Miesięczne archiwum: Kwiecień 2019

Potrawa z cukinią i bakłażanem

Klub Myszki Norki ogłosił konkurs kulinarny na danie obiadowe, którego składnikiem będzie cukinia i bakłażan. Moja mama postanowiła, że wrócimy do dobrych czasów, kiedy gotowaliśmy razem.  Kupiła na bazarze cukinię i bakłażana, zobaczyła jakie warzywa mamy jeszcze w domu i wzięliśmy się do roboty.

Na zdjęciu widzicie część  składników naszego konkursowego dania. Umyte warzywa: cebula, por, seler, marchewka, seler naciowy, brokuł, cukinia.Najpierw pokroiłem bakłażana, każdy plasterek oprószyłem solą i odstawiłem na później.


Cebulę i pora pokroiła mama.

Krojenie cebuli zupełnie mi nie szło. Ale już z cukinią poszło mi lepiej. Cukinia jest miękka i jej zapach nie kręci w nosie.


Pokroiłem seler naciowy i zabrałem się za marchewkę.

Obieranie marchewki jest wyzwaniem, ale jak jest dobra obieraczka, to jest to wykonalne.

Do garnka włożyłem trzy łyżki masła klarowanego. Poczekałem aż się roztopi i wrzuciłem cebulę z porem, żeby się podsmażyła.

Pomieszałem i przykryłem garnek przykrywką.

Potem wrzuciłem całą pokrojoną cukinię z selerem naciowym, żeby powoli gotowała się w sosie własnym, dlatego garnek trzeba przykryć pokrywką. Kiedy warzywa puszczały sok gotując się, ja kontynuowałem krojenie dalszych warzyw.


Kiedy pokroiłem marchewkę i selera wrzuciłem je do gotujących się warzyw, a garnek przykryłem pokrywką.


Podzieliłem brokuła na różyczki.

Wziąłem bakłażana i opłukałem pod wodą każdy plasterek z soli, a potem wysuszyłem papierowym ręcznikiem.


Teraz wstawiłem ryż, żeby się ugotował.

Wlałem dwie szklanki wody do garnka, dodałem łyżkę kurkumy…

I wsypałem go gotującej się wody szklankę ryżu.

Przyszedł czas, żeby do gotujących się w sosie własnym warzyw dodać brokuła.

Ryż i warzywa się gotują, więc czas na zrobienie ciasta naleśnikowego, w którym będziemy z mamą smażyć bakłażany.


Na ciasto naleśnikowe potrzeba szklankę mleka,półtorej szklanki mąki i 3 jajka. Jajka trzeba dobrze umyć wodą z mydłem.

Wlałem mleko do mąki , ale jajka wbijałem już z mamą.


Teraz trzeba wszystko dobrze wymieszać, żeby nie było grudek.


Mama pomogła mi wymieszać ciasto.

Wkładałem plaster bakłażana do ciasta naleśnikowego, obracałem go łyżką żeby ciasto się przykleiło z dwóch stron i wkładałem na patelnię, na której był gorący olej.

Mama obracała bakłażana na patelni a jak był usmażony to ja go zdejmowałem na talerz.

Musiałem bardzo  uważać !

Mama tak przygotowała swoje danie.

A moje przygotowała tak.

Bardzo się ucieszyłem, że nasze gotowanie dobiegło już końca. Miałem strasznie dużo pracy i zmęