Archiwum kategorii: rehabilitacja

Zielona szkoła w Lidzbarku

8 maja Maks wyjechał ze swoją klasą na zieloną szkołę. W tym roku wybrano ośrodek „Halo Mazury” w Lidzbarku. Od Pani Ani codziennie dostawaliśmy zdjęcia, na których zobaczyłam jakim wyzwaniom sprostał mój syn…

Brał udział w zawodach sportowych.

Pod opieką instruktorów przeszedł park linowy.

Strzelał z łuku do tarczy.

I z wiatrówki.

Spróbował swoich sił na segway’u

Razem z instruktorem przejechał się na quadzie.

Wielką frajdę przeżyli w Water Ball  w kulach na wodzie …


W kulach – Zoirbing, które toczą się po boisku.

Bezpieczne zmagania w drużynach łuczniczych…czyli strzelanie z łuku do siebie nawzajem

Była oczywiście ścianka wspinaczkowa. Widać, że zaczął, ale jak daleko udało mu się wspiąć? Tego nie wiem.

Grał m mini golfa,

Jedno jest dla mnie widoczne. W niedzielę nie potrzebował wsparcia, żeby wejść pod górę po drewnianych stopniach…i doświadczył aktywności, na które ja bym go nie zabrała.

 

Kontrola wkładek

Maks ma dopasowane wkładki do wszystkich butów. Oczywiście jedne nosi często , a inne- jak buty do garnituru- sporadycznie. Raz na pół roku jedziemy do Pani Magdy, żeby skontrolowała  wkładki , czy się nie spłaszczyły i czy nie trzeba ich poprawić. Nasza wizyta rozpoczyna się od kontroli stóp Maksa, sprawdzenia wkładek , a potem Pani Magda poprawia to co trzeba , a my idziemy w miasto.

Spacer zwykle rozpoczynamy w Parku Miejskim im. Tadeusza Kościuszki, który jest blisko ulicy Dąbrowskiego

Idziemy  dookoła stawu i szukamy miejsc wyznaczonych do zimowania przez Jeża ze Zgierza. W tym roku znaleźliśmy aż trzy specjalnie oznaczone.

Wracając ze spaceru zauważyliśmy że w Zgierzu wszystko kręci się wokół Jeża, nawet ortografia.

Maks ma dużą wiarę w siebie więc potuptaliśmy dalej, na obiad. Tym razem jedliśmy w KFC

A po obiedzie odebraliśmy wkładki i pożegnaliśmy kota Maneki-neko. Zwykle wykorzystuję wszystkie możliwości, żeby zapoznać Maks za czymś co jest nowe, a taki jest właśnie kot zapraszający.

Turnus w Zaździerzu

W ostatnim tygodniu września pojechaliśmy na turnus do Leśnego Zakątka. Jak zawsze liczyliśmy na zajęcia, na basenie i nawet zapisałam Maksa  na dwie godziny dziennie. Liczyłam, że poduczy się pływać, więc ruszaliśmy z dużymi nadziejami.

Na miejscu dostaliśmy grafik zajęć z jedną godziną basenu.

Spotkaliśmy Igora…i zaczęliśmy nasz turnus.

Woda na basenie była zimna i w  połowie zajęć Maks szedł do wanny, żeby się zagrzać.

Po trzech dniach zrezygnowaliśmy z basenu i zamieniliśmy te zajęcia na masaż.

Maks miał codziennie dwie godziny terapii ruchowej w Panią Mają, która wymyślała wiele fajnych ćwiczeń, żeby Maks nie popadł w rutynę.

Prosiłam Panią  Maję, żeby popracowała z Maksem nad ćwiczeniami, które sprawią, żeby nie rozstawiał stóp tak szeroko…

Oprócz kinezy miał integrację sensoryczną, dwa razy w tygodniu…Generalnie unikałam SI, ale z powodu braku innych zajęć, tym razem Maks się wyhuśtał za wszystkie czasy.

