Archiwum kategorii: szkoła

Zaczęły się wakacje

Nie zauważyłem prawie, że  skończył się rok szkolny. Nie było oficjalnego zakończenia roku szkolnego, nie było rozdania świadectw. Po prostu w piątek  26 czerwca spotkaliśmy się po raz ostatni na lekcji on line. Pani Edyta życzyła nam udanych wakacji, a  potem z Panią Beatą zrobiliśmy wakacyjną kartkę.

Pani Beata życzyła nam udanych wakacji i wyraziła nadzieję, że we wrześniu spotkamy się normalnie w szkole.

Zaraz w poniedziałek ruszaliśmy na południe odwiedzić Igora, a od niego mieliśmy jechać do Murzasichla na turnus z Zakątkiem 21.

Wyjście do szkoły w Dzień Matki

Dzisiaj po raz pierwszy od 11 marca wyszedłem z domu, żeby pojechać na godzinne zajęcia rewalidacyjne z komunikacji alternatywnej. Założyłem maseczkę tak jak mama i tata i pojechaliśmy do szkoły.

W szkole było jakoś zupełnie inaczej i przyznam, że zbiło  mnie to zupełnie z tropu. Zaraz przy wejściu zobaczyłem biały pojemnik, którego nigdy wcześniej tam nie było. Mama go nacisnęła i płyn, który wypłynął roztarła na dłoniach, a potem powiedziała , że ja też muszę zdezynfekować ręce. Kiedy to robiłem przyszła Pani Basia, nasza szkolna pielęgniarka z dziwną przesłoną na twarzy i zmierzyła mi temperaturę! Potem uśmiechnęła się i pokazała, że termometr wyświetlił moją temperaturę na zielono, więc mogłem pójść dalej, ale wtedy zobaczyłem rząd krzeseł, które stały w poprzek korytarza. Na ich oparciach przyklejono dłoń ze znakiem „Stop!” Mama została przed krzesłami, a ja przeszedłem dalej zdezorientowany i trochę  przestraszony, usiadłem na krześle. Pani z szatni przyniosła mi kapcie, a mama zniknęła za drzwiami…

Co się dzieje w mojej szkole? Poszedłem na górę na zajęcia z Panią Edytą. Chwilę później przyszła Amelka i minę miała, tak jak ja – nietęgą. Pani Edyta od razu zauważyła, że jesteśmy przestraszeni i zaczęła nas rozśmieszać, żebyśmy doszli do siebie…

Godzina szybko nam minęła. Dostaliśmy do domu zadanie, żebyśmy przygotowali rodzicom do picia to, o co nas  poproszą. Wyszedłem ze szkoły z mamą i przyznam, że odetchnąłem z ulgą. Ulica wyglądała tak jak ją pamiętałem…

Poszliśmy z mamą do samochodu, a po drodze w sklepiku kupiliśmy kwiaty na urodziny Mary. Na ulicy było mało osób, a pani w sklepie miała maseczkę na twarzy, tak jak moi rodzice i ja …

W domu zupełnie zapomniałem o co prosiła  nas Pani Edyta i zdziwiłem się, kiedy mama pokazała mi nagraną wiadomość od Pani Edyty. Nie było mi to na rękę, bo właśnie grałem w grę, ale w końcu dziś jest Dzień Matki, więc zszedłem do kuchni i zrobiłem rodzicom zieloną herbatę, tak jak sobie zażyczyli.


Dziś miałem bardzo pracowity dzień. Z samego rana, razem z dziewczynami z klasy i Panią Beatą, zrobiłem  na lekcji online laurkę z okazji Dnia Matki. Po powrocie ze szkoły zrobiłem laurkę dla Mary, no i przyznam, że mam wiele spraw do „przetrawienia” po dzisiejszym pójściu do szkoły. Co najdziwniejsze wszystkie osoby, które spotkałem w szkole były bardzo ożywione i zadowolone w przeciwieństwie do nas – uczniów…
Mama powiesiła moją laurkę w widocznym miejscu i mocno mnie ucałowała!

 

 

Przestrzeń dla mnie – w kuchni…

Najbardziej lubię siedzieć przy komputerze. Moja siostra kupiła mi grę „Gwiezdne Wojny” i lubię w nią grać. W kuchni lubię zjeść kanapki, albo ciasto, ale nie lubię czynności kuchennych: takich jak zmywanie, czy obieranie warzyw na zupę.
W związku z tym, że moje rodzeństwo ma dużo czasu i robi w domu obiady zostałem „zaproszony” do pomocy przez Marcina.
Marcin robił zupę z cukinii i zażyczył sobie, żebym obrał warzywa. Marcinowi trudno odmówić, nie chciałem, ale poszedłem. Czego się nie robi dla starszego brata?

