Ostra zatorowość płucna wysokiego ryzyka

5 czerwca mój tata miał laparoskopowy zabieg prostatektomii radykalnej i dwa tygodnie później kiedy wybierał się do szpitala na usunięcie cewnika dopadł go zator płucny, który dostał się do serca i do tętnic płucnych! Taki zator nazywają „jeźdźcem” i można go usunąć jedynie na drodze operacji kardiochirurgicznej z mechanicznym usuwaniem skrzepów. W tym nieszczęściu tata miał szczęście, że trafił na wspaniałych lekarzy, którzy uratowali mu życie!

To czego dokonał zespół kardiochiorurgów z dr Zielińskim  w szpitalu Medicover możecie sobie przeczytać poniżej. Tata jak  przeczytał co przeszło jego serce to żałował, swojej ciekawości, bo po przeczytaniu poczuł się bardzo słaby…

Ja odwiedziłem tatę w szpitalu. Za pierwszym razem jak zobaczyłem dreny, które wystawały spod piżamy to mało się nie rozpłakałem. Ale jak tata ze mną porozmawiał i zobaczyłem, że ma się dobrze, to  przestałem się martwić!


Wczoraj zdziwiłem się gdy pojechaliśmy po tatę do szpitala i nie był to szpital Medicover, tylko Szpital Dzieciątka Jezus, gdzie chodzę do ortodonty. Okazało się , że tam ustawiono tacie leczenie przeciwzakrzepowe, żeby żaden jeździec go już nie zaatakował.

Koniec roku szkolnego

Ten koniec roku szkolnego zapamięta cała moja rodzina i to nie dla tego, że wyjątkowo przypadał na środę, przed Bożym Ciałem.

Ten dzień rozpoczął się przyjazdem karetki pogotowia pod nasz dom. Tata, który miał jechać do Otwocka do ECZ na  wizytę kontrolną i wyjęcie cewnika, poczuł się bardzo źle. Miał kłopoty z oddychaniem i mama wezwała karetkę. Ratownicy przyjechali bardzo szybko. Zrobili tacie EKG, podłączyli kroplówkę z adrenaliną i podali tacie maskę z tlenem do oddychania. Potem przenieśli go na nosze i zabrali karetką do szpitala Bródnowskiego.

Byłem w moim pokoju i słyszałem jak karetka odjechała na sygnale. Moja siostra Marysia pomogła mi przygotować się do wyjścia do szkoły i razem z Oliwią i jej mamą pojechaliśmy pożegnać szóstą klasę i Naszą Panią, która we wrześniu będzie wychowawczynią pierwszej klasy.

W szkole spotkałem kolegów i Naszą Panią i właściwie wszystko było takie zwyczajne, jak już wcześniej na zakończenie roku szkolnego…jedyną zmianą było to, że nie było ze mną mamy, ale była Marysia- moja najstarsza siostra.

Nasz klasa znów zabłysła i Iga z Olkiem odebrali dla nas nagrodę.

Potem tańczyliśmy zumbę i pokazaliśmy czego nauczyliśmy się w ciągu minionego roku.

W końcu skończyła się część oficjalna  i poszliśmy do naszej sali.

Wycałowaliśmy Naszą Panią i podziękowaliśmy Jej za to, że była dla nas jak DRUGA  MAMA!

Każdy z nas dostał świadectwo podsumowujące nasze osiągnięcia.


Właściwie już kilka razy kończyliśmy rok szkolny, więc jeszcze nie dotarło do nas to, czym to zakończenie różni się od poprzednich…Od września, w siódmej klasie będziemy mieć nową wychowawczynię, a Nasza Pani będzie miała pierwszaki… Na szczęście będzie miała z nami kilka godzin lekcji, więc nadal będzie nas uczyć, choć już nie będziemy Jej klasą!

Wróciłem do domu, a mamy nie było. Moje starsze rodzeństwo miało smutne miny i popłakiwali po kątach. Oni wiedzieli, że tata dostał zatoru płucnego. Jeden skrzep dostał się do prawej komory serca,  a inne były w tętnicach płucnych i tylko operacyjne wyjęcie tych zakrzepów mogło uratować życie naszemu tacie.  Dr Szadryn z SORu na Bródnie szybko i trafnie zdiagnozowała taty problem i znalazła szpital, który podjął się operacji.

