Dzienne archiwum: 7 stycznia 2014

Zabawy z Numiconem – sklep

Gdy Maks wrócił dzisiaj ze szkoły zaproponowałam mu zabawę w sklep z owocami. Nie był zachwycony, gdyż od razu chciał usiąść do komputera. Na tackach ułożyłam plastikowe owoce i położyłam cyfrę arabską, jako cenę. Maksowi dałam zafoliowane kształty numicon od jednego do sześciu. To miały być jego pieniądze. Zabawa jest prosta. On bierze jakiś owoc do koszyka, ja pokazuję cenę i proszę o pieniądze Numicon.

pieniadzeNaburmuszony Maks ze swoimi pieniędzmi.

cenyAsortyment owocowy z cenami.

baMaks chciał banana, pokazuję mu ile kosztuje banan.

dwaBanan już w koszyku, a Maks pokazuje mi swój „numiconowy banknot” o wartości dwa…

koniecKoniec zakupów wygląda tak, że na miejscach zakupionych owoców znalazły się „numicon’owe banknoty”.

Maks słabo rozumiał czego od niego oczekuję. Chociaż bardzo lubi robić zakupy w Lidlu i zawsze domaga się, żebyśmy poszli do sklepu, kiedy przejeżdżamy obok.

Oczywiście pierwsze podejście polegało na tym , że Maks kupuje i od razu płaci za dany owoc, dokładnie tyle ile kosztuje. Jeśli ten etap zaliczy, spróbujemy kupować dwa owoce żeby nauczył się dodawać i płacić sumarycznie za oba. Gdy kompetencje dziecka są jeszcze  wyższe i rozumie na czym polega wydawanie reszty, można kupować owoc i dawać wyższą wartość banknotu, wtedy sprzedający wydaje resztę. Ale u nas daleka droga do tego…

Lasek Bielański

W święto Objawienia Pańskiego pojechaliśmy z Maksem do kościoła w Lesie Bielańskim. Maks dawno tam  nie był, więc wyraźnie się ucieszył kiedy przyjechaliśmy na miejsce. Chodził i przypominał sobie miejsce, gdzie przez sześć lat chodziliśmy na spacery. Jakie też było nasze zdziwienie, kiedy pierwszą spotkaną rodziną była Nina z rodzicami. Oni, tak jak my, mieszkają na Tarchominie.

lb1Maks tu coś Nince tłumaczy….

lb2Zaraz też Maks poszedł zobaczyć czy karuzela stoi tam gdzie ją pamiętał…

Na mszy Maks zachowywał się całkiem dobrze. Wziął udział w dziecięcym pochodzie „Trzech Króli” i sporo czasu spędził przed ołtarzem, chociaż musiał też obejść cały kościół, żeby przekonać się czy wszystko jest tak jak pamięta…

Był wyraźnie poruszony tym zdarzeniem, ponieważ dzisiaj od samego rana pokazywał mi PCS „kościół”. Ja mówiłam, że idziemy dziś do szkoły, a Maks pokazywał mi na PCS „kościół”. Jak jechaliśmy do szkoły przez Most Północny to zaprotestował, gdy nie pojechaliśmy prosto, tylko zjechaliśmy na Wisłostradę…

Tym którzy chodzą na msze do księdza Wojtka nie trzeba tłumaczyć, dlaczego Maks tak lubi to miejsce. On tam czuje się jak u siebie i w zakrystii wita się ze wszystkimi…