Trudno oczekiwać, że na dwutygodniowym turnusie można  wypracować jakąś nową umiejętność, zostaje więc opcja  kontynuować nabyte. Maks ma bardzo skromne słownictwo (jest mało słów, które daje radę spontanicznie wypowiedzieć, chociaż widzę jak dużo próbuje) więc cóż może z nim poćwiczyć logopeda? Wymowę? Raczej nie…Chciałabym, żeby poćwiczył porozumiewanie się, tylko mało, który terapeuta ma chęć korzystać z protezy mowy jaką jest „Mówik”.

Tak więc Maks coś tam pisał, układał jakieś szeregi i pracowicie spędzał czas.

Na terapii ręki głównie wykonywał prace plastyczne związane z jesienią. Więc był jeż,

i grzyby…

Na takim turnusie dzień mija dość szybko i od 15.00 Maks miał czas dla siebie. Zwykle jednak był to czas  na spacer do lasu gdzie  szliśmy zbierać grzyby.

Myślę, że frajdę miałyśmy tylko my( ja i mama Igora), bo ani Igor, ani Maks nie podzielali naszej pasji do zbierania grzybów.

 

 

 

 

Tłusty czwartek i piątek na turnusie

W tłusty czwartek panie kucharki usmażyły dla nas cała górę pączków. Zaproszono nas do kawiarenki na kawę i pączki. Bardzo się spieszyłem z ubieraniem po basenie, żeby zdążyć spotkać się z kolegami przy pączku.

Przy okazji zrobiłem zakupy u pani Magdy korzystając z mówika.

Kupiłem sobie sok do pączka.

Pączki były bardzo smaczne i zjadłem aż trzy. A potem było wspólne zdjęcie.

Wszyscy najedzeni i zadowoleni.

Na terapii ręki u pana Kamila smarowałem nutellą i ozdabiałem wafle. To było super!

To moje super smaczne wafle na tłusty czwartek.

Po czwartku przyszedł piątek i koniec zajęć na turnusie. Po zajęciach spotkaliśmy się w kawiarence i każdy z nas dostał walentynkową kartkę, którą zrobił ktoś inny na terapii ręki. Pan Kamil i pani Magda rozdawali nam walentynkowe jabłka z lizakami.


Dostałem misiową kartkę, którą wkleiłem do mojego pamiętnika ze zdjęciami.

Na koniec stanęliśmy do pamiątkowego zdjęcia z turnusu.


To był bardzo fajny turnus i cieszę się, że na nim byłem.

Drugi tydzień na turnusie w Leśnym Zakątku

W sobotę 6 lutego było ognisko, a na nim pieczone kiełbaski. Była też pani animatorka, z którą śpiewaliśmy chodząc dookoła ogniska. Był mróz, niestety brak śniegu uniemożliwił organizatorom zorganizowanie kuligu, który był planowany wcześniej…

Przy ognisku było ciepło, ale i tak zmarzły mi palce u stóp.

Zrobiliśmy sobie zdjęcie grupowe miłośników turnusów w Leśnym Zakątku.

Jadłem z Adamem kiełbaski i piliśmy ciepłą herbatę. Szkoda, że było tak mało śniegu…

Następnego dnia mama Adama zaprosiła nas do siebie na obiad.

Graliśmy w grę FITS, która jest bardzo podobna do telefonowej gry tetris…

Po drugiej stronie grał Igor z mamą.

Fajnie nam się grało…

Potem mama Adama podała nam obiad.

W poniedziałek 8 lutego  od rana miałem zajęcia według planu. Zajęcia z pedagogiem –  panem Kamilem, liczyliśmy, układałem słowa z liter.

Po zajęciach miałem czas, żeby przygotować się na basen z panem Łukaszem. Dawno już nie byłem na basenie, więc wiele umiejętności, które kiedyś miałem – zapomniałem. Pan Łukasz zakładał mi obciążniki na ręce i na stopy, żebym ćwiczył mięśnie. Ćwiczyłem też pływanie  w płetwach.

Zwykle zaczynaliśmy od małego basenu, a potem szliśmy na głębszą wodę.

Po basenie miałem godzinną przerwę, po której szedłem na masaż do pana Adriana

Bardzo podobało mi się masowane. Miałem lustra z obu stron i mogłem się na siebie napatrzeć do woli.