O 13.00 tatę przewieziono ze szpitala na Bródnie do szpitala Medicoveru na Wilanowie.

O 14.00 przewieziono go na salę operacyjną gdzie dr Zieliński po trwającej 6 godzin operacji  usunął wszystkie skrzepy i tym samym uratował życie naszego taty!

Mama i Mateusz wrócili do domu przed 22.00. Powiedzieli, że rozmawiali z dr Zielińskim, który jest zadowolony z przebiegu operacji, która się udała!

I dopiero wtedy odetchnęliśmy z ulgą!

Czternaste urodziny w pizzerii

17 czerwca obchodzę urodziny. Zwykle mama staje na głowie, żeby wymyślić coś specjalnego. Od siedmiu lat była na urodzinach piniata, konkursy dla moich kolegów i tort ze świeczkami, dlatego zdziwicie się oglądając zdjęcia, że w tym roku mama poszła na łatwiznę…


Koledzy, koleżanki i Pani Edyta wyściskali mnie mocno i złożyli mi życzenia od serca.

W domu mama zrobiła tort i zdmuchnąłem 14 świeczek.

Dostałem fajną grę.

Na urodzinach był też tata. Nie uwierzycie, ale to mogło być ostatnie nasze wspólne zdjęcie, gdyż dwa dni później tata dostał zatoru płucnego i lekarze ledwo uratowali mu życie!!!

Przedstawienie na Dzień Rodziny

Maks wziął udział w powtórkowym przedstawieniu z okazji Dnia Rodziny, ponieważ w czasie pierwszego występu był w Wesołej Krainie. W tym roku rodzice i zaproszeni goście mogli zobaczyć muzyczną adaptację bajki o Kopciuszku przy muzyce zespołu Queen.

Jak widać Maks należał do ekipy troszczącej się o porządek w zamku. Wyglądał bardzo profesjonalnie i elegancko, a prace porządkowe  wykonywał z uśmiechem ( przynajmniej podczas przedstawienia)

W klasie wszyscy aktorzy zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie. Oliwia i Kamil grali główne role: Oliwia-Kopciuszka, a Kamil-Księcia. Kuba był heroldem, Olek był rumakiem ciągnącym karetę Kopciuszka, a Amelka jest tu w stroju panny tańczącej na balu w zamku (gdyż miała dwie role w przedstawieniu)

Szkolne przedstawienia w Maksa szkole są zawsze wzruszające!

Warsztaty kulinarne z Myszką Norką.

Moja mama lubi wkręcać mnie w gotowanie. Kiedy Pani w szkole powiedziała jej, że słabo mi idzie obieranie warzyw, kupiła nową obieraczkę i wróciliśmy do wspólnego gotowania. Na dodatek Klub Myszki Norki ogłosił konkurs na potrawę obiadową z cukinii i bakłażana i oczywiście moja mama musiała wziąć w nim udział, a że beze mnie nie mogła, więc zatrudniła mnie jako gościa specjalnego!

U nas w domu często cukinię wykorzystuje się jako bazę do warzywnego dania w piątek. W zależności od tego co można kupić na bazarze do cukinii dodajemy cebulę, marchewkę, kawałek selera, fasolkę szparagową, brokuła i pomidory. Bakłażana jemy rzadko, ale mama zobaczyła go na bazarze w cenie 1 zł za sztukę i kupiła. Wymyśliła , że usmażymy go w cieście naleśnikowym.

Ostro wzięła mnie w obroty i relację z tego mogliście zobaczyć wcześniej.

Okazało się, że  nasza dwuosobowa drużyna zakwalifikowała się na warsztaty kulinarne, które miała prowadziła Julka Cymbaluk w sali zabaw Fikołki w Arkadii.

10 czerwca po szkole pojechaliśmy żeby gotować z Julką i Myszką Norką.

