Ferie zimowe

Ferie zimowe już na półmetku. Jesteśmy w domu, ale dookoła jest dużo śniegu, więc chodzimy na spacery , albo na górkę , na sanki.

Maks chodzi na wizyty do osteopaty. Zaczęliśmy w sierpniu, żeby poradzić sobie z zaparciami i huśtawkami nastrojów. Nadal kontunuujemy terapię, gdy mamy wolny czas, czyli teraz w ferie.

Święta, święta i po…

Ostatnio brakuje nam siły, żeby prowadzić blog Maksa, ponieważ Maks pisze swoje pamiętniki tzn. Ja drukuję zdjęcia , piszę tekst ołówkiem, a Maks po śladzie pisze.

Mamy już piętnaście zapisanych zeszytów A4, a w szesnastym zeszycie jesteśmy w połowie. Zapisujemy to co ciekawego dzieje się w szkole czy w domu. Maks bardzo lubi te albumy i dlatego wszystkie siły wkładam w ich przygotowanie …

Wycieczka do Słowenii

Pod koniec września wybraliśmy się ze Stowarzyszeniem ” Bardziej Kochani”  na wycieczkę do Chorwacji. Po drodzę odwiedziliśmy Słowenię i miasteczko Bled nad jeziorem o tej samej nazwie. Pogoda była słoneczna, a niebo błekitne. Ruszyliśmy w kierunku przystani łódek…

Wsiedliśmy do łódki o nazwie- pletna i wypłynęliśmy na głębię… W najgłebszym miejscu  do dna jeziora jest 30 metrów.  Łódeczki mkną po jeziorze i po 10 minutach dopływamy do wyspy, na której stoi kościół Wniebowzięcia Najświetrzej Maryji Panny.

Do kościoła wchodzimy po  prawie 100 stopniach .

W kościele jest dzwon, do którego ustawia się długa kolejka. Każdy chce pociągnąć za sznur, żeby dzwon się odezwał!

Można pomyśleć życzenie, pociągnąc trzy razy za sznur…i… może się spełni?!

My też pociągnęliśmy za sznur i nawet wypowiedziałam życzenie, żeby Maks też je znał, ale dotąd nic nie wskazuje na to, że się spełni…

Za kościołem widok na niski brzeg jeziora, zaraz  zejdziemy na ten  wysoki, na którym zbudowany jest zamek.

Wsiadamy więc do łódki, a potem autokar zawiezie nas do zamku, który jest  najstarszym   zamkiem w Słowenii.

Za nami  widać zamek do którego jedziemy…

Za zamkiem widać szczyt Hochstuhl, (Stol po słoweńsku), najwyższy szczyt w paśmie Karawanki.

Z parkingu musimy wejść na wzgórze zamkowe.

Po schodach, które są za studnią weszliśmy na górny taras, skąd jest przepiękny widok na jezioro i wyspę…

 

Zeszliśmy na dolny taras , gdzie spróbowaliśmy słynnej słoweńskiej kremówki- kremnej reziny.

Wracając do  autokaru Maks wszedł jeszcze na balkon nad bramą wejściową…

Z zamku wBled, pojechaliśmy zobaczyć Jaskinie Szkocjańskie.

Wejście do jaskiń jest dosyć niepozorne.

Wewnątrz nie można robić zdjęć. Chodniki trasy turystycznej są  podświetlane, mimo to w jeskiniach panuje ciemność i słychać szum rzeki, którą płynąc przez wieki, wyżłobiła te jaskinie.

Przejście trasy turystycznej zajmuje  około 2 godziny.

Wyjście z jaskini  jest widoczne , gdyż wlewa się przez nie dużo światła, jest to duża zmiana, gdyż przyzwyczailiśmy się do podświetlonej sztucznym oświetleniem ścieżki, która wiodła nas przez mrok  jaskiń.

Dla porównania zdjęcie w drugą stronę, gdzie widać czerń jaskini i nieśmiale  jaśniejącą  ścieżkę.

Widoki z tej strony jaskini są bardzo malownicze.


Widać wąwóz i płynącą w nim rzekę.


Na koniec niespodzianka. Ostatni odcinek drogi pokonuje za nas winda.

Po zwiedzeniu podziemnej trasy autokar zawiózł nas na miejsce docelowe w Chorwacji.

