Archiwa kategorii: zabawy

Bal karnawałowy

„Był karnawał, w karnawale wszyscy bardzo lubią bale. Pchła więc myśli: doskonale! Bal wyprawię, lecz nie u mnie, Trzeba przecież żyć rozumnie. Rozpisała zaproszenia, że bal będzie u szerszenia i że właśnie on zaprasza na sobotę. Dobra nasza.” (fragment „Pchły Szachrajki” Jana Brzechwy)

W naszej szkole zawsze jest bal w karnawale. W ubiegłym roku byłem chory, więc bal pod tytułem „morskie opowieści” przeszedł mi koło nosa. Do tej pory leżą nie zszyte spodnie z delfinem i rozgwiazdami, których mama nie skończyła, bo wraz z moją chorobą skończyła się jej motywacja.

W tym roku przebieraliśmy się za postacie z bajek. Mama długo myślała, ale w końcu wpadła na to, że jak ja lubię Domisie, to chętnie wcielę się w postać jednego z nich. Najpierw myślała, żeby taki strój skopiować, ale bała się, że ogrom pracy ją przytłoczy i znowu czegoś nie skończy (jak tych spodni z delfinem) więc zrobiła tak jak robię ja – poszła  na skróty. Znalazła czapkę kominiarkę – niestety czarną. Żaden Domiś nie ma czarnych włosów, więc wymyśliła, że włosy będą modne – w pasemka – i z filcu zrobiła paski, w które wszyła kreatywne druciki z włoskami. Przyszyła do kominiarki i fryzura a la Eryk była gotowa. Na strój przerobiła stary sweter. Doszyła guziki i torbę, a na dłonie dostałem rękawiczki – mitenki.

Bal się udał doskonale i zostałem królem balu.

Zdjęcia z balu są na  stronie klasy 5a

Dobrze się bawiłem i do końca wytrwałem w czapce Domisia, choć nie było łatwo.

Tańczyłem cowboyskie kawałki z Panią Kasią.

A na koniec dostałem niebieską szarfę!

Na zdjęciu widać, jak byłem zmęczony noszeniem domisiowej fryzury.

Ferie Maksa

Na ferie spadł wreszcie śnieg i możemy cieszyć się jego bielą. Dziś powstał drugi bałwan w roku 2018, a Maks nareszcie mógł skorzystać z sanek, które  w grudniu zdjęłam ze strychu i czekały cały miesiąc, aż spadnie śnieg. Ile razy przechodziłam koło nich, tyle razy miałam wrażenie, że za wcześnie je wyjęłam i tym samym zapeszyłam… Maks gdy wracał ze szkoły, to pokazywał na sanki jakby miał do nich pretensje, że nie pasują do jesienne pogody, która wtedy panowała.

Śnieg jest lepki i sanki wolno zjeżdżają z górki.

Nasz bałwan roku 2018…

…gdyby tak wsiadł na sanki z Maksem i zjechał z górki?! To było by tak jak u Krecika, który bawił się z bałwankiem zimą.

Codziennie w Maksa karmniku jest duży ruch. Na zdjęciu widać jak sójka pożywia się ziarnem słonecznika, a sikorka czeka, aż sójka skończy… Kilka dni temu przyleciał do słoniny dzięcioł. Ale najczęstszymi gośćmi w Maksowej gospodzie są sikorki.

W ferie zaliczyliśmy wizytę u endokrynologa w WUM. Następny wolny termin – za rok! Maks w ubiegłym roku nie miał wyniku, który wskazywałby na nadczynność tarczycy, wygląda więc, że szalona tarczyca Maksa trochę się uspokoiła, chociaż w sierpniu TSH wyniosło 45! Zawsze na wizycie towarzyszy nam grupa studentów medycyny, którym dr Grajewska- Ferenc wszystko dokładnie tłumaczy – dlatego Maksa wizyta trwa prawie godzinę. Także i my dowiadujemy się różnych rzeczy m.in. że nastała moda by zlecać eutyrox kobietom w ciąży, które mają TSH>1,5 (tak jakby miały niedoczynność), choć ich wynik TSH jest w normie. Potem, takim „faszerowanym” hormonem tarczycy matkom w ciąży rodzą się dzieci z nadczynnością tarczycy.