Nie lubię obierać warzyw, ale ktoś to musiał zrobić.

Mama wymyśliła, że  w kwarantannie dobrze jest upiec ciasto. Ciasto zdrowe, marchewkowe, żeby wszystkim  słodko było, by się w domu nie nudziło!

Ja tam w domu się nie nudzę i przyznam, że lubię jeść ciasto, ale to nie znaczy od razu, że chcę je zrobić sam! Mogę trochę  pomóc, ale bez przesady…

Mama wymyśliła akcję” daj dziecku przestrzeń w kuchni”.  Wynalazła z Zakątka 21 przepis koleżanki na ciasto marchewkowe i postanowiła, że ja sam je zrobię!

Zaczęło się od obierania marchwi i starcia jej na drobnych oczkach tarki. Zrobiliśmy to pół na pół. Jedną marchew mama – drugą ja, żeby starta marchew wypełniła dwie szklanki

Tarcie nie idzie mi dobrze, ale jakoś trochę tej marchwi starłem!

Potem mama oddzieliła żółtka od białek z 4 jajek. Przygotowała dwie szklanki cukru, wyjęła mikser i ja to musiałem ubić. Białka z cukrem, a do ubitych białek dodałem 4 żółtka.

Uwierzycie, że jak ubijałem te jajka mikserem to rozbolała mnie ręka? Pokazywałem to mamie, ale ona powiedziała, że to jeszcze nie koniec, że muszę dodać 1 szklankę i 1/4 szklanki oleju do tych ubitych z cukrem jajek.

Po dodaniu oleju przyszła pora na dodanie  2 szklanek mąki wymieszanych z 2 łyżeczkami cynamonu, 2 łyżeczkami proszku do pieczenia i 2 łyżeczkami sody.

Widzicie moją minę? miałem już tego ciasta dosyć! Ale to jeszcze nie był koniec, bo czekała jeszcze marchewka starta na tarce. Mama wyłożyła blachę papierem do pieczenia a ja zacząłem mieszać startą marchew z ciastem.

Pozostała ostatnia czynność – wylanie ciasta na blachę! UFF koniec. Jak to zrobiłem pobiegłem myć ręce i resztę zostawiłem mamie. Mama do części ciasta dodała rodzynki i pokrojone orzechy i wstawiła placek do piekarnika. Ciasto marchewkowe piecze się w 175C przez 40 minut.

Upieczone ciasto było super. Można do niego jeszcze zrobić krem ze 150g  masła, 120 g cukru i 200g serka białego, ale zanim mama się wzięła za krem, to już rodzeństwo moje zjadło pół ciasta.

Jeśli byście chcieli  zrobić takie ciasto to podaję składniki

2 szklanki startej surowej marchewki

2 szklanki cukru

4 jaja

1 i 1/4 szklanki oleju

2 szklanki mąki wymieszanej z 2 łyżeczkami cynamonu, 2 łyżeczkami proszku do pieczenia i 2 łyżeczkami sody

można dodać posiekane orzechy, rodzynki

Smacznego!

 

 

 

Zajęcia szkolne w domu, w czasie kwarantanny

Minął już miesiąc jak siedzę w domu i nie chodzę do szkoły. Od poniedziałku do piątku łączę się przez internet  z kolegami z naszej klasy, a Pani Beata prowadzi z nami zajęcia on line!!! Zawsze jest bardzo wesoło i robimy różne prace plastyczne. Pani Beata ma dla nas dużo cierpliwości i czyta nam w odcinkach różne książki. Przeczytaliśmy razem „Cudaczka wyśmiewaczka”, a teraz czytamy „Reksia i Pucka” opowieść Jana Grabowskiego o dwóch szczeniaczkach.

 

Oprócz spotkań „na żywo” mama dostaje na  maila karty pracy do wydrukowania, które potem razem robimy. Z tej okazji musieliśmy kupić sobie nową drukarkę, bo do starej tusz jest strasznie drogi.

Dostajemy mailem filmiki z Panem Adamem i Panem Marcinem, które bardzo lubię oglądać. Pokazują na nich jak mam ćwiczyć, ale ja najbardziej lubię im kibicować. Nie myślcie sobie, że mama nie ćwiczy ze mną. Codziennie 10 minut przed śniadaniem robimy ćwiczenia Pana Adama z piłeczką.