Przez nastęne cztery dni będziemy mieszkać w resorcie Amarin koło Rovinj

Nowa szkoła Maksa

Zaczął się nowy rok szkolny i Maks uczęszcza teraz szkoły PDP (przysposabiajacej do pracy) nr5 w ZSS nr 85 na Elektoralnej. Nowa szkoła, nowe wyzwanie, na szczęście prawie w tej samej grupie koleżanek, co bardzo ułatwia odnalezienie się w nowej rzeczywistości.
Moje obawy dotyczące dojazdu do szkoły ( że będzie dużo dłuższy niż na Czarnieckiego ) nie sprawdziły się więc Maks nie musi wstawać przed szóstą. Oczywiście wracamy po 16.00 no i wtedy trwa to godzinę.
Maks jest zadowolony z nowej szkoły. Myślę, że jak każdy z nas , czekał na zmianę, która jest naturalną koleją rzeczy….doroślejemy i idziemy na kolejny etap edukacji…

Ferrara

Pożegnaliśmy Genuę i przez La Spezia, Lukka, Florencję i Bolonię (po 400km) dojechaliśmy do Ferrary. Tam czekała na nas przewodniczka, która oprowadziła nas po najstarszej części miasta.

Zaczęliśmy od Porta Paola. Tę bramę  miasta wzniesiono w 1612 r i nazwano na cześć ówczesnego papieża Pawła V.

W piątki w Ferrarze jest dzień targowy, więc trudno jest wjechać do miasta. Właśnie za Porta Paola jest plac targowy na Piazza Travaglio.

Przechodzimy przez targ i kierujemy się do średniowiecznej części miasta, do via delle Volte, która pierwotnie mierzyła dwa kilometry długości i biegła wzdłuż starożytnego biegu rzeki Pad, przed  zmianą koryta rzeki w 1152roku. Magazyny kupców znajdowały się  na brzegu rzeki,a łukowe  przejścia ( obecnie przekształcone w domy) umożliwiały łatwiejszy transport towarów do sklepów czy domów.
Typowe łuki  i sklepienia o ostrołukowym, lub okrągłym kształcie pochodzą z XIII wieku i są charakterystyczne dla całej ulicy. Spacerując po wąskiej i cichej uliczce, próbowaliśmy wyobrazić sobie jak tętniła życiem.

Równolegle do Via delle volte biegnie Via Ragno. Na  Via Ragno, (za Maksem) Trattoria da Noemi. Dom po lewej stronie charakteryzuje się  ryzalitem baldreskowym, wykonanym z drewna, a nie z muru i jest jedynym takim w Ferrarze.

Na skrzyżowaniu z Via Vittoria znajdowała się brama oddzielająca getto żydowskie od reszty miasta.
Via San Romano była głównym łacznikiem pomiędzy rynkiem – Piazza  Trento e Trieste, a portem, który znajdował się tam, gdzie teraz jest via Ripagrande. Jej nazwa wzięła się od kościoła o tej samej nazwie, który istniał wcześniej niż katedra.

Przy via S.Romano minęliśmy   Museo della Cattedrale, które utworzono w dawnym kościele San Romano.

I doszliśmy do Piazza Trento e Trieste, przy której znajduje się południowa  ściana katedry, a do niej „przyklejone ” są małe sklepiki.

Od frontu Katedra prezentuje się bardzo okazale.

Przewodniczka powiedziała, że można sobie zrobić zdjęcie na grzbiecie lwa…Ale czy ten to lew, czy raczej gryf?

Obok katedry znajduje się restauracja „Al Brindisi”, którą udokumentowano już w 1435 roku, w której pijał wino Mikołaj Kopernik, kiedy był w Ferrarze.

Na stolikach leży karta wymieniające słynne osobistości, które wznosiły tu toast.

Również na ścianie kamienicy udokumentowana jest obecność wielkiego polskiego astronoma , który  31 maja 1503 uzyskał doktorat z prawa kanonicznego na Uniwersytecie w Ferrarze.

Poszliśmy zobaczyć zamek Castello Estense. Pierwotną siedzibą rodu d’Este  w Ferrarze był dzisiejszy Palazzo Municipale. Jednak z uwagi na rozruchy w mieście Mikołaj II Kulawy postanowił wybudować siedzibę, która miała by także walory obronne.

Za Maksem widok na ratusz- Palazzo Municipale.

A tu Maks na dziedzińcu Palazzo Municipale. Castello Estense zaczęto budować w dniu Świętego Michała- w 1358  roku,dlatego też znany jest pod nazwą zamku świętego Michała.