W piątek byliśmy u ortodonty i po tej wizycie poszliśmy do kina na Magiczną zimę Muminków. Maksowi film się dość podobał, więc zaczęliśmy lekturę książki. Dlatego wiemy, że w książce Tatuś i Mamusia  Muminka jednak całą zimę przespali…

Po filmie Maks zrobił sobie zdjęcie z Happosami. Kiedyś w jajkach „Kinder niespodzianka” były szczęśliwe Hipopotamy…

Czy to możliwe, żeby jajko z niespodzianką obchodziło pięćdziesiąte urodziny?

Okazuje się, że tak! I to właśnie z tej okazji w Centrum Handlowym Arkadia pojawiły się szczęśliwe Happosy.

Ostatni dzień IX Zlotu Zakątka 21

W niedzielę 27 sierpnia kończył się nasz zakątkowy czas. Tego dnia Pan Krzysztof, animator czasu wolnego w OWR „Polanika,” przeprowadził pięć konkurencji sportowych dla dzieci. Każda  zaliczona konkurencja nagradzana była naklejką, którą można było wkleić do dyplomu. Po zebraniu  naklejek z pięciu konkurencji sportowych uczestnik zmagań sportowych otrzymywał zakątkowy medal!

Strzelanie z łuku

Kierowanie zdalnie sterowanym autem

Maks lubi takie elektryczne autka!

Unihokej.

Zaliczony!

Kręgle.

Ta konkurencja wymagała kilku powtórzeń, kula jakoś omijała kręgle…

Konkurencja – wyścigi z balonem, który trzeba było popychać przed sobą rurką z pianki.

Jest medal!

Imieniny Maksa

Maks świętuje 14 sierpnia, w tym samym dniu składamy także życzenia, z okazji rocznicy ślubu, Kasi i Maćkowi – najstarszemu bratu Maksa i jego żonie.

W tym roku poszliśmy z Maksem do kina na film „Gru, Dru i Minionki”. Maks był bardzo niepocieszony, kiedy wszyscy wchodzili na salę kinową z popcornem, a tylko my oboje nie mieliśmy tego zapychacza. Na szczęście temat popcornu zniknął wraz z pojawieniem się na ekranie reklam i zwiastunów nowych filmów. Film o Minionkach bardzo się spodobał Maksowi i głośno śmiał się w czasie seansu.

Po filmie zaciągnął mnie do Kinder Planety…

Było dość ciepło i Maks był już trochę zmęczony, więc bardziej interesowały go zabawy wymagające minimalnej ilości ruchu.

Wracając do domu postanowiliśmy wpaść do babci, więc przeszliśmy przez Lasek Bielański

Okazało się, że ktoś sobie zrobił leśny kącik relaksu…

Maks był lekko zdziwiony gdy zobaczył  sznurkową półkę na książki…

Aby dojść do leśnego kącika relaksu trzeba przejść przez specjalnie przygotowane bramy.

Doszliśmy do domu Babci, gdzie czekali na nas: Cora i Józio.

Za tydzien wracają do domu, więc Maks będzie spotykał się z nimi odwiedzając ich kanał na Youtube…

Klockownia

Wybraliśmy się z Maksem do Klockowni, na spotkanie ze znajomymi. Zwykle pod pojęciem klocki mamy na myśli: klocki drewniane, lego, duplo…

Okazuje się, że jest tych rodzajów klocków dużo więcej…

Z tych dużych cegieł, buduje się domy, w których można się bawić. Maksowi bardzo się spodobał stojący już dom, wszedł do niego i siedział.

 

Kiedy zbuduje się już swój klockowy samochód, można nim zjechać po pochylni.

Przy stołach z klockami lego można sobie spokojnie budować…

Klocki magnetyczne  SmartMax były dla mnie wyzwaniem. Umieszczone w jednym miejscu różne części, bez żadnej ilustracji i co można z tego zrobić?

Maks znalazł sobie kuchenkę, na której można było gotować klockowe dania.

Jak widać dookoła co pojemnik to inne klocki… Była również kolejka Brio z drewnianymi autami i postaciami.

Po zabawie Maks odpoczywał na kanapce z miękkich klocków trzymających się dzięki magnesom.

W klockowni można zapisać się na warsztaty z budowania .

