Archiwum kategorii: zabawy

Ach, co to była za osiemnastka…

Kamil zaprosił nas na swoje 18 urodziny do Otwocka, do Z-Hotelu .

Impreza dyskotekowa rozpoczęła się o 19.00 w DJ Clubie. Złożyliśmy życzenia jubilatowi i zaczęła się dyskoteka. Ja spotkałem dawno niewidzianego kumpla i mocno się uścisnęliśmy.

Trenerzy Kamila wydrukowali mu jego wielkie zdjęcie, pod którym wszyscy podpisywaliśmy się na pamiątkę.

Dobrze się bawiłem. Zajęcia taneczne w szkole bardzo mi się przydały.  Od czasu do czasu siadaliśmy do stołu, żeby się czegoś napić.

Kamil z dużym sentymentem wspomina swoich bohaterów z dzieciństwa: Eryka  i Strachowyja z Domisiowa. I dlatego rodzice Kamila, na jego urodziny, zaprosili Strachowyja. Co to była za niespodzianka!

Ja  także lubię Domisiaki, ale jestem fanem  Strachowyja. On tak lubi sobie powyć, więc  z wielką radością przybiłem mu piątkę!


Co to były za emocje! Tańczyliśmy ze Strachowyjem, wyliśmy jak dzicy i razem zaśpiewaliśmy Kamilowi 100 lat.

Po odwiedzinach Strachowyja musieliśmy trochę odpocząć, ale nie na długo…

… ponieważ chwilę później rozpoczęła się gra w kręgle.


Nasze imiona pojawiły się na monitorze i czekaliśmy na swój ruch.

Gra była emocjonująca.

Może za mocno nie skupiłem się na stylu i nie zawsze udało mi się poprowadzić kulę środkiem, ale i tak byłem zadowolony .

Graliśmy w kręgle i tańczyliśmy do północy, a wrażeń było tyle, że mimo późnej pory, po powrocie do domu, trudno mi było usnąć. Myślałem o Strachowyju i Kamilu, któremu dziś spełniły się jego marzenia! Wszystkiego najlepszego przyjacielu!

 

W oczekiwaniu na 17 czerwca

Maks urodził się 17 czerwca, ale urodzinowe imprezy zwykle ma w tygodniu poprzedzającym tę datę. W tym roku jego urodziny wypadają w piątek po Bożym Ciele , dlatego już wczoraj Maks zaprosił swoje koleżanki i kolegów do Hangaru 646 na Targówku, żeby się spotkać.
Witam, witam drogich gości!

Zapraszam na sportowe wyzwania w Hangarze 646 .

Zaczynamy od rozgrzewki

To nie jest takie łatwe…

Ale się nie poddajemy!

Rozgrzewamy się … do czerwoności.

I bawimy się w berka.

I dalej … teraz przez tunel

Skakaliśmy po wysepkach

I po chybotliwych kładkach

Następnie przyszedł czas na zjazd tyrolką.

Ścianka wspinaczkowa miała kilka poziomów do wyboru dla chętnych.

Poduchy powietrzne dały nam wiele uciechy.

I była też możliwość walki na równoważni z taranem w rękach.


Na Targówku są zjeżdżalnie i można korzystać ze ślizgacza albo zjechać bez niego.
A na sam koniec poszliśmy poskakać na trampolinach.

Godzina minęła nam dość szybko i naprawdę byliśmy zmęczeni, dlatego z radością powitaliśmy przerwę na zjedzenie tortu  w  sali urodzinowej.

Dziękujemy naszym gościom za przybycie. Dzięki Waszej obecności Maks miał super imprezę urodzinową!

Urodziny Kuby w Hangarze 646

W sobotę byłem na urodzinach Kuby w parku trampolin przy ulicy Domaniewskiej. Mimo, że jest to dość daleko od nas, byliśmy pół godziny przed rozpoczęciem imprezy.

Na szczęście Kuba też był wcześniej, więc razem czekaliśmy na wejście do salki urodzinowej. Okazało się, że stoi tam cymbergaj.

Więc w wolnym od skakania czasie można będzie pograć w cymbergaja.

Złożyłem Kubie życzenia korzystając z mówika na moim telefonie.

Potem przyszła pani trenerka ze skarpetkami antypoślizgowymi i zabrała nas… na film, o tym jak należy korzystać z trampolin.

Potem zrobiliśmy rozgrzewkę, aby przygotować mięśnie do pracy.

To był już drugi hangar, do którego mnie zaproszono na urodziny. We wrześniu byłem w hangarze o tym samym numerze, ale na Gocławiu.

Trenerzy wymyślali dla nas fajne aktywności, żebyśmy nie znudzili się samym skakaniem.

Były wyścigi na poduszce powietrznej i na trampolinowej bieżni.

Po zielonej szkole można śmiało powiedzieć, że jestem w dobrej formie!

