Archiwum kategorii: zabawy

Moje imieniny

Wszyscy mówią na mnie MAKS, ale ja mam na imię Maksymilian. Co roku 14 sierpnia mam imieniny. W tym roku było super, bo odwiedzili mnie Józio i Corinne – moi kuzyni z Connecticut. Józio jest pół roku starszy ode mnie, a Cora jest dziewięć miesięcy młodsza.

Piniata jednorożec, którą potraktowałem łagodnie w czerwcu, dostała drugie życie. Mama ją podkleiła i napełniła słodyczami. Zrobiła torcik z bitą śmietaną i borówkami.  Napełniła basen wodą i wszystko było gotowe na imieninowe party w basenie.

Napełniliśmy balony wodą i rzucaliśmy do siebie.

Jak już znudziło nam się siedzenie w wodzie zabraliśmy się za rozbijanie piniaty.

Było bardzo wesoło. Józio w drugim podejściu rozbił jednorożca i wysypały się słodycze.

Dostałem grę  planszową Ubongo. Józio i Cora zostali zaproszeni go gry.

Corze układanie wzorów wychodziło najlepiej.

Potem zaczęliśmy strzelać z łuku.

Kibicowaliśmy Corze.

A potem Cora kibicowała nam…

…Józiowi i mnie.


Kiedy trafiłem w tarczę robiłem różne pozy zwycięzcy czym mocno rozśmieszałem mamę i ciocię.
Józio pomagał mi nakładać i zdejmować strzały, więc miałem dużo czasu i  mogłem dać z siebie wszystko.

To były moje najfajniejsze imieniny. Nagraliśmy też życzenia dla Kasi i Maćka, bo tego dnia oni świętowali piątą rocznicę ślubu.

Termy Bania

W ostatni dzień pobytu na turnusie pojechaliśmy do Białki Tatrzańskiej, gdzie są baseny z wodą termalną. Przyjechaliśmy około dziesiątej.

Zaczęliśmy od zjazdu pontonem. Na basenie było jeszcze mało ludzi więc dość krótko czekaliśmy  na swoją  kolej. Ponton mknął szybko i poczuliśmy z mamą ulgę, gdy wyjechaliśmy z rury do basenu.

Bawiliśmy się wesoło w symulowanym nurcie rzeki i w falującej wodzie. Fajnie było dać się ponieść nurtowi i dryfować w kole, szczególnie tam gdzie woda mocno falowała.

Termy Bania mają także baseny na wolnym powietrzu, ale tego dnia było chłodno i  nad wodą w basenie unosiła się delikatna mgiełka. Dlatego też głównie korzystaliśmy z basenów  pod dachem.

Po trzech godzinach zabawy byłem mocno zmęczony i ucieszyłem się, że wracamy do domu.

Dziękuję koleżankom mamy: Pani Angeli i Pani Marcie za zrobienie nam zdjęć

Zabawa z sylabami

Czas siedzenia w domu zmusił mnie do regularnego odrabiania lekcji  z Maksem. Przy okazji zorientowałam się, że to czego kiedyś nie potrafił ( układanie liter pod wyrazami) teraz w jakiś sposób dobrze mu idzie. Postanowiłam ponowić próby czytania sylab. Generalnie Maks nie lubi czytać pseudowyrazów, składanych z losowo wybranych sylab, które nic nie znaczą w języku polskim. Może dlatego, że  lepiej rozumie konkrety…

Zainwestowałam czas w przygotowanie pomocy i z nadzieją zasiadłam koło Maksa.  Po tym jak łatwo układał litery pod obrazkami, spodziewałam się że sylaby pójdą nam równie dobrze. Nie poszły! Pierwsza próba prawie mnie zniechęciła. Maks w ogóle nie chciał tego robić. Następnego dnia było trochę lepiej i postanowiłam namówić tatę Maksa, żeby zamiast hasła na komputer Maks musiał ułożyć kilka wyrazów z sylab i tak zaczęła powstawać nowa gra, którą będziemy w mam nadzieję modernizować.