Julka wymyśliła dla nas dwa dania: Spring Rollsy z warzywami i  ryż gotowany w mleczku kokosowym Mango Sticky Rice – podany z musem z mango.

Julka pomogła mi zawijać spring rollsy.

Tu zabieram się do jedzenia ryżu z musem z mango. Na koniec warsztatów dostaliśmy dyplomy i super łyżkę!

To były bardzo fajne warsztaty, choć brakowało w tej sali obieraczek do warzyw.

Na koniec wspólne zdjęcie z Julką i Myszka Norką.

 

Panowie badajcie PSA!

O ile nagłaśnia się w  mediach, żeby kobiety robiły sobie badania profilaktyczne, które wcześnie potrafią zdiagnozować raka piersi, czy szyjki macicy, o tyle o profilaktycznych badaniach raka prostaty u mężczyzn jakoś cicho. A badania PSA z krwi nie kosztują dużo i łatwo je zrobić. Oczywiście zdarza się u 7% mężczyzn, że ich wartość PSA była mniejsza niż 1, a i tak zdiagnozowano u nich raka stercza, niemniej  jednak w większości przypadków jeśli wynik PSA po jakimś czasie się podwoi, to trzeba  się zbadać u urologa.

Lekarze powinni po 40-tym mroku życia wystawiać mężczyznom  skierowanie na PSA, ale z jakiś powodów, nadal uważa się, że rak prostaty dotyczy tylko mężczyzn po 65 roku życia!

Niestety rak prostaty atakuje coraz młodszych Panów !

Nagle okazuje się tak jak u mojego taty, że przez pięć lat wynik PSA zwiększył się czterokrotnie! Urolog bada i stwierdza obecność guza, potem każe zrobić biopsję ( choć przed biopsją jednak powinien zlecić badanie tomograficzne) i wychodzi, że jest rak prostaty i to nie mały!

A potem już tylko wchodzi w rachubę usunięcie całego gruczołu i badanie histopatologiczne wyciętych węzłów chłonnych!

Wieść gminna niesie, że rak prostaty łatwo się operuje (laparoskopowo) i szybko dochodzi się po nim do zdrowia! Oczywiście może w wyniku tej operacji być nietrzymanie moczu, ale to już wydaje się być drobiazgiem…tym, którzy takiej dolegliwości nie mają!

Taki obrazek można zobaczyć w przychodni urologicznej. Nakręcono też materiał filmowy, w którym Katarzyna Dowbor zachęca  Panów, żeby tak jak dbają o swoje auta i robią im przeglądy, tak samo żeby zadbali o siebie i badali się urologicznie. Rak prostaty często jest bezobjawowy i zaskakuje nie tylko swoją obecnością, ale i rozmiarem!

Wtedy nagle okazuje się, że w gronie znajomych są koledzy, którzy już  przeszli prostatektomię radykalną. Gdyby może powiedzieli o tym co ich spotkało, a nie uważali że to temat wstydliwy, o którym mówi się tylko tym, którzy mają tę samą diagnozę, może inni przebadali by się tak, jak koledzy mojego taty i urolog, który zlecił mu  biopsję!

 

Maks na turnusie w Wesołej Krainie

Dwa tygodnie temu Maks wrócił z Sułkowic, gdzie razem z kolegami z Zakątka 21, miał różne zajęcia usprawniające. Turnus był finansowany z subkonta Maksa, które ma w Fundacji Dzieciom Zdążyć z Pomocą”. W tym miejscu chcemy podziękować Panu Piotrowi. Dzięki wpłatom Pana Piotra Maks ma środki, aby raz w roku pojechać na taki turnus. Gorąco Panu Piotrowi dziękujemy!

W tym roku Maks miał godzinę zajęć na basenie, godzinę u logopedy, zajęcia z SI, terapię ręki oraz rehabilitację ruchową.

Basen a na nim pływanie i nurkowanie to Maksa żywioł.

Ćwiczenia fizyczne wzmacniające mięśnie oraz bieżnia – to dobry trening na utrzymanie kondycji.


Ćwiczenia równowagi

Motoryka mała ciągle jest nie wystarczająco dobra.

Po zajęciach z terapeutami był czas na aktywności z rówieśnikami.  Niektórzy rodzice nie doceniają tego jak ważne dla dziecka z niepełnosprawnością intelektualną, które zawsze jest pod czyjąś opieką i samo praktycznie nie ma szans na zawieranie znajomości, przebywanie w gronie rówieśników i wspólne z nimi gry czy zabawy. Dzięki Forum Zakątek21, miałam okazję poznać rodziców dzieci z zespołem Downa, z którymi wyjeżdżamy od 12 lat i nasze dzieci lubią ze sobą razem przebywać.

Maks zna Biankę od dawna i od 10 lat spotykają się na zlotach i turnusach.

Również Tomka i Igora Maks zna od dawna.

Na turnusie w Wesołej Krainie można kupować obiady w cateringu, albo gotować samodzielnie. W tym roku gotowałyśmy grupowo. Było super!

Maks na zielonej szkole

Zaraz po turnusie w Wesołej Krainie pojechałem z klasą na zieloną szkołę do Burzenina, do Ośrodka wczasowego „Sportowa Osada”. Mieliśmy tam dużo atrakcji, na jednym miejscu park linowy, baseny, boisko, strzelanie z łuku po prostu super zabawa.

W tym roku ja, Staś i Kuba byliśmy pod opieką Pani Agnieszki.

Kiedy wszyscy się zebrali wsiedliśmy do autokaru i pojechaliśmy .

W Osadzie Sportowej jest park linowy i od niego zaczęliśmy…

Następnego dnia pojechaliśmy do safari ZOO w Borysewie. Ten Ogród Zoologiczny ma w swojej ofercie zajęcia dla uczniów szkół specjalnych. Każdy z nas mógł z bliska zobaczyć ciekawe zwierzęta, a nawet je dotknąć!

Ja pogłaskałem jaszczurkę!

Po powrocie do osady i zjedzeniu obiadu strzelałem z łuku

Było super.

Dzień Matki

Mój syn nie wie, nie pamięta,
że dziś dzień mojego święta!
Życzeń sam nie namaluje,
ale mocno ucałuje!

Dostałam to serduszko od Maksa po zajęciach u logopedy na turnusie w Wesołej Krainie.

Jestem wdzięczna Pani Logopedce,  że pomyślała o mnie i zmobilizowała mojego syna, aby wykonał dla mnie laurkę. Znam Maksa i wiem,  że nie lubi rysować. Jak tropiciel śladów przyglądam się kreskom i rozpoznaję te, które narysował on sam i te –  Pani Logopedy. Wspólnym wysiłkiem zrobili mi prezent! Oczywiście pierwszą moją myślą było, że nie tego oczekuje się od logopedy, ale logopeda to nie cudotwórca, więc cieszę się z tego co dostałam!

 

 

Maks w Toruniu

Maks razem ze swoją klasą pojechał na dwudniową wycieczkę pociągiem do Torunia. Chylę czoło przed nauczycielami, którzy poświęcili swój prywatny czas, żeby uczniowie mogli doświadczyć takiej przygody.

Toruń to ciekawe miasto i ma sporo atrakcji dla dzieci i młodzieży.

Maks przeszedł „test prawości” pod Krzywą Wieżą.

Pospacerował po Piernikowej Alei Gwiazd i po Bulwarze Filadelfijskim.

Zobaczył film w Planetarium o młodym Mikołaju Koperniku i poczuł atmosferę miasta.

Był w Muzeum Zabawek

Gdzie zobaczył zabawki jakimi bawili się jego rodzice.

Nie udało mu się położyć Wańki- wstańki.

W Muzeum Żywego Piernika zrobił piernik toruński w kształcie serca.

W Domu Legend zobaczył jak jego koledzy i nauczyciele wcielili się w role bohaterów toruńskich opowieści…

Taka wycieczka to najlepszy sposób na naukę przez doświadczanie; nowych sytuacji (samodzielna piecza nad walizką), poznanie nowego miasta (nad tą samą rzeką co Warszawa) i bycie w grupie rówieśniczej bez rodziców dzień i noc…