Po masażu szedłem do Pana Kamila na terapię ręki.

Malowałem wycięte z masy solnej morskie zwierzęta, palcem malowałem liście na drzewach. W dzień pizzy wyklejałem z plasteliny składniki na pizzy.

W czasie godzinnej przerwy jedliśmy z mamą obiad. W Leśnym Zakątku bardzo dobrze nas karmili, choć porcje  były za duże .Były też  ciekawe desery. Bardzo mi posmakowało pieczone jabłko z wiśniami.

Po obiedzie szedłem do pani Oli logopedy i muzykoterspeutki.

Grałem u niej na różnych instrumentach w rytm słuchanej melodii.

Dwa dni zamiast zajęć z panią Olą miałem zajęcia z panią Magdą.

Dzień kończyłem godzinną kinezyterapią z panem Pawłem.

Po tak pracowitym dniu chciałem wreszcie posiedzieć i posłuchać piosenek z Bollywoodu, ale mama czuje taki przymus , że jak jest śnieg to trzeba wyjść z sankami i iść na górkę.

Wyszliśmy, bo śnieg padał i padał, jakby chciał  zrobić mamie radochę.

Raz brałem oponę śnieżną, którą mama wygrała 20 lat temu w konkursie na cukierki nimm2.


Innym razem zjeżdżałem na ślizgach pożyczonych od Adama.

Zjeżdżaliśmy też na sankach z ośrodka i tak więc wykorzystaliśmy wszystkie dostępne do zjeżdżania  sprzęty.


Dawno już nie było takiej fajnej zimy.

Turnus w Leśnym Zakątku

Od niedzieli 31 stycznia jesteśmy nad jeziorem Ciechomickim na turnusie rehabilitacyjnym.


Ten ośrodek jest nam dobrze znany, choć tu na blogu znajdziecie go pod nazwą   „12 Dębów” w Zaździerzu. Ostatnimi czasy kilka razy zmieniało się szefostwo i terapeuci, a wraz z nimi zmieniła się także nazwa ośrodka. Wybraliśmy się na turnus zimowy i oto nasza krótka relacja.

Maks ma od 8.40 – 9.10 zajęcia z pedagogiem Panem Kamilem.

Potem przygotowuje się na basen. Od 9.50-10.30 pływa z Panem Łukaszem


Od 11.30-12.00 jest na masażu u Pana Adriana
Od 12.40 – 13.10 ma terapię ręki.

Godzinną przerwę wykorzystujemy na zjedzenie obiadu

Od 14.10-15.10 Maks ma zajęcia z Panią Olą. Logopedia z elementami muzykoterapiiOstatnie zajęcia to kinezyterapia z Panem Pawłem od 15.10 – 16.00

 

Turnus w Murzasichlu

W tym roku nie pojechaliśmy nad morze tylko w góry do  Murzasichla, do Ośrodka „Krywań”.

Moi rodzice bardzo lubią góry, ale przez dziesięć lat z rzędu jeździli ze mną nad morze do Rowów. W tym roku Stowarzyszenie Bardziej Kochani odwołało wszystkie turnusy i kolonie, więc nareszcie mogli pojechać w góry. Z naszego pokoju na 2 piętrze był piękny widok na Tatry. Mama stała w oknie, a tata nazywał kolejne szczyty, które widzieli …

Ja trochę się zmartwiłem – komputer został w domu. Co ja tu będę robił?

Następnego dnia uzyskałem jasną odpowiedź na moje pytanie. W góry jeździ się po to , żeby chodzić – dużo chodzić! Pomyślałem, że tata będzie raczej patrzył na góry z okna niż chodził, ale  okazało się, że tata jednak  będzie chodził na tyle na ile zdoła.

Kiedy poszliśmy pochodzić po Murzasichlu mocno się zmęczyłem. Murzasichle to bardzo długa wioska, a nasz dom był w tej części położonej wyżej.

Z radością wróciłem do pokoju i włączyłem sobie małą podróżniczkę Dorę.