Potem była gra zręcznościowa w gaszenie zapalających się świateł. Kuba zgasił 27,  ja nie liczyłem.

Na koniec skakaliśmy z wieży na poduchę powietrzną. Mama przeżyła chwile grozy, że się ośmielę i skoczę… jednak wolałem przenieść się na niższą wieżę – z dwóch klocków – i z niej skakałem. Zabawa też była fajna, a mama odetchnęła z ulgą, co zrozumiecie oglądając styl, w którym skaczę.

 

Po takim wysiłku sportowym zakończyliśmy dzień jedząc tort i śpiewając „100 lat”.

Wszyscy byli mocno zmęczeni, ale Martynka zaprosiła mnie do gry i jej nie odmówiłem.

Mecz piłki nożnej w Akademii Leona Koźmińskiego

Dzisiaj odbył się mecz piłki nożnej zorganizowany przez Kozminski Interational Society i Stowarzyszenie „Bardziej Kochani” z okazji jutrzejszego międzynarodowego Dnia Osób z zespołem Downa. Było to wydarzenie, które dało uczniom ze szkoły nr 123 na Żoliborzu, wiele radości.

Maks w tym roku szkolnym na zajęciach pozalekcyjnych uczy się grać w piłkę nożną. Z tego też powodu znalazł się w grupie uczniów zaproszonych na to wydarzenie. Z Maksa klasy był Kamil i Iga. Po części oficjalnej, na której Andrzej Suchcicki ze Stowarzyszenia „Bardziej Kochani” opowiedział zgromadzonym o działalności stowarzyszenia, odbył się warsztat plastyczny, na którym zawodnicy mieli  przygotować akcesoria kibica.

Maks pomógł mi wykonać dwie plansze, bo przecież to ja miałam być kibicem, a on miał grać na boisku, więc akcesoriów  dla kibiców nie potrzebował wcale.

Maks niestety za pracami plastycznymi nie przepada!

W każdym razie miałam planszę i dwa hasła  do dopingowania zawodników.

Kamil nie mógł się doczekać meczu i zaraz po zapełnieniu swojej kartki różnymi ważnymi uwagami dotyczącymi meczu, rozpoczął rozgrzewkę, a za nim podążył Maks ( na moją prośbę)

Po rozgrzewce zawodnicy poszli do szatni, żeby się przebrać do meczu.

Jak zobaczyłam boisko, to wiedziałam, że Maks nie da rady „odkleić” się od lustra.

Zawodnicy zmieniali się co kilka minut, a Oliwia broniła bramki rewelacyjnie i w dużej mierze to jej zawdzięczamy zwycięstwo!

Maks mocno trzymał straż przy bramce za każdym razem, nawet po zmianie boiska w drugiej połowie nadal stał przy tej bramce. Zapytałam Pana Marcina, czy Maks miał od trenera ( Pana Adama) takie polecenie , żeby stać pod bramką, zamiast biegać po boisku?

Ponoć Pan Adam często powtarza, że „lepiej stać na boisku w dobrym miejscu, niż biegać bez  sensu.” i widać Maks wziął sobie tę radę do serca.

Na koniec meczu zawodnicy dostali medale i puchar, który będzie wystawiony w szkole.

Na koniec wspólne zdjęcie zawodników obu drużyn.

 

 

 

 

W co się bawić?

Maks generalnie nie zadaje sobie tego pytania. Potrafi sobie sam zorganizować czas wolny. Włącza wtedy komputer, a na nim Netflix’a i ogląda ” Przygody Małych Detektywów”.

Kiedy mówimy, że ktoś coś ogląda, wyobrażamy sobie, że śledzi od początku do końca jakąś historię, bo chce dowiedzieć się jaki był jej koniec.

Maks tak nie ogląda tego serialu. On odnajduje jakiś fragment filmu, który bardzo mu się podoba i przez długi czas zaśmiewa się z wybranej  przez siebie scenki. W czasie tegorocznych ferii hitem jest scenka kiedy Kayl zachował się niesportowo w czasie szkolnych zawodów i ściągnął na siebie gniew pani trenerki. Po takim oglądaniu znam na pamięć dialogi z danego fragmentu filmu, które docierają do mnie przez zamknięte drzwi Maksa pokoju.

Kiedy Maks ma  gościa, wtedy ja zadaję sobie pytanie co im zorganizować, żeby miło spędzili czas i inaczej, niż kiedy organizują go sobie samodzielnie.

Tydzień temu była u nas koleżanka z klasy Maksa – Oliwia. Oliwia lubi Harrego Pottera, więc wyjęłam im  Hogwart z klocków lego, żeby się pobawili.

Po zabawie tematycznej, postanowiłam przetestować na Oliwii moją grę w kupowanie wyposażenia ucznia Hogwartu na ulicy Pokątnej.