Zderzenia samochodowe – zabawy z Numiconem

Nowa zabawa z klockami Numicon. Wybieramy dwa samochody i stawiamy je na „parkingu”: duży, na którym kładziemy jednostkowy klocek Numicon i drugi samochód mały, na którym wartość numiconowa będzie większa np. dwa. Każdy z graczy ma dwa ruchy, w trakcie których stara się tak rozpędzić swoje auta, żeby zderzyły się z autami na „parkingu”. Jeśli uderzy w duży samochód dostaje 1 punkt, jeśli uda mu się zderzyć z małym dostaje dwa punkty. Jeśli nie uda mu się zderzyć z którymś z aut na „parkingu” dostaje zero punktów, czyli kwadrat białego papieru. Gracze korzystają z tych samych samochodów, które rozpędzają kiedy nadchodzi ich kolej. Zebrane punkty (z klocków Numicon) układa się na podpisanej kartce, a po zakończeniu gry liczy się punkty układając je na białej planszy Numicon. Wygrywa ten, kto zdobędzie najwięcej punktów.

Auta na naszym „parkingu”.


Najlepsze zderzenia Maksa.

Wyjątkowo udane zderzenia taty.

Start mamy.

Po  kilku rundach podliczono punkty.


Na wyniki ułożone z kolejnych rzutów położono klocki, które pokazują wynik sumaryczny.

I okazało się, że do wyłonienia zwycięzcy potrzebna jest dogrywka.

Wynik dogrywki widać na kolejnym zdjęciu.

Maks zdobył jeden punkt, a tata dwa.

Wynik po zsumowaniu punktów i na koniec uporządkowanie wyników w malejącej kolejności.

Wygrał tata mając jedno zderzenie więcej niż Maks.

Zabawy z numiconem

Znacie klocki Numicon? Ja znam i przyznam się Wam, że wcale za nimi nie przepadam. Długo leżały na półce nieużywane i nagle dziś mama zniosła je do kuchni. Zawołała nawet tatę co zdziwiło mnie jeszcze bardziej.

Kiedy na stole postawiła miskę z wodą zupełnie zdębiałem! Będziemy rodzinnie myć te klocki? To byłaby przesada bo one były w pudełku i wcale się nie zakurzyły.

Mama zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Przygotowała fajną zabawę. W misce pełnej wody zwodowała statek (nakrętkę po nutelli) i każdy z uczestników zabawy miał dokonać abordażu swoim piratem (czyli koralikiem)   na statek (czyli upuścić koralik tak, żeby znalazł się na nakrętce) Pozostali uczestnicy mają za zadanie przeszkadzać piratowi i dmuchać w statek, żeby pirat spadł do wody i się utopił. Jeśli pirat znajdzie się na statku gracz dostaje jeden klocek numiconu,  jeśli utopi się dostaje kawałek papieru czyli nic!

Mama dmuchała jak tylko mogła , ale mój pirat wskoczył na statek!

Ja się ucieszyłem i zdobyłem kolejny klocek Numiconu.

Mama wrzucała swojego pirata, ale słabo jej poszło, bo my z Tatą dmuchaliśmy skutecznie.

Tacie też skutecznie przeszkadzaliśmy w abordażu.

Widzicie tę minę, to już wiecie, kto wygrał w tej pierwszej rozgrywce.

Na białej podkładce od klocków każdy gracz ułożył zdobyte klocki. Ja miałem cztery, tata trzy, a mama dwa.

Klocki poukładaliśmy tak, żeby zastąpić je większymi a te małe żeby wróciły do gry w kolejnej rundzie.

Gra była emocjonująca, a wynik końcowy potwierdził kto w tej rodzinie jest najlepszym piratem.

Klocki z drugiej rundy położyliśmy nad tymi, które zdobyliśmy w pierwszej  rozgrywce.

