Miesięczne archiwum: Lipiec 2017

Turnusowe wycieczki

W tym roku mieliśmy dwie wycieczki autokarowe: do Doliny Charlotty i do Sea Parku w Sarbsku. Oba miejsca są nam dobrze znane, gdyż w zeszłym roku je odwiedziliśmy. Jest tam wiele atrakcji dla dzieci, chociaż w dolinie Charlotty są zupełnie nieprzygotowani na to, że dzieci mają potrzeby korzystania z WC. Jest tam tylko jedna toaleta z sedesem i bieżącą wodą. W pozostałych miejscach są wszechobecne toi-toi, które dla dzieci zupełnie się nie nadają, a na dodatek nie ma w nich wody do mycia rąk.

Zwiedziliśmy Krainę Bajek. Tym razem Maks przestraszył się Baby Jagi.

Maks wszedł na wieżę widokową, żeby tak samo jak w zeszłym roku zjeść kanapkę na samej górze.

Był  wyspie z lemurami.

Skorzystał tez z atrakcji jaka są dmuchane zjeżdżalnie…

To była bardzo wysoka zjeżdżalnia ok. 10 m wysokości.

Była też ścianka wspinaczkowa, ale Maks nie dal rady się na nią wspiąć.

W Sea Parku Maks najbardziej lubi kolejkę…

Sporo czasu spędziliśmy na pobliskim placu zabaw.

Razem bujaliśmy  się na huśtawce z grubej liny.

Dzieci patrzyły na karmienie uchatek i fok. Zobaczyły film o prehistorycznych zwierzętach morskich. W Sarbsku miło minął nam czas.

Rowy 2017

To był nasz dziewiąty pobyt w Rowach. Pogoda była zupełnie niezła choć nie najcieplejsza i dość wietrzna, ale tylko dwa razy padał deszcz. Maks cały rok  czeka na ten wyjazd nad morze, więc i my też nie szukamy innych miejsc. Ośrodek Albatros zafundował nam w 10 metrowym pokoiku wielki telewizor z kineskopem i oczywiście biurko pod niego, więc miejsca w pokoju zrobiło się jeszcze mniej… Łazienka w stylu wczesnego Gierka nadal nie doczekała się remontu, więc na sedesie trzeba siadać bokiem, bo inaczej kolana wciskają się w ścianę… Niby to już znany folklor tego trzeciego skrzydła Albatrosa, ale jakoś w tym roku bardzo nam to się dało we znaki. Cóż też się starzejemy…

Rowy się rozbudowują. Przed i za ośrodkiem Columbus budowane są nowe kilkupiętrowe domy wczasowe… Plaża po „remoncie”, który zaczął się dwa lata temu i polegał m.in. na wbiciu pali falochronu, a także usypaniu brzegu z piasku wydobytego z morza. Wiatr też nie próżnował, schody na plażę, które sięgały od podstawy przynajmniej do wysokości pierwszego piętra – zasypał górą piasku.

W tym roku tematem przewodnim turnusu było poznawanie różnych krajów, a co za tym idzie wyklejanie flagi kraju, który dzieci poznawały w danym dniu.

Zaczęliśmy od Polski…

Po wyklejeniu flagi zaczynały się zajęcia sportowe.

Bałtyk w tym roku powitał nas spokojną, zimna wodą, ale chętnych do kąpieli nie brakowało…

Maks w tym roku nie zanurzył się w morzu tylko brodził w wodzie przy brzegu.

Gokarty to ulubiona rozrywka Maksa w Rowach.

 

Zajęcia ruchowe wymagały od uczestników wykonywania różnych poleceń. Tym razem dzieci miały pozbierać szyszki. Jak widać nie wszystkim się chciało!

Na szczęście każdy znalazł to coś, czemu dał się porwać!

Na zajęciach po obiedzie dzieci pomalowały Tadż Mahal.

W czasie wolnym Maks zainteresował się klockami lego i razem z dziećmi starał się coś zbudować. Zrobiłam zdjęcie, ponieważ w domu mimo naszych wielu prób wspólnego budowania, klocki nadal leżą w pudelkach.

W Indiańskim Dniu zabawa z wodnymi balonami cieszyła sie dużym powodzeniem.

Ostatniego dnia bawiliśmy się w stare zabawy „chodzi lisek kolo drogi”, „gąski, gąski do domu”…

Na koniec turnusu każde dziecko miało szansę wystąpić w „Mam Talent” i zaprezentować wszystkim zebranym co przygotowało. Maks lubi paluszkową rodzinkę i w tej piosence się odnalazł.

Pogrzeb

1 lipca zmarła cioteczna babka Maksa. Zawsze pamiętała o Dniu Dziecka, Mikołaju, Gwiazdce i wszystkich innych okazjach, na które przynosiła dzieciom całe mnóstwo przysmaków.

Dziś pożegnaliśmy naszą Ciocię mszą żałobną w  kościele św.Karola Boromeusza na warszawskich Powązkach i odprowadziliśmy do rodzinnego grobu. Niech spoczywa w pokoju!

Maks dzielnie przemierzał kilometry cmentarnych alei…

Czy zrozumiał, w jakiej uroczystości uczestniczy?

Maks dał radę cierpliwie wysiedzieć na rodzinnym obiedzie po pogrzebie!