Archiwum kategorii: zabawy

Sylabowni cd

Ta sama plansza, a na niej na każdym polu sylaba otwarta (zakończona samogłoską). Gra polega na zbieraniu sylab, które po odkryciu gracz odczytuje samodzielnie lub z pomocą i układaniu ich w słowa, które coś znaczą. W grze dostaje się puchary za następujące osiągnięcia:

-za najszybsze dojście do mety

-za ułożenie największej ilości słów

-za ułożenie najdłuższego słowa

Zwycięża gracz, który zdobędzie najwięcej pucharów. Jeśli dwóch  lub więcej graczy ma tę samą liczbę pucharów decyduje kolejność dojścia na metę.

Kiedy zdejmujemy sylabę z pola, na którym stajemy możemy dobrać jeszcze samogłoskę, jeśli staniemy na żółtym polu, lub spółgłoskę –  jeśli na szarym. Kiedy gracz wyrzuci 6, ma prawo do kolejnego rzutu i dobiera ze stosiku tyle sylab, ile oczek wyrzucił w dodatkowym rzucie.

Taką grę dobrze jest wcześniej modelować czyli wybrać zestaw sylab, które łącząc  się ze sobą dając słowa i  wybrać spółgłoski takie jak K, M, T, które często występują w trzyliterowych słowach po sylabie otwartej : MAK, BYK, DYM, RYM, SUM, KOT, LOT,

Za każdym razem kiedy schodzimy po drabinie w dół, lub wchodzimy w górę, bierzemy nakrętkę, którą będziemy mogli wymienić zgodnie ze swoją chęcią na dowolną sylabę, samogłoskę, lub spółgłoskę. Możemy też przykryć literę w sylabie inną literą, aby zwiększyć ilość słów.

Poniżej wersja z rozgrywki losowej, czyli na stosikach samogłosek i spółgłosek wszystkie dostępne bez wcześniejszej selekcji.

W grze została zdobyta sylaba BĄ. Ponieważ gracz miał samogłoskę Y, mógł ją położyć i zakryć Ą, żeby ułożyć słowo RYBY.

 

 

Sylabownia – nasza gra planszowa

Maks ma kłopoty z nauczeniem się liter,  ze składaniem ich w sylaby i oczywiście z czytaniem gotowych sylab. Czy to sylaby z „M”, czy z „P”, to właściwie trudno mu zapamiętać, bo to go w ogóle nie interesuje. Ćwiczymy kolejny rok czytanie sylab z tymi dwoma spółgłoskami i nadal bez rezultatu. Próbowałam dołączyć gesty Gora, żeby łatwiej mu było je zapamiętać…

W szkole nauczycielka podsunęła mi pomysł, żebym wymyśliła jakąś grę, dzięki której nauka będzie ciekawsza. Od świąt gramy w naszą grę i myślę, że w końcu dopracowałam zasady i różne poziomy trudności.

Do tej planszy mam przygotowane na żółtym tle samogłoski i na szarym spółgłoski. Rzucamy kostką, przesuwamy pionek na pole wyznaczone ilością oczek na kostce. Stajemy na kolorowym polu. Jeśli jest żółte bierzemy z kupki samogłoskę, jeśli szare bierzemy ze stosu spółgłoskę. Gra polega na zbieraniu liter i po dojściu na metę układa się je w sylaby i słowa.

Jeśli gracze znają dwuznaki spółgłoski mogą być wymieszane z dwuznakami. Oczywiście kartoniki są ułożone literą do dołu. Na planszy widać nakrętki, które są na drabinach. Zejście z drabiny albo na nią wejście sprawia, że dostajemy taką nakrętkę, która działa jak joker. Przy układaniu sylab lub słów taką nakrętkę możemy wymienić na literę, której nam brakuje.