Zamek robi duże wrażenie. Otoczony   fosą, ze zwodzonymi mostami w samym  środku miasta przypomina dzieje rodu, który tam mieszkał i przyczynił się do świetności miasta.

Maks był już mocno zmęczony zwiedzaniem i z radością powitał – czas wolny, który spędziliśmy w Mc Donaldzie Przy Piazza Trento -Trieste.

Dania bardzo nie we włoskim stylu, ale Maks był z nich zadowolony.

Z Ferrary pojechaliśmy do Tarvisio, do Hotelu, w którym spaliśmy wjeżdżając do Włoch. Jak zwykle byliśmy późno, za późno na jedzenie, a mimo to jedliśmy.

Vernazza i Monterosso

Vernazza i Monterosso to najstarsze wioski Cinque Terra. Pierwsze zapiski o  Vernazzy pochodzą z 1080 roku. Była to wioska ważna dla  Republiki Genui , która w jej porcie trzymała swoje galeony. Vernazza rozbudowywała się wokół strumienia Vernazzola, który wpadał tu do morza.

Nasz statek przybił do portu. Wysiedliśmy i od razu znaleźliśmy się na Piazza Marconi mając po lewej kościół Świętej Małgorzaty , a po prawej Bastion Belforte i mury zamku z wieżą, widoczne dobrze podczas wpływania do portu.

Widok za Maksem na kościół Świętej Małgorzaty Antiocheńskiej zwanej sauroctona, czyli ta, która zabija smoki. Kościół zbudowano w 1318r z okolicznego zielonego kamienia.

Kiedyś wchodziło się do kościoła od strony strumienia, czyli z przeciwnej strony niż obecnie.

Wnętrzu kościoła przywrócono jego pierwotny , surowy wygląd, na początku XX w pozbawiając go barokowych dekoracji, które powstały w trakcie modyfikacji w XVI i XVII w.

Przeszliśmy się wąskimi uliczkami, które niewiele zmieniły się na przestrzeni wieków.

W Vernazzy spotkaliśmy Polaków, którzy zwiedzali miasteczko, w tym nowożeńców, którzy tu robili sobie zdjęcia w ślubnych strojach. Minusem,  o którym napiszę, są toalety, a w nich brak wody w spłuczkach, co nam się przydarzyło tego dnia, bez względu na to, czy była to toaleta pod dworcem kolejowym , czy w kawiarni przy Piazza Marconi.

Vernazza nawiedziła wielka powódź 25 października 2011 roku. Na budynkach przy stacji do tej pory widać ślady wody z błotem, która sięgała pierwszego piętra.

Wsiedliśmy w pociąg i pojechaliśmy do Monterosso al Mare.

Monterosso rozwijało się wzdłuż strumienia Rio Burmaco, który aktualnie płynie pod ulicą Via Roma. Stacja kolejowa znajduje się w nowej części miasteczka – Fegina , gdzie są żwirowe plaże i wiele hoteli. Wzdłuż wybrzeża jest promenada, którą dochodzi się do starszej części miasteczka. Zaraz ze stacji kolejowej weszliśmy na plażę, żeby zamoczyć stopy w morzu.

Chodzenie po malutkich kamyczkach okazało się dla Maksa trudne, a tym samym plaża dała mu się we znaki.

Nie byliśmy jednak długo na plaży, więc gdy wyschły nam stopy poszliśmy zwiedzać Monterosso.

Poszliśmy Via Fegina ciągle widząc morze po prawej stronie i skałę przy brzegu.

Na plaży było kilkanaście rodzin korzystających ze słońca, choć jak powiedział nasz przewodnik – Samuel, dla niego woda w morzu dobra jest dopiero w lipcu.

Doszliśmy do restauracji Lapo’s i poszliśmy dalej,  gdzie Via Fegina rozchodzi się w dwie strony. Zarówno w lewo jak i w prawo dochodzi się do historycznego centrum Monterosso.
Poszliśmy schodami w górę, drogą Salita  dei Cappucini i podziwialiśmy widok na zatokę

Do klasztoru Kapucynów schodami w górę, a my schodami na dół na starówkę w Monterosso.

Wyszliśmy na Via Nino Bixio, po prawej ręce Maksa wiadukt, po którym jeżdżą pociągi.

Zwiedziliśmy kościół parafialny Świętego Jana Chrzciciela, którego architektura pokazuje, że zbudowano go gdy Monterosso należało już do Republiki Genui, czyli w roku 1276 kiedy hrabia Lavagna – Nicolo Fieschi musiał  sprzedał swoje dobra od La Spazia aż do Monterosso.