Upłynął rok od operacji taty

Rok temu 19 czerwca był koniec roku szkolnego i pojechałem do szkoły z moją najstarszą siostrą Marysią. Nie było mamy ani taty w domu. Jak się obudziłem, słyszałem jak na sygnale  karetka odjeżdża spod domu. Potem okazało się że zabrała tatę. W szpitalu stwierdzili, że tata ma zator płucny i że skrzepy dostały się do serca…Konieczna była operacja kardiochirurgiczna.

Po takiej operacji długo dochodzi się do siebie. Mostek zrasta się pół roku i wtedy lepiej nie sypiać na boku, tylko na zwnak. Tata przeszedł cykl naświetlań w Wieliszewie i co trzy miesiące dostaje implant, który sprawia, że nie wydziela się testosteron. A brak testosteronu powoduje

    • obniżenie energii życiowej, spadek pewności siebie, niechęć do działania,
    • rozdrażnienie, obniżenie nastroju, pogorszenie pamięci i koncentracji,
    • zaburzenia snu lub bezsenność,
    • obniżenie sprawności i wydolności fizycznej.

Tak więc mój tata ma bardzo pod górkę. Tym bardziej, że po radioterapii jest mocno opuchnięty. Wycięcie wszystkich węzłów chłonnych z okolicy miednicy spowodowało, że limfa zatrzymuje się tam i nie ma jak odpłynąć. Na szczęście można już korzystać z pomocy fizjoterapeutów i tata chodzi na rehabilitację. Po roku od operacji czeka go jeszcze dużo wysiłku, żeby poprawić swój stan zdrowia.

Maks na turnusie w Wesołej Krainie

Dwa tygodnie temu Maks wrócił z Sułkowic, gdzie razem z kolegami z Zakątka 21, miał różne zajęcia usprawniające. Turnus był finansowany z subkonta Maksa, które ma w Fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą”. W tym miejscu chcemy podziękować Panu Piotrowi. Dzięki wpłatom Pana Piotra Maks ma środki, aby raz w roku pojechać na taki turnus. Gorąco Panu Piotrowi dziękujemy!

W tym roku Maks miał godzinę zajęć na basenie, godzinę u logopedy, zajęcia z SI, terapię ręki oraz rehabilitację ruchową.

Basen a na nim pływanie i nurkowanie to Maksa żywioł.

Ćwiczenia fizyczne wzmacniające mięśnie oraz bieżnia – to dobry trening na utrzymanie kondycji.


Ćwiczenia równowagi

Motoryka mała ciągle jest nie wystarczająco dobra.

Po zajęciach z terapeutami był czas na aktywności z rówieśnikami.  Niektórzy rodzice nie doceniają tego jak ważne dla dziecka z niepełnosprawnością intelektualną, które zawsze jest pod czyjąś opieką i samo praktycznie nie ma szans na zawieranie znajomości, przebywanie w gronie rówieśników i wspólne z nimi gry czy zabawy. Dzięki Forum Zakątek21, miałam okazję poznać rodziców dzieci z zespołem Downa, z którymi wyjeżdżamy od 12 lat i nasze dzieci lubią ze sobą razem przebywać.

Maks zna Biankę od dawna i od 10 lat spotykają się na zlotach i turnusach.

Również Tomka i Igora Maks zna od dawna.

Na turnusie w Wesołej Krainie można kupować obiady w cateringu, albo gotować samodzielnie. W tym roku gotowałyśmy grupowo. Było super!

Dzień Matki

Mój syn nie wie, nie pamięta,
że dziś dzień mojego święta!
Życzeń sam nie namaluje,
ale mocno ucałuje!

Dostałam to serduszko od Maksa po zajęciach u logopedy na turnusie w Wesołej Krainie.

Jestem wdzięczna Pani Logopedce,  że pomyślała o mnie i zmobilizowała mojego syna, aby wykonał dla mnie laurkę. Znam Maksa i wiem,  że nie lubi rysować. Jak tropiciel śladów przyglądam się kreskom i rozpoznaję te, które narysował on sam i te –  Pani Logopedy. Wspólnym wysiłkiem zrobili mi prezent! Oczywiście pierwszą moją myślą było, że nie tego oczekuje się od logopedy, ale logopeda to nie cudotwórca, więc cieszę się z tego co dostałam!