Każdy gracz ma listę potrzebnych do szkoły rzeczy, które kupuje na ulicy Pokątnej, a pieniędzmi są klocki Numicon. Rzuca kostką , przesuwa swoją figurkę po planszy, a gdy znajdzie się w sklepie robi zakupy.

Gra była długa , bo i lista potrzebnych do Hogwartu rzeczy nie jest krótka.


Grę zakończyliśmy, gdy gracze zakupili wszystkie potrzebne przedmioty i był remis, bo obojgu zostało tyle samo pieniędzy.

Po obiedzie zostaliśmy przy stole, żeby pograć w gry planszowe. Oliwia przyniosła dobble i grę „Poszukiwacze przygód”. Maksowi akurat udawało się stanąć na takich polach specjalnych, że nie musiał wymieniać nazw grzybów jadalnych, a jedynie zaśpiewać piosenkę…

Na koniec zagraliśmy w skaczące na drzewo żaby i ta gra bardzo Oliwii się spodobała, ponieważ kiedy drzewo się obraca słychać rechotanie żab. Nie jest to prosta gra zręcznościowa, ale na tyle atrakcyjna, że zachęca do podejmowania kolejnych prób wystrzelania żaby z wyrzutni tak, żeby znalazła się na drzewie.

Mikołajki z capoeirą

W niedzielę 5 grudnia spotkaliśmy się w sali sportowej przy ulicy Staffa na Mikołajkowym treningu.
Mile widziane były dodatki w kolorze czerwonym np. mikołajkowe czapki.

I oto ja mikołajkowy Capoeiristas.

.

Oto grupa trenowana przez Pana Marcina. Nie było nas dużo, ale był Kamil – mój kolega z klasy.

Trening wyglądał następująco: Instruktorzy  ustawili dla nas  punkty, w których zaliczaliśmy różne aktywności.

Gra w zbijaka, kto dostanie piłką musi zrobić kilka skoków na jednej nodze.

Rolowanie się na materacach z jednego końca na drugi.



Przejście po drabince.
Najbardziej podobał mi się punkt, w którym wybierało się cyfrę i dostawało się instrument, który skrywała ta cyfra, na którym grają Capoeiristas. Udał mi się zagrać na berimbau.

Na koniec oczywiście były walki, a zwycięzca dostawał cukierek , który udało mu się wywalczyć.

To były bardzo udane Mikołajki z capoierą.

Urodziny Amelki

W sobotę byłem na Urodzinach Amelki.

Tym razem impreza urodzinowa nie  była u Amelki w domu. Na urodzinach byli koledzy i koleżanki z różnych klas, którzy chodzą z nami do szkoły i razem wyjeżdżaliśmy do Rowów na turnus z Bardziej Kochanymi.

Robiliśmy sobie zdjęcia z różnymi aksesoriami na tle zamku Hogwart.

Wziąłem udział w konkursie na zjedzenie wafla bez użycia dłoni i raczej nie bardzo mi to się udało.

Było bardzo wesoło i dużo tańczyliśmy.

A na koniec był tort i toast urodzinowy.


Spełnienia marzeń Amelko.

Wesoło spędzamy czas w Murzasichlu

Pani Danusia dbała o to, żebyśmy fajnie spędzali czas, kiedy już wrócimy z gór. Organizowała nam dyskoteki, a raz zaprosiła animatorki „HulaHop”, z którymi bawiliśmy się wesoło.

Na chuście klanza podrzucaliśmy małpkę Krysię. Potem tańczyliśmy w kółku.

Po tańcach przenieśliśmy się na łąkę, żeby puszczać bańki.

Przeszliśmy krótkie szkolenie teoretyczne i przeszliśmy do praktyki.

Poza tym często mieliśmy ogniska, a na jednym z nich grała dla nas Kapela Góralska.

Wyjazd w góry

W czwartek 2 lipca przyjechaliśmy do Murzasichla i zamieszkaliśmy w Ośrodku ” Krywań”. Tak jak w ubiegły roku wzięliśmy pokój na 3 piętrze z widokiem na Tatry. Murzasichle jest wioską, która położona jest dosyć wysoko – około 950m npm, a Ośrodek Krywań znajduje się prawie na samym końcu ulicy Sądelskiej. W tym roku powitały nas chmury, które zasłoniły górskie szczyty.


Bez względu na to jaka miała być pogoda tego lata, byliśmy pewni, że będzie to udany pobyt, gdyż w „Krywaniu”byli już nasi znajomi.

Maks z kolegami i koleżankami wesoło bawili się na dyskotece.

Potem Maks postanowił się przebrać. Nie było tego surduta, który podobał mu się rok temu, więc tym razem przebrał się za clowna.


Koleżanki też założyły sukienki i z dyskoteki zrobił się bal przebierańców.