Pani Edyta, która prowadzi w szkole lekcje gotowania, zachęca mamę, żeby dała mi przestrzeń w kuchni, a wiecie, że moja mama jest chorobliwie ambitna  więc nie zostawiła takiej propozycji bez echa. Ale o tym co robię w kuchni opowiem później.

Teraz pokażę Wam co zrobiłem w dużym skrócie.


Przedstawienie szkolne „Listy do M…”

W tym roku fabuła przedstawienie szkolnego osnuta była na treści listów, które dzieci i rodzice napisali do Świętego Mikołaja i muzyka korespondowała z treścią listu- życzenia.

Białe święta, prosimy o śnieg…Maks wcielił się w rolę polarnego niedźwiedzia – pomocnika Mikołaja od coca-coli…

Na koniec zimne ognie powędrowały do wiaderka z wodą.

Przedstawienia szkolne dostarczają nam rodzicom wielu wzruszeń. Na koniec wszyscy aktorzy są oklaskiwani przez wzruszonych widzów.


Po przedstawieniu poszliśmy do naszej sali. Tam złożyliśmy sobie życzenia. Każdy z uczniów podarował bombkę ze swoim zdjęciem rodzicom.

Urodziny Placu Wilsona

Myślałem, że tylko ludzie obchodzą urodziny, a dziś na festynie w szkole dowiedziałem się, że Plac Wilsona jutro-15 września- będzie obchodził swoje urodziny. Nie wiem tylko które?!

Dzisiaj jest sobota, więc chciałem spokojnie posiedzieć sobie przy komputerze, ale mama powiedziała, że na festynie będą moi koledzy, więc zgodziłem się pójść.

Byliśmy prawie na czas, czyli kilkanaście minut po jedenastej. Były moje koleżanki, ale kolegi z klasy nie było żadnego! Była za to estrada, dmuchańce i pawilony z atrakcjami.

Zjechałem sobie dwa razy. Chyba już robię się stary, bo jakoś nie chce mi się wdrapywać na dmuchańca po to by zjechać i znowu się wdrapywać! I właściwie to mama mnie namówiła, bo chciała mi zrobić zdjęcia. Moja mama lubi wspomnienia. Ciągle robi zdjęcia mnie i mojemu rodzeństwu, więc nikt z nas za tym nie przepada, ale dajemy jej tę przyjemność i się nie sprzeciwiamy, no chyba, że robi się to już uciążliwe…

Potem tańczyłem z Panią Dominiką, która w naszej szkole prowadzi dodatkowe zajęcia z zumby. Może mogłem wejść na scenę jak moje koleżanki, ale jakoś przestałem mieć parcie na scenę. Wiem, że jestem dobry i to mi wystarcza.

Po prezentacji zumby nasza grupa capoeiry miała swój występ.

Potem mama chciała dostać sadzonkę palmy i wkręciła mnie w jej sadzenie, tak jakby sama nie mogła pójść i poprosić o nią.

Sukces jest palma. Mama oczywiście zapytała chłopaka, który rozdawał sadzonki – co to za palma? Usłyszała, że to „zwykła palma”… To jej nie wystarczyło, bo zwykłą (daktylową) palmę to my już mamy i wygląda zupełnie inaczej. Jak  myślicie, czy to jest sadzonka  Chamedory wytwornej czy Dypsis Lutescens?

Potem musiałem powąchać  wszystkie zioła w ziołowym pawilonie i zrobić sól  z cząbrem.

Ucierałem sól z cząbrem i ucierałem… ucieszyłem się jak przyszła kolejna osoba chętna do ucierania swojej soli z suszonymi ziołami, bo wtedy moją sól wsypałem do torebki i mogłem sobie odpocząć.

Festyn trwał do godziny 15.00 i zakończył się występem solisty zespołu dysco polo, ( był z DJ Sebi, bo jego kolega zachorował dwa dni temu). Uatrakcyjniał swój występ rzucając widowni pocztówki ze swoim zdjęciem. Ponieważ nie zbieram  fotosów, to nie wiem kto występował, a mama  nie usłyszała czy to był zespół Bayer czy Fire? Dacie wiarę?!

Rok zmian rozpoczęty

Dzisiaj byłem w szkole. Spotkałem kolegów i koleżanki z klasy i Julka, z którym jeździmy na  turnusy i na zloty.  Pani Dyrektor przedstawiła  nowych pracowników szkoły i naszą nową wychowawczynię Panią Beatę. Dlatego nie ruszyliśmy się z krzeseł kiedy Pani Edyta podawała róże swoim nowym uczniom. Właśnie Julek będzie  w klasie Pani Edyty.