Jeśli chodzi o dojście do mety, to żeby zakończyć grę, trzeba wyrzucić tyle oczek ile brakuje do wejścia na pole „meta”. Jeśli oczek jest więcej wchodzimy na metę i cofamy się na pole które wypada z ilości wyrzuconych oczek.

Czyli pionek chłopca jeśli gracz wyrzuci 6 oczek to z  tego pola, na którym stoi   wchodzi na metę 1,2,3 i  cofa się 4,5,6 że znowu staje na tym samym polu.

Oto wynik rozgrywki z losowych liter.

Można je ułożyć tak, lub inaczej.

Nakrętkę zamieniamy na potrzebną nam literę.

Wynik drugiego gracza. Nakrętki może wymienić na litery brakujące  mu do słów.

W następnym poście do tej planszy dołączę sylaby, żeby rozszerzyć możliwości gry  i dostosować ją do nauki czytania  metodą Krakowską.

Urodziny Placu Wilsona

Myślałem, że tylko ludzie obchodzą urodziny, a dziś na festynie w szkole dowiedziałem się, że Plac Wilsona jutro-15 września- będzie obchodził swoje urodziny. Nie wiem tylko które?!

Dzisiaj jest sobota, więc chciałem spokojnie posiedzieć sobie przy komputerze, ale mama powiedziała, że na festynie będą moi koledzy, więc zgodziłem się pójść.

Byliśmy prawie na czas, czyli kilkanaście minut po jedenastej. Były moje koleżanki, ale kolegi z klasy nie było żadnego! Była za to estrada, dmuchańce i pawilony z atrakcjami.

Zjechałem sobie dwa razy. Chyba już robię się stary, bo jakoś nie chce mi się wdrapywać na dmuchańca po to by zjechać i znowu się wdrapywać! I właściwie to mama mnie namówiła, bo chciała mi zrobić zdjęcia. Moja mama lubi wspomnienia. Ciągle robi zdjęcia mnie i mojemu rodzeństwu, więc nikt z nas za tym nie przepada, ale dajemy jej tę przyjemność i się nie sprzeciwiamy, no chyba, że robi się to już uciążliwe…

Potem tańczyłem z Panią Dominiką, która w naszej szkole prowadzi dodatkowe zajęcia z zumby. Może mogłem wejść na scenę jak moje koleżanki, ale jakoś przestałem mieć parcie na scenę. Wiem, że jestem dobry i to mi wystarcza.

Po prezentacji zumby nasza grupa capoeiry miała swój występ.

Potem mama chciała dostać sadzonkę palmy i wkręciła mnie w jej sadzenie, tak jakby sama nie mogła pójść i poprosić o nią.

Sukces jest palma. Mama oczywiście zapytała chłopaka, który rozdawał sadzonki – co to za palma? Usłyszała, że to „zwykła palma”… To jej nie wystarczyło, bo zwykłą (daktylową) palmę to my już mamy i wygląda zupełnie inaczej. Jak  myślicie, czy to jest sadzonka  Chamedory wytwornej czy Dypsis Lutescens?

Potem musiałem powąchać  wszystkie zioła w ziołowym pawilonie i zrobić sól  z cząbrem.

Ucierałem sól z cząbrem i ucierałem… ucieszyłem się jak przyszła kolejna osoba chętna do ucierania swojej soli z suszonymi ziołami, bo wtedy moją sól wsypałem do torebki i mogłem sobie odpocząć.

Festyn trwał do godziny 15.00 i zakończył się występem solisty zespołu dysco polo, ( był z DJ Sebi, bo jego kolega zachorował dwa dni temu). Uatrakcyjniał swój występ rzucając widowni pocztówki ze swoim zdjęciem. Ponieważ nie zbieram  fotosów, to nie wiem kto występował, a mama  nie usłyszała czy to był zespół Bayer czy Fire? Dacie wiarę?!