Pomysł tej gry mama znalazła na Portalu Stowarzyszenia Zakątek 21

 

Sylabowni cd

Ta sama plansza, a na niej na każdym polu sylaba otwarta (zakończona samogłoską). Gra polega na zbieraniu sylab, które po odkryciu gracz odczytuje samodzielnie lub z pomocą i układaniu ich w słowa, które coś znaczą. W grze dostaje się puchary za następujące osiągnięcia:

-za najszybsze dojście do mety

-za ułożenie największej ilości słów

-za ułożenie najdłuższego słowa

Zwycięża gracz, który zdobędzie najwięcej pucharów. Jeśli dwóch  lub więcej graczy ma tę samą liczbę pucharów decyduje kolejność dojścia na metę.

Kiedy zdejmujemy sylabę z pola, na którym stajemy możemy dobrać jeszcze samogłoskę, jeśli staniemy na żółtym polu, lub spółgłoskę –  jeśli na szarym. Kiedy gracz wyrzuci 6, ma prawo do kolejnego rzutu i dobiera ze stosiku tyle sylab, ile oczek wyrzucił w dodatkowym rzucie.

Taką grę dobrze jest wcześniej modelować czyli wybrać zestaw sylab, które łącząc  się ze sobą dając słowa i  wybrać spółgłoski takie jak K, M, T, które często występują w trzyliterowych słowach po sylabie otwartej : MAK, BYK, DYM, RYM, SUM, KOT, LOT,

Za każdym razem kiedy schodzimy po drabinie w dół, lub wchodzimy w górę, bierzemy nakrętkę, którą będziemy mogli wymienić zgodnie ze swoją chęcią na dowolną sylabę, samogłoskę, lub spółgłoskę. Możemy też przykryć literę w sylabie inną literą, aby zwiększyć ilość słów.

Poniżej wersja z rozgrywki losowej, czyli na stosikach samogłosek i spółgłosek wszystkie dostępne bez wcześniejszej selekcji.

W grze została zdobyta sylaba BĄ. Ponieważ gracz miał samogłoskę Y, mógł ją położyć i zakryć Ą, żeby ułożyć słowo RYBY.

 

 

Sylabownia – nasza gra planszowa

Maks ma kłopoty z nauczeniem się liter,  ze składaniem ich w sylaby i oczywiście z czytaniem gotowych sylab. Czy to sylaby z „M”, czy z „P”, to właściwie trudno mu zapamiętać, bo to go w ogóle nie interesuje. Ćwiczymy kolejny rok czytanie sylab z tymi dwoma spółgłoskami i nadal bez rezultatu. Próbowałam dołączyć gesty Gora, żeby łatwiej mu było je zapamiętać…

W szkole nauczycielka podsunęła mi pomysł, żebym wymyśliła jakąś grę, dzięki której nauka będzie ciekawsza. Od świąt gramy w naszą grę i myślę, że w końcu dopracowałam zasady i różne poziomy trudności.

Do tej planszy mam przygotowane na żółtym tle samogłoski i na szarym spółgłoski. Rzucamy kostką, przesuwamy pionek na pole wyznaczone ilością oczek na kostce. Stajemy na kolorowym polu. Jeśli jest żółte bierzemy z kupki samogłoskę, jeśli szare bierzemy ze stosu spółgłoskę. Gra polega na zbieraniu liter i po dojściu na metę układa się je w sylaby i słowa.

Jeśli gracze znają dwuznaki spółgłoski mogą być wymieszane z dwuznakami. Oczywiście kartoniki są ułożone literą do dołu. Na planszy widać nakrętki, które są na drabinach. Zejście z drabiny albo na nią wejście sprawia, że dostajemy taką nakrętkę, która działa jak joker. Przy układaniu sylab lub słów taką nakrętkę możemy wymienić na literę, której nam brakuje.

Jeśli chodzi o dojście do mety, to żeby zakończyć grę, trzeba wyrzucić tyle oczek ile brakuje do wejścia na pole „meta”. Jeśli oczek jest więcej wchodzimy na metę i cofamy się na pole które wypada z ilości wyrzuconych oczek.

Czyli pionek chłopca jeśli gracz wyrzuci 6 oczek to z  tego pola, na którym stoi   wchodzi na metę 1,2,3 i  cofa się 4,5,6 że znowu staje na tym samym polu.

Oto wynik rozgrywki z losowych liter.