My mamy nowa wychowawczynię, nowa salę lekcyjną, nowy plan lekcji. Na szczęście wszyscy koledzy są starzy, więc  w znanej grupie łatwiej przystosować się do zmian.

Nasza Nowa Pani lubi zwierzęta i przyrodę. Będziemy chodzić na wycieczki. Lubi też teatr, tak jak my. Przygotowała serca z naszymi imionami. Moja mama bardzo się zdziwiła, kiedy Pani Beata pokazała serce z moim imieniem i spytała czy jest chłopiec o tym imieniu.

-Tak, powiedziałem i podniosłem rękę.

Potem pokazała serce z napisanym imieniem Amelki. Amelka nie patrzyła na serce, więc powiedziałem – Amelka, że to jej imię pokazuje Pani. I wtedy moja mama zrobiła oczy jak talerze. Ona naprawdę mnie nie docenia!

Po lekcjach pojechaliśmy z Oliwią i naszymi mamami, żeby kupić zeszyty i bloki, o które poprosiła Nasza  Nowa Pani. Jutro zaczynamy lekcje w klasie 7a

Myślałem , że gorzej zniosę te wszystkie zmiany, ale dobrze się trzymam. Byłem z Oliwią w sklepie i kupiliśmy wszystko co poleciła nam Nasza Nowa Pani.

Koniec roku szkolnego

Ten koniec roku szkolnego zapamięta cała moja rodzina i to nie dla tego, że wyjątkowo przypadał na środę, przed Bożym Ciałem.

Ten dzień rozpoczął się przyjazdem karetki pogotowia pod nasz dom. Tata, który miał jechać do Otwocka do ECZ na  wizytę kontrolną i wyjęcie cewnika, poczuł się bardzo źle. Miał kłopoty z oddychaniem i mama wezwała karetkę. Ratownicy przyjechali bardzo szybko. Zrobili tacie EKG, podłączyli kroplówkę z adrenaliną i podali tacie maskę z tlenem do oddychania. Potem przenieśli go na nosze i zabrali karetką do szpitala Bródnowskiego.

Byłem w moim pokoju i słyszałem jak karetka odjechała na sygnale. Moja siostra Marysia pomogła mi przygotować się do wyjścia do szkoły i razem z Oliwią i jej mamą pojechaliśmy pożegnać szóstą klasę i Naszą Panią, która we wrześniu będzie wychowawczynią pierwszej klasy.

W szkole spotkałem kolegów i Naszą Panią i właściwie wszystko było takie zwyczajne, jak już wcześniej na zakończenie roku szkolnego…jedyną zmianą było to, że nie było ze mną mamy, ale była Marysia- moja najstarsza siostra.

Nasz klasa znów zabłysła i Iga z Olkiem odebrali dla nas nagrodę.

Potem tańczyliśmy zumbę i pokazaliśmy czego nauczyliśmy się w ciągu minionego roku.

W końcu skończyła się część oficjalna  i poszliśmy do naszej sali.

Wycałowaliśmy Naszą Panią i podziękowaliśmy Jej za to, że była dla nas jak DRUGA  MAMA!

Każdy z nas dostał świadectwo podsumowujące nasze osiągnięcia.


Właściwie już kilka razy kończyliśmy rok szkolny, więc jeszcze nie dotarło do nas to, czym to zakończenie różni się od poprzednich…Od września, w siódmej klasie będziemy mieć nową wychowawczynię, a Nasza Pani będzie miała pierwszaki… Na szczęście będzie miała z nami kilka godzin lekcji, więc nadal będzie nas uczyć, choć już nie będziemy Jej klasą!

Wróciłem do domu, a mamy nie było. Moje starsze rodzeństwo miało smutne miny i popłakiwali po kątach. Oni wiedzieli, że tata dostał zatoru płucnego. Jeden skrzep dostał się do prawej komory serca,  a inne były w tętnicach płucnych i tylko operacyjne wyjęcie tych zakrzepów mogło uratować życie naszemu tacie.  Dr Szadryn z SORu na Bródnie szybko i trafnie zdiagnozowała taty problem i znalazła szpital, który podjął się operacji.

O 13.00 tatę przewieziono ze szpitala na Bródnie do szpitala Medicoveru na Wilanowie.

O 14.00 przewieziono go na salę operacyjną gdzie dr Zieliński po trwającej 6 godzin operacji  usunął wszystkie skrzepy i tym samym uratował życie naszego taty!

Mama i Mateusz wrócili do domu przed 22.00. Powiedzieli, że rozmawiali z dr Zielińskim, który jest zadowolony z przebiegu operacji, która się udała!

I dopiero wtedy odetchnęliśmy z ulgą!