszył się z życzeń dla „starego konia”. Bardzo Wam dziękujemy.

12 czerwca przyszła kartka od Macieja i Kasi z dalekiej Kalifornii. Całujemy Was mocno!

13 czerwca przyszła kartka od Julka i Jego Rodziców.

Po zdjęciu marynarki i rozpięciu koszuli Maks zobaczył życzenia od Zakątkowych przyjaciół.

Potem Maks skupił się na wspomnieniach z wyjazdów z Zakątkiem 21, które dostał w albumie. To cudowna pamiątka, zdjęcia sprzed 11 lat, których części nigdy nie widzieliśmy.

Jesteśmy wzruszeni i bardzo Wam dziękujemy!

14 czerwca Maks dostał kartki z zyczeniami:

Od Maggi i Marka.

Od Kasi i Szymka.

Od Ity,Heli, Klemensa, Atanazego i Piotra.

 

Od Anny I Pawła. Bardzo Wam dziękujemy…

Na grzyby

Ośrodek Leśny Zakątek z jednej strony ma jezioro Ciechomickie, a z pozostałych stron otula go las. Ponieważ w pobliżu mieszkają w większości letnicy, więc w październiku, kiedy pojawiają się grzyby, codziennie można je zbierać. Przyznam, że po raz pierwszy widziałam taki wysyp grzybów, choć oczywiście tych jadalnych było zdecydowanie mniej.

Maks miał okazję zobaczyć prawdziwe runo leśne w pełnym rozkwicie.

Spacerowaliśmy po lesie……i nad brzegiem jeziora, ale Maks raczej nie był zadowolony.

I najchętniej na siedząco kontemplował uroki grzybobrania.

Znaleźliśmy w lesie sporo szałasów, które zbudowali w wakacje harcerze.A i na placu zabaw, patrzenie przez lunetę dawało więcej radości niż chodzenie na grzyby, chyba, że towarzyszyła nam mała koleżanka i obaj chcieli pchać jej wózek po leśnych duktach.Wieczorami, kiedy już grzybów nie można  było zobaczyć, a powodu braku światła, można było z czystym sumieniem oddać się grom planszowym.29 września w Dzień Kawy ośrodek zaprosił nas do kawiarni na kawę.

Wieczorami chodziliśmy potańczyć na dyskotece, albo pośpiewać  karaoke

W niedzielę było ognisko z kiełbaskami i okazja do lepszego poznania innych uczestników turnusu.

Na koniec jednak wybraliśmy się znów na grzyby i dzięki temu w wigilię będą uszka z grzybami do barszczu.

 

Przełęcz Szopka (Chwała Bogu)

Pierwszego dnia wyszliśmy ze schroniska „Trzy Korony” kierując się za znakami żółtego szlaku na Przełęcz Szopka. Nasze schronisko jest pięknie położone i prezentuje się imponująco z pierwszego odcinka szlaku na przełęcz.

Schronisko „Trzy korony” widziane ze szlaku.

Sam szlak wiedzie wyjątkowo malowniczym wąwozem szopczańskim, w którym (według legendy) górale uratowali króla Jana Kazimierza przed Szwedami – co opisał w „Potopie” Henryk Sienkiewicz. Maks dreptał raźno w górę i podziwiał cuda natury.

Wąwóz jest głęboko wcięty i czujemy się w nim tacy maleńcy…
… ale zawsze można oprzeć się na Mamie!
Mijamy strumyk, w którym można zanurzyć ręce.

Skalisty wąwóz kończy się na granicy lasu i dalej w górę prowadzą drewniane schody. Tata zrezygnował z wchodzenia na schody, a Maks z Mamą cierpliwie tuptając doszli do celu.

Na Przełęczy Szopka

Z góry schodzi się znacznie szybciej, trzeba tylko uważać aby się nie poślizgnąć na schodach i skałkach. Na końcu szlaku powrotnego – tuż pod schroniskiem – czekał na nas piękny widok na szczyt Trzech Koron.

Maks dociera do finiszu wyprawy.

Czerwony Klasztor (x2)

Na drugim (słowackim) brzegu Dunajca stoją zabudowania Czerwonego Klasztoru. Został ufundowany w XIV wieku, a zamieszkiwali go najpierw Kartuzi, a potem Kameduli. Czerwony Klasztor został uznany za narodowy zabytek Słowacji i jest udostępniony do zwiedzania – stanowi jedną z atrakcji w Pieninach.

W Czerwonym Klasztorze byliśmy dwa razy – drugiego i przedostatniego dnia naszego wyjazdu. Za pierwszym razem przeprowadziliśmy swego rodzaju „rekonesans”, a za drugim razem obejrzeliśmy dokładnie te miejsca, które poprzednio nas zachwyciły.

Na słowackim brzegu Dunajca mamy drogowskaz z czasami i wysokościami (npm)
Brama wjazdowa ma częściowo oryginalne sklepienie z ceglanych elementów.

Nazwa „Czerwony Klasztor” pochodzi właśnie od koloru elementów konstrukcyjnych: sklepień i obramowań: okiennych oraz drzwiowych.

Podczas pierwszej wizyty widoki były przesłonięte chmurami (tutaj widok z trzeciego dziedzińca)…
… ale za drugim razem mieliśmy piękną panoramę na Trzy Korony.
Widok na bryłę kościoła przy zachmurzonym niebie…
… i w pełnym słońcu. Warto zwrócić uwagę na konstrukcję okna – jest wykonana z czerwonych, ceramicznych elmentów.

Wnętrza kompleksu klasztornego można zwiedzać – nie jest sprawowany w nim kult. W kilku salach znajdują się eksponaty z epoki świetności tego miejsca, a w jedynym ocalałym domku kamedulskim – rekonstrukcja siedziby mnicha. Największe wrażenie zrobiły na nas: wnętrze jednonawowego kościoła oraz refektarz zakonny.