Klub Kameleon

Byłem na piętnastych urodzinach Kamila w Klubie Kameleon. Klub jest przy ulicy Modlińskiej i właściwie mogę do niego dojść na piechotę. Impreza trwała dwie godziny i była bardzo udana.Panie animatorki wymyślały fajne zabawy i konkursy, a dużą zaletą tego miejsca są lustra na całej ścianie, więc miałem naprawdę co robić!

Kamil pomyślał marzenie i zdmuchnął wszystkie świeczki (co nie było trudne z uwagi na ilość)

Było bardzo nastrojowo i ciepło (pogoda tego dnia -1 września – też dopisała)

Miło było posiedzieć sobie na zimnej posadzce.


Marzy mi się, żeby mama zrobiła mi tam imprezę urodzinową w przyszłym roku.

Przyjechali moi kuzyni

W zeszłym roku nie daliśmy rady się spotkać, bo ja po powrocie z Rowów byłem chory. Dlatego w te wakacje nadrabiamy zaległości.

Spotkaliśmy się u nas, żeby Cora i Józio mogli zobaczyć się z moim tatą.

Okazało się, że Cora lubi rysować portrety i narysowała mój!

Bardzo mi się spodobał i mama włożyła go z ramkę. Teraz stoi na moim biurku.

W piątek wybraliśmy się do CNK. Jak zawsze było dużo ludzi. W tym roku opiekun osoby niepełnosprawnej nie płaci za wejście. Odbiera darmowy bilet w kasie pokazując orzeczenie o niesprawności i ulgowy bilet osoby, której towarzyszy. W CNK jest też pula darmowych biletów dla osób mających kłopoty finansowe.

Zaczęliśmy od tworzenia muzyki z klocków.  „Reactable system” jest intuicyjnym instrumentem muzycznym. Muzykę tworzy się układając zakodowane klocki na stole, obracając je i łącząc w pary lub długie ciągi. Można muzykę nie tylko usłyszeć, ale  dotknąć i nawet zobaczyć. System ten jest starszy ode mnie o 2 lata i powstał w Barcelonie jako praca doktorska.

W Centrum Nauki Kopernik trochę się zmieniło. Niektórych eksponatów już nie ma, część jest zepsuta i czeka na naprawę.

Marcin ocenił to miejsce jako „przereklamowane”.

Poczułem swoją moc ściskając dynanometr.

Wypróbowałem moc moich płuc i krzyknąłem uzyskując hałas o natężeniu 79 dB. Najlepszy wynik tego dnia wynosił 110 dB…. no cóż jestem cichym chłopcem i nie ćwiczę się w krzykach.

Wygląda na to, że ja jestem najbardziej zainteresowany tym co tu się dzieje…

W domowej elektrowni popracowaliśmy wspólnie siłami mięśni nad uzyskaniem energii potrzebnej do uruchomienia światła, dzwonka i muzyki!

Zagrała głośno muzyka – daliśmy radę ją uruchomić!

Potem Józio zapytał, czy jest jeszcze ta wystawa stalowych samochodów, których zdjęcia pokazywała mu mama w zeszłym roku? Ten to ma pamięć nie uważacie?

Mama odpaliła wifi i zobaczyła, że wystawę Stalowych Figur nadal można zobaczyć w PKiN. Ciocia zaproponowała, żebyśmy coś zjedli na Starym Mieście a po obiedzie pójdziemy zobaczyć wystawę.

Jedliśmy pizzę i mama zdziwiła się, że zjadłem rukolę, która była na pizzy.

Tak więc trasę od CNK do Placu Zamkowego, a potem do przystanku tramwajowego na Placu Bankowym przeszliśmy spacerkiem i byłem w bardzo dobrym humorze!

Wystawa Stalowych Figur bardzo się Józiowi spodobała. Zauważyłem , że wszystkie postacie filmowe są nowe i nie tych, które widzieliśmy w zeszłym roku.

Kto ma takie auto jak ja?

Lubię auta i ta wystawa bardzo przypadła mi do gustu.

Tu my prawdziwi faceci na ich stalowych maszynach.

Tego terenowca nie było w zeszłym roku.

Corze w końcu też się spodobało, w końcu sala jest bardzo ekskluzywna…

Co do filmowych bohaterów to nie bardzo kojarzę tego…

Chcieliśmy żeby Batman się z nami pobawił, ale jakoś nie miał ochoty!

Kapitan Jack Sparoow ma fajny pasek.

A to są ulubieni bohaterowie Marcina. Przeczytał wszystkie komiksy o Galu Asterixie i jego przyjacielu Obelixie.

Było naprawdę fajnie i spędziliśmy tam tyle czasu co w CNK.

Dziwne?

 

Maks na zielonej szkole

Zaraz po turnusie w Wesołej Krainie pojechałem z klasą na zieloną szkołę do Burzenina, do Ośrodka wczasowego „Sportowa Osada”. Mieliśmy tam dużo atrakcji, na jednym miejscu park linowy, baseny, boisko, strzelanie z łuku po prostu super zabawa.

W tym roku ja, Staś i Kuba byliśmy pod opieką Pani Agnieszki.

Kiedy wszyscy się zebrali wsiedliśmy do autokaru i pojechaliśmy .

W Osadzie Sportowej jest park linowy i od niego zaczęliśmy…

Następnego dnia pojechaliśmy do safari ZOO w Borysewie. Ten Ogród Zoologiczny ma w swojej ofercie zajęcia dla uczniów szkół specjalnych. Każdy z nas mógł z bliska zobaczyć ciekawe zwierzęta, a nawet je dotknąć!

Ja pogłaskałem jaszczurkę!

Po powrocie do osady i zjedzeniu obiadu strzelałem z łuku

Było super.

Weekend w Ustroniu

Są obowiązki,  pod które trzeba podporządkować swoje plany. Dla członków stowarzyszenia Zakątek 21, którzy mieszkają w różnych częściach Polski, takim obowiązkiem jest sprawozdawczość; przyjęcie sprawozdania finansowego i udzielenie zarządowi stowarzyszenia  absolutorium. Od kilku lat spotykamy się w różnych częściach Polski, aby wywiązać się z obowiązków, które wzięliśmy na barki. Praca społeczna jest absorbująca, a ułatwienia, które wchodzą w życie ( podpisywanie sprawozdania finansowego podpisem zaufanym, lub kwalifikowanym) raczej sprawę utrudniają niż ułatwiają przynajmniej  kiedy to jest ten pierwszy raz…

W każdym razie staramy się, aby spotkanie członków stowarzyszenia, którzy w większości są rodzicami dzieci  z zespołem Downa było atrakcyjne także dla dzieci – a właściwie dla  młodzieży. W tym roku Zakątek 21, Stowarzyszenie Rodziców i przyjaciół dzieci z zespołem Downa będzie obchodzić 21 marca dziesięciolecie swojego istnienia. Siłą rzeczy nasze dzieci, przez te lata kiedy wspólnie działamy, urosły i stały się nastolatkami. Z radością też patrzymy na to, że regularne ich spotkania choć dość rzadkie ( raz czy dwa razy w roku) sprawiły, że są grupą kumpli, którzy się lubią i dobrze się razem  bawią.

Zabawa w balonową siatkówkę.

Maks w drużynie z Krzysiem i Kasią przeciwko drużynie Bianki, Kuby i Tomka.

Druga zabawa rodem z wesela. Przy muzyce dookoła krzeseł bieganie i siadanie, kiedy muzyka ucichnie…

Finał zabawy –  wszyscy uśmiechnięci. Co prawda reguły zostały kilka razy nagięte, żeby nie powiedzieć – złamane, ale  w tym celu, żeby wszyscy dobrze się bawili i żeby nikomu nie było smutno, że odpadł. Zresztą to jest może charakterystyczne, że  dla nich liczy się przede wszystkim zabawa i uczestnictwo a nie to, kto zasiądzie na jedynym krześle, którym jak widać można się nawet podzielić!

W sobotę był kulig w Jaworzynce.  Co prawda śniegu już było mało, ale osoby organizujące kuligi są na to przygotowane i zamiast sań, konie ciągną bryczki.

Dzieci czekają na kulig. Dziękuję Marcie i Magdzie za zdjęcia.

Maks jedzie i migają tylko z bryczki jego szare rękawiczki- parafrazując” Pchłę Szachrajkę”

Nie wszyscy mogli jechać. Niektórzy musieli pomóc koniom i pchali wóz pod górkę.

Było zimno, dlatego wszyscy w szałasie grzali się przy ogniu i czekali na kiełbaski.

W zimny dzień dopiero docenia się moc ciepłego napoju!

Maks grzał nogi przy ogniu jak pozostali uczestnicy kuligu.

Zimowy pokaz mody

8 stycznia  mieliśmy w szkole imprezę pt.”Zima na górce i w górach”.  Podczas jej trwania przewodnik górski opowiedział nam o zasadach bezpiecznej wspinaczki. Potem zaprezentowaliśmy nasze kreacje zimowe, a na koniec bawiliśmy się biorąc udział w zimowych konkursach…


Tym razem zaprezentowałem spodnie z „płatkami śniegu”, jako alternatywę dla  obecnych w sprzedaży spodni z dziurami i przetarciami. Frywolitki w kształcie płatków śniegu wykonała moja mama.

Dzięki tym spodniom zakwalifikowałem się do finałowej grupy, której stroje wyróżniło jury…

Oprócz spodni miałem srebrną kurteczkę, która pamiętacie może z zabawy noworocznej, kiedy przebrałem się za kosmitę!

Brałem udział w wyścigu sanek z pasażerem i byłem ostrożny …

…aż do przesady. Ale cóż bezpieczeństwo przedkładam ponad szybkość!

Najważniejsze, że misiek dojechał na metę. Chyba znacie to powiedzenie, że pośpiech jest zgubą ludzkości?! Ja je znam i hołduję mu całym moim życiem…

Atrakcji było wiele, więc się nie dziwcie, że jestem trochę zmęczony.

Pan ratownik pokazywał nam , że można jeździć na nartach, nawet kiedy nie ma śniegu!

Dziękuję, to było fajne doświadczenie!

 

W Nowym Roku – nowe wyzwanie

Maks dostał na gwiazdkę klocki lego. I nie dlatego, że takowych nie ma w domu, lecz właśnie dlatego, że są w dużych ilościach i do tego mocno zmieszane, więc trudne do użycia dla początkujących. Maks kiedyś w szkole poszedł na warsztaty z budowania z klocków lego, ale osoba prowadząca stwierdziła, że to dla niego za wcześnie…

Budowanie wymaga wyobraźni, albo instrukcji,  jak łączyć klocek po klocku … Dla Maksa wybrałam tę drugą wersję i dlatego kupiłam klocki z instrukcją budowania. Trochę się jednak zawiodłam na instrukcji. Nie zawiera ( jak kiedyś) wszystkich możliwych przykładów  i wysyła do sieci, żeby znaleźć inne rozpisane przykłady możliwe do zbudowania w danym zestawie.

Maks też był zdziwiony propozycją budowania. To zupełnie go nie wciąga…no chyba, że zbudujemy pistolety!


Maks ma kłopoty z dociskaniem klocków, więc nad tą „pasją” będziemy musieli popracować.

Jeszcze nie skończyliśmy, ale Maks już  się przeciąga i próbuje zmienić aktywność.

Zajęłam się porządkowaniem posiadanych klocków i zajęło mi to dużo czasu. Następnie będę musiała wydrukować dla Maksa instrukcje do budowania. A potem pokazać mu że można się tak fajnie pobawić.