Poszliśmy przejść się uliczkami Monterosso, żeby poczuć jego klimat..

Wracaliśmy na stację kolejową  tunelem do Via Fegina, w którego „okienkach” urządzono mini wystawy…


Zwiedzanie Montorosso bardzo nam się podobało, nie spieszyliśmy się i gdy weszliśmy na stację – zobaczyliśmy ostatni wagon pociągu, którym mieliśmy jechać do La Spazia, gdzie czekał na nas nasz autokar.
Samuel, nasz przewodnik bardzo był zdziwiony, że pociąg odjechał punktualnie!!!

Na szczęście następny był za 20 minut, więc cierpliwie czekaliśmy …

Linia kolejowa , która przebiega przez Cinque Terre , to ta, która łączy La Spezię z Genuą i jest jedną z najstarszych linii kolejowych we Włoszech. Budowano ją od 1860  do 1874 z odcinkami biegnącymi blisko morskiego brzegu. Mogliśmy je podziwiać z okna pociągu.

O ile statkiem płynęliśmy ponad dwie godziny, o tyle pociągiem zajęło nam to pół godziny.

Z dworca kolejowego w La Spezia spacerkiem doszliśmy do portu.

Szliśmy Via Fiume przez Piazza Giuseppe Garibaldi. Na środku placu fontanna dialogu – „Żagle”.

Na zdjęciu widać górę, na której jest punkt widokowy na La Spezię i Zatokę Poetów.

I tak oto doszliśmy do ogrodów miejskich za którymi czekał nasz autokar.

Cinque Terre

To była wspaniała wycieczka. Wyjechaliśmy po 8.00 z hotelu i pojechaliśmy do La Spezii, która oddalona jest od Genui o 112 km. W drodze podziwialiśmy nadmorskie widoki widziane z wiaduktów m.in. widok na Portofino…

Wysiedliśmy z autokaru na Viale Mazzini i rozpoczęliśmy spacerek po Passeggiata Costantino Morin’a podziwiając palmy daktylowe rosnące wzdłuż promenady i statki zacumowane w Zatoce Poetów, która nazwana jest tak, aby uczcić poetów i pisarzy, dla których była źródłem inspiracji: Shelleya, Byrona,George Sand, D.H. Lawrence’a i innych.

Pierwszy raz widziałam owocujące palmy  i grona daktyli…Nasz przewodnik Samuel kupował bilety na rejs statkiem wzdłuż wybrzeża, a my spacerowaliśmy i doszliśmy do dział morskich ładowanych przez lufę.

Wreszcie nadszedł czas wejścia na pokład. Byliśmy przygotowani, że na morzu może być zimno, tak jak wczoraj w Genui i rzeczywiście na początku podróży przydały się bluzy i czapki.

Wypłynęliśmy z Zatoki Poetów i przepłynęliśmy cieśniną między Portovenere a Wyspą Palmaria.

Nazwa Portovenere – Portus Veneris – Port Wenus, wywodzi się z czasów Rzymskich o czym świadczą wykopaliska. Była to wioska o znaczeniu strategicznym do kontrolowania ruchu morskiego i trwały o nią zaciekłe walki między Republiką Genui A Republiką Pizy. Ze statku widzieliśmy średniowieczne mury i kościół Świętego Piotra w charakterystycznej kolorystyce ; białego marmuru z Carrara i czarnego zwanego Portoro, typowego dla architektury liguryjskiego gotyku.

Port w Portovenere, a poniżej widok po przeciwnej stronie na Wyspę Palmarię.

Przepływając przez cieśninę widzieliśmy średniowieczne mury i kościół Świętego Piotra.

Z drugiej strony  cypla  znajduje się Grota Byrona, który podobno przepływał zatokę Poetów z San Terenzo, (gdzie mieszkał u swojego przyjaciela P.B Shelleya) do Portovenere.

Płyniemy dalej do Riomaggiore. Część pasażerów w porcie schodzi na brzeg, a inni wsiadają.

Wzmianki o tej wiosce datuje się od XIII wieku. Środkiem doliny płynęła rzeka największa w okolicy, stąd nazwa Rio- maggiore. Aktualnie rzeka jest zakryta i płynie pod ulicą Via Colombo, ale jeszcze do początku XX wieku rzeka była widoczna, a domy były połaczone mostami i dlatego Riomaggiore nazywane było Małą Wenecją. Na obrazach Telemaco Signorini można zobaczyć jak wyglądała wioska w jego czasach.


Riomaggiore łączy 1 kilometrowa ścieżka, która budowali mieszkańcy obu wsi na początku lat 20- XX wieku. Zwana jest Drogą miłości, gdyż w czasie II WŚ spotykała się na niej młodzież z obu wiosek.

Płyniemy do Manaroli, gdzie układ miasteczka przypomina Riomaggiore , gdyż zdudowano je po obu stronach strumienia Rio Groppo. Mieszkańcy Manaroli zamieszkiwali kiedyś starożytną wioskę Volastra, która była na wzgórzu, a do doliny zeszli po epidemii dżumy w XIV wieku, dając początek jednej z wiosek Cinque Terra.Następną wioską na trasie jest Cornigla. W niej jednak nie zatrzymują się duże statki, bo nie ma tak dużego portu jak pozostałe miejscowości.

Wybudowanie linii kolejowej przyczyniło się do rozwoju Cinque Terra, które można odwiedzać statkiem, lub jadąc pociągiem.

Wreszcie pojawiła się Vernazza , port, w którym schodziliśmy na ląd.

Radość Maksa na Piazza Marconi. Tu mieliśmy czas wolny na zjedzenie drugiego śniadania i zwiedzenie miasteczka , a potem wsiadaliśmy w pociąg , żeby dojechać do Monterosso.

Genua

Wyjechaliśmy do Genui i od razu zauważyliśmy te wiadukty rozpięte nad miastem, z których roztacza się widok na miasto i morze. Niektórzy z nas pamiętali, że 14 sierpnia 2018 roku runął wiadukt Morandi i pochłonął 43 ofiary. Na jego miejscu stanął nowy – Świętego Jerzego, na którym zamontowanych jest osiemnaście punktów świetlnych, które palą się i upamiętniają ofiary tej katastrofy. Także filary mostu są podświetlone w kolorach włoskiej flagi.

W Genui, w starym porcie czekała na nas przewodniczka, która studiowała polonistykę na uniwersytecie i świetnie mówi po polsku. Przygotowała dla nas krótką trasę po starówce .

Zaczęliśmy od Palazzo San Giorgio, zbudowanego w 1260 roku i przechodził różne koleje losu.

W 1298 było tam więzienie, gdzie przetrzymywano Marco Polo. Podczas rocznego pobytu w więzieniu podyktował współwięźniowi Rustichello da Pisa swoje wspomnienia z podróży, które później wydano jako Podróże Marco Polo.

Dalej poszliśmy do Katedry Świętego Wawrzyńca.

dalej Vico del Filo

Widok na kościół Najświętszego Imienia Maryi i Aniołów Stróżów

Weszliśmy na Piazza di San Lorenzo a przed nami katedra  Świętego Wawrzyńca.W katedrze pocisk( rozbrojony), który wpadł do kościoła 9 lutego 1941 roku i nie wybuchł.

Idziemy dalej Via San Lorenzo.

Za Maksem Pallazo Ducale.

I kościół Il Gesu.

Idąc Via di Porta Soprana dochodzimy do zabytkowej Bramy Miejskiej, obok której jest zlokalizowany Dom Krzysztofa Kolumba.

Przewodniczka nasza powiedziała, że tak mógł wyglądać Dom Krzysztofa Kolumba. Według historyka Marcello Staglieno, oryginalny dom został zniszczony podczas francuskiego bombardowania Genui w 1684 roku.

Dalej poszliśmy na Piazza Raffaele di Ferrari.

Po prawej dawny budynek Giełdy.

Następnie udaliśmy się Aleją 25 kwietnia do Piazza dei Garibaldi, przy której znajdują się okazałe pałace, obecnie siedziby banków.

Potem wróciliśmy via Cairola do via San Luca i do miejsca , w którym zaczynaliśmy nasze zwiedzanie. Po drodze kupiliśmy sobie foccacie i zjedliśmy przed Pałacem Świętego Jerzego.

I tak po minie Maksa patrząc,  to najfajniejsze chwile, to te na siedząco! Siedząc i jedząc patrzyliśmy na barwny tłum przewijający się przez Porto Antico. Na kobiety ubrane w orientalne sukienki , a na nie nałożone puchowe kurtki, ponieważ Genua powitała nas wiatrem od morza.

Autokar zabrał nas do Hotelu, gdzie mieliśmy pokój na siódmym piętrze z widokiem na płytę lotniska i port.

Z przyjemnością zjedliśmy kolację.