Nawa kościoła św. Antoniego Pustelnika. Piękna dekoracja sklepień o konstrukcji palmowej.
Widok na chór. W kościołach kamedulskich nie wprowadzano muzyki organowej.
Przepiękne sklepienie siatkowe w refektarzu. Nigdy takiego nie widzieliśmy.
Stalle i elementy fresków w refektarzu.
Maksa zainteresował najbardziej rynsztunek żołnierza husyckiego. Husyci złupili Czerwony Klasztor w XV wieku.
Drewniane figury czterech Ewangelistów.
W miejscu pracy i modlitwy mnicha kamedulskiego (w jedynym ocalałym eremie).
Strój (habit) kameduły-chórzysty…
… ale to współczesny eksponat, który został wypożyczony z polskich Bielan – pytanie tylko czy z krakowskich, czy z warszawskich?

Na zakończenie zwiedzania, na pierwszym dziedzińcu, w karczmie „Pod Lipą” polecamy spróbować miejscowego piwa „Romuald”, nazwanego na cześć założyciela zakonu Kamedulskiego.

Wiślica – krótki przystanek podczas podróży w góry

Jak czytelnicy tego bloga wiedzą, na sylwestra 2022 pojechaliśmy ze stowarzyszeniem „Bardziej Kochani” na Ponidzie. Zwiedzaliśmy Jędrzejów, Pińczów, Szydłów, Kurozwęki i Wiślicę. Niestety, muzeum w Wiślicy było zamknięte. Trwał remont. Ponieważ koniecznie chciałem zobaczyć romańską Płytę Wiślicką (Płytę Orantów), zahaczyliśmy o maleńkie miasteczko słynne ze swej przeszłości.

Wejście do kolegiaty wiślickiej, ufundowanej przez Kazimierza Wielkiego

Muzeum archeologiczne zostało otwarte tydzień wcześniej – po gruntownej modernizacji. Mogę odpowiedzialnie napisać – jest imponujące. Trasa biegnie pod ziemią – wokół fundamentów kolegiaty wiślickiej. Oglądamy fundamenty poprzednich kościołów, które stały w tym miejscu, zabytkowe znaleziska wykopane w czasie prac, fenomenalne prezentacje multimedialne – rozwoju grodu, budowy świątyń, historii życia w grodzie, walk rycerskich… No i oczywiście oglądamy płytę orantów, która najprawdopodobniej przedstawia Henryka Sandomierskiego, XII-wiecznego władcę tego regionu Polski.

Wejście do muzeum
Zdjęcie nie oddaje szerokiego na 10 metrów filmu wyświetlanego w pierwszej sali muzeum
Opowieść o średniowiecznych rycerzach
Na trasie zwiedzania – w tle widać fundamenty kolegiaty wiślickiej
Trójwymiarowa wizualizacja budowli, których już nie ma
Płyta Wiślicka – część dolna
Płyta Wiślicka – widok na całość posadzki wraz z podstawami kolumn

Jeśli będziecie kiedyś w pobliżu Wiślicy – zajrzyjcie koniecznie do Muzeum Archeologicznego. Będziecie oczarowani!

Zamek rycerski w Sobkowie – wakacje 2022 rozpoczęte

Wyruszyliśmy na południe Polski – w góry. Ale po drodze zatrzymaliśmy się na jeden dzień na Zamku rycerskim w Sobkowie. Szukaliśmy noclegu mniej więcej w połowie drogi z Warszawy do Sromowców Niżnych, a ponieważ na sylwestra 2022 byliśmy na wyjeździe na Ponidziu – znaleźliśmy lokum właśnie w tej krainie.

Zamek w Sobkowie to hotel w odrestaurowanych zabudowaniach gospodarczych otaczających malownicze ruiny „właściwego” zamku rycerskiego.

Zabudowania hotelowe – jedno z trzech skrzydeł
Maks z ruinami zamku w tle
Korytarze w hotelu są imponujące
Dawna broń, obrazy i zdobienia!

Po przyjeździe wyszliśmy na krótką przechadzkę po okolicy. Zamek Sobków leży nad rzeką Nidą (wszak to kraina o nazwie Ponidzie!).

Wychodzimy poza mury zamkowe
Doszliśmy (nie było trudno) nad Nidę
Po chwili dołączyła do nas szkółka jeździecka z zamkowej stajni
Na dziedzińcu zamkowym stoją rozmaite modele dawnego uzbrojenia

Kolację zjedliśmy w salach oddających klimat dawnych, świetnych czasów Sobkowa. Kuchnia „zamkowa” – pierwsza klasa!

Czekamy na potrawy – jest z nami Adam ze swoją Mamą – Panią Bożeną
Maks był zafascynowany drugą salą – bogato wyposażoną i udekorowaną

Mama Maksa wyszła po cichutku wieczorem – kiedy zmęczeni zasypialiśmy – i zrobiła nastrojowe zdjęcia parku oraz ruin.

Sobkowski park w nocy
Pięknie podświetlone ruiny zamku
Inne, nocne ujęcie zamkowych ruin
Wejście do naszej „kwatery”

Po dziedzińcu Zamku w Sobkowie chodzą dumne pawie, a rano można podziwiać ptaki drapieżna m.in. sowy.

Paw, który nie boi się gości
Paw puszy ogon w drzwiach sali balowej

Jeśli jeszcze raz będziemy w tamtych okolicach tj. na Ponidziu, pomiędzy Jędrzejowem a Pińczowem – niechybnie zawitamy do gościnnego Zamku Rycerskiego w Sobkowie, który wszystkim czytelnikom bloga polecamy!