Można je ułożyć tak, lub inaczej.

Nakrętkę zamieniamy na potrzebną nam literę.

Wynik drugiego gracza. Nakrętki może wymienić na litery brakujące  mu do słów.

W następnym poście do tej planszy dołączę sylaby, żeby rozszerzyć możliwości gry  i dostosować ją do nauki czytania  metodą Krakowską.

Urodziny Placu Wilsona

Myślałem, że tylko ludzie obchodzą urodziny, a dziś na festynie w szkole dowiedziałem się, że Plac Wilsona jutro-15 września- będzie obchodził swoje urodziny. Nie wiem tylko które?!

Dzisiaj jest sobota, więc chciałem spokojnie posiedzieć sobie przy komputerze, ale mama powiedziała, że na festynie będą moi koledzy, więc zgodziłem się pójść.

Byliśmy prawie na czas, czyli kilkanaście minut po jedenastej. Były moje koleżanki, ale kolegi z klasy nie było żadnego! Była za to estrada, dmuchańce i pawilony z atrakcjami.

Zjechałem sobie dwa razy. Chyba już robię się stary, bo jakoś nie chce mi się wdrapywać na dmuchańca po to by zjechać i znowu się wdrapywać! I właściwie to mama mnie namówiła, bo chciała mi zrobić zdjęcia. Moja mama lubi wspomnienia. Ciągle robi zdjęcia mnie i mojemu rodzeństwu, więc nikt z nas za tym nie przepada, ale dajemy jej tę przyjemność i się nie sprzeciwiamy, no chyba, że robi się to już uciążliwe…

Potem tańczyłem z Panią Dominiką, która w naszej szkole prowadzi dodatkowe zajęcia z zumby. Może mogłem wejść na scenę jak moje koleżanki, ale jakoś przestałem mieć parcie na scenę. Wiem, że jestem dobry i to mi wystarcza.

Po prezentacji zumby nasza grupa capoeiry miała swój występ.

Potem mama chciała dostać sadzonkę palmy i wkręciła mnie w jej sadzenie, tak jakby sama nie mogła pójść i poprosić o nią.

Sukces jest palma. Mama oczywiście zapytała chłopaka, który rozdawał sadzonki – co to za palma? Usłyszała, że to „zwykła palma”… To jej nie wystarczyło, bo zwykłą (daktylową) palmę to my już mamy i wygląda zupełnie inaczej. Jak  myślicie, czy to jest sadzonka  Chamedory wytwornej czy Dypsis Lutescens?

Potem musiałem powąchać  wszystkie zioła w ziołowym pawilonie i zrobić sól  z cząbrem.

Ucierałem sól z cząbrem i ucierałem… ucieszyłem się jak przyszła kolejna osoba chętna do ucierania swojej soli z suszonymi ziołami, bo wtedy moją sól wsypałem do torebki i mogłem sobie odpocząć.

Festyn trwał do godziny 15.00 i zakończył się występem solisty zespołu dysco polo, ( był z DJ Sebi, bo jego kolega zachorował dwa dni temu). Uatrakcyjniał swój występ rzucając widowni pocztówki ze swoim zdjęciem. Ponieważ nie zbieram  fotosów, to nie wiem kto występował, a mama  nie usłyszała czy to był zespół Bayer czy Fire? Dacie wiarę?!

Klub Kameleon

Byłem na piętnastych urodzinach Kamila w Klubie Kameleon. Klub jest przy ulicy Modlińskiej i właściwie mogę do niego dojść na piechotę. Impreza trwała dwie godziny i była bardzo udana.Panie animatorki wymyślały fajne zabawy i konkursy, a dużą zaletą tego miejsca są lustra na całej ścianie, więc miałem naprawdę co robić!

Kamil pomyślał marzenie i zdmuchnął wszystkie świeczki (co nie było trudne z uwagi na ilość)

Było bardzo nastrojowo i ciepło (pogoda tego dnia -1 września – też dopisała)

Miło było posiedzieć sobie na zimnej posadzce.


Marzy mi się, żeby mama zrobiła mi tam imprezę urodzinową w przyszłym roku.