Budowanie z  klocków wymaga dużej wyobraźni, nic dziwnego, że po zapoznaniu się ze wszystkimi zestawami klocków Maks zapragnął  pobawić się  przed klockownią…

Turnusowe wycieczki

W tym roku mieliśmy dwie wycieczki autokarowe: do Doliny Charlotty i do Sea Parku w Sarbsku. Oba miejsca są nam dobrze znane, gdyż w zeszłym roku je odwiedziliśmy. Jest tam wiele atrakcji dla dzieci, chociaż w dolinie Charlotty są zupełnie nieprzygotowani na to, że dzieci mają potrzeby korzystania z WC. Jest tam tylko jedna toaleta z sedesem i bieżącą wodą. W pozostałych miejscach są wszechobecne toi-toi, które dla dzieci zupełnie się nie nadają, a na dodatek nie ma w nich wody do mycia rąk.

Zwiedziliśmy Krainę Bajek. Tym razem Maks przestraszył się Baby Jagi.

Maks wszedł na wieżę widokową, żeby tak samo jak w zeszłym roku zjeść kanapkę na samej górze.

Był  wyspie z lemurami.

Skorzystał tez z atrakcji jaka są dmuchane zjeżdżalnie…

To była bardzo wysoka zjeżdżalnia ok. 10 m wysokości.

Była też ścianka wspinaczkowa, ale Maks nie dal rady się na nią wspiąć.

W Sea Parku Maks najbardziej lubi kolejkę…

Sporo czasu spędziliśmy na pobliskim placu zabaw.

Razem bujaliśmy  się na huśtawce z grubej liny.

Dzieci patrzyły na karmienie uchatek i fok. Zobaczyły film o prehistorycznych zwierzętach morskich. W Sarbsku miło minął nam czas.

Klasowe urodziny Maksa

W czwartek, tuż przed końcem roku szkolnego, Maks świętował z klasą swoje 12 urodziny. Na początku miałam zaprosić wszystkich na lody, ale potem pomyślałam, że pobawimy się razem, tym bardziej, że w sobotę na urodzinach była tylko połowa klasy, więc dla wszystkich wymyśliłam dwie zabawy i urodziny indiańskie przeżyliśmy wszyscy, a niektórzy nawet powtórnie.

Zrobiliśmy indiańskie pióropusze i cały szczep zrobił sobie zdjęcie z indiańskimi okrzykami.

Wydawało mi się, że nie będzie kłopotów z samodzielnym wkładaniem piór do opaski, ale jednak myliłam się. Mała motoryka okazała się nie dość przygotowana na tę aktywność i małym Indianom trzeba było pomagać.

Każdy Indianin powinien mieć swój nóż. Ozdabialiśmy drewniane noże.

Potem układaliśmy z drewnianych elementów totem według wylosowanego wzoru.

Akurat Maks wylosował bardzo trudny wzór, który był wyjątkowo niestabilny, ale niektórym kolegom udało się samodzielnie zbudować swój totem.

Zrobiliśmy lizakowy teatrzyk i jeszcze raz odegraliśmy przygodę Indianina Nitou z Pożeraczem Chmur.

Na koniec zabawiliśmy się w strzelanie do puszek i butelek, popularne na Dzikim Zachodzie. Wykorzystałam prezent, który Maks dostał na urodziny.

To jest fajna zabawka, szczególnie dla chłopców. Mogą sobie postrzelać, ćwiczą koordynację oko ręka, ale nie celują do żywych… Atrakcją tej zabawki są dźwięki – niemal realistyczne.

Dziękujemy wszystkim za wspólną zabawę i urodzinowy prezent.

Indiańskie urodziny Maksa

Natrafiłam w bibliotece na cztery książeczki o Indianinie Nitou autorstwa M.Cantina i S.Pelona i postanowiłam zrobić Maksowi indiańskie urodziny. Czasu miałam sporo, więc przygotowałam się dość gruntownie. Zaczęłam od łapaczy snów, których zrobiłam 11-cie.

Następnie opracowałam scenariusz na podstawie książeczki pt. „Demon z gór”.

Zaplanowałam, że goście Maksa wystąpią w przedstawieniu, w którym odegrają role z tego opowiadania. Córki pomogły mi narysować postacie Indian, demona z gór i kreta, które przymocowałam do zakupionych drewnianych szpatułek. Tak powstał „lizakowy teatrzyk”

Kółka z postaciami są mocowane na drewniane szpatułki za pomocą samoprzylepnej rzepy.

Zrobiłam też tipi, totem, opaski na pióra i piniatę -„demona z gór”.

Rzep wykorzystałam też do przyczepienia imienia, które wylosował Indianin.

Do zrobienia totemu wykorzystałam wieże z zamku – „Mega kolorowanka”.

Do środka piniaty włożyłam poduszeczki  z powietrzem (które służą do ochraniania przesyłanych w paczkach przedmiotów) oraz warzywa i smerfy w powietrznych poduszeczkach, które dostawało się za zakupy w Lidlu.

Pierwsza przyszła Iga i podarowała Maksowi prezent  od niej i od Kamila.

Zaraz po Idze przyszła Amelka oraz Olek z rodzeństwem.

Impreza zaczęła się od rozdania opasek na pióra. Potem Indianie wylosowali swoje imiona. Były: Smukła Topola, Czerwona Błyskawica, Leśna Orchidea, Krzyczący Puszczyk, Biegnący Lis, Księżycowy Orzeł.

Rozpoczęliśmy od malowania znaków na totemie. Ci którzy pomalowali  swój znak dostawali amulet – łapacz snów.

Następnie rozpoczęły się konkurencje, w których Indianie zdobywali pióra do pióropusza. Każdy mógł wybrać  sobie pióro…

Indianie uczestniczyli w strzelaniu  z łuku, strzelaniu z procy, przechodzeniu przez kreci tunel, mieli próbę „kamiennej” twarzy, symulację jazdy na krecie… Ich pióropusze wzbogacały się o kolejne pióra.

Pierwsze strzały powędrowały do tarczy…

…a co za tym idzie – pierwsze pióra pojawiły się  w opaskach indiańskich.

Strzelanie z procy było trudniejsze.

Przeciskaliśmy się tak jak Indianin Nitou przez kreci tunel.

Biegnący Wilk i Księżycowy Orzeł w tipi.

Indianka Czerwona Błyskawica w symulatorze jazdy na krecie.

Piórkowe tuby, kto dalej  wydmucha swoje piórko.

Po emocjach zdobywaniu piór, czas na „lizakowy” teatrzyk i opowiedzenie przygody o Indianinie Nitou zmagającym się z demonem z gór – zwanym też pożeraczem chmur!

Wybieramy postać, którą będziemy odgrywać.

Po pierwszej próbie opowiedzieliśmy tę historię rodzicom.

Maks bardzo wczuł się w rolę pożeracza chmur.

Rodzicom nasza opowieść bardzo się podobała

Kulminacyjnym punktem każdych urodzin jest rozbicie piniaty. W tym roku daliśmy radę pożeraczowi  chmur!

Z rozbijanej piniaty wypadały obłoczki zjedzone przez demona z gór.

Po zabawie przyszedł czas na tort .

A po torcie bawiliśmy się w zabawę bardzo popularną na Dzikim Zachodzie i strzelaliśmy do puszek – było świetnie!

Janek ustawia puszki na listwie do celowania z pistoletu.

Udało nam się zagrać w cyferkowe doble, które przyniosła Maksowi Amelka.

Dziękujemy gościom za wspólną  zabawę i świetne prezenty!

Urodziny Igi

W niedzielę Iga zaprosiła nas na swoje dwunaste urodziny. Impreza zaczęła się w sali zabaw przy ulicy Modlińskiej i po półtoragodzinnej zabawie przeniosła się do domu.

Maks zmartwił się, że ten pojazd  trudno jest napędzać  nogami, kiedy miejsce na stopy znajduje się obok kierownicy.

Kilka razy próbował w różny sposób wpasować się w ulubione auto. Niestety do samochodu mieści się aktualnie  jedna noga…

Na szczęście znalazł się tor do zjazdu na desce.

Po emocjach zjazdowych Maks zakotwiczył się w basenie z piłkami.

Z sali zabaw przenieśliśmy się do mieszkania Igi.

Iga zdmuchnęła swoje świeczki a po niej dmuchali wszyscy jej goście. Tradycji stało się za dość!

Zielona szkoła

Maksa klasa pojechała w tym roku na zieloną szkołę do Rezerwatu Leśne Wrota w Klewkach koło Olsztyna. Wyjechali w poniedziałek 5 czerwca i wrócili w piątek 9 czerwca.

Mieli bardzo wiele atrakcji na świeżym powietrzu i wrócili bardzo zadowoleni…

Lepili z gliny.

Piekli ciasteczka.

Płynęli statkiem.

Strzelali z wiatrówki.

Malowali, śpiewali, mieli zajęcia sportowe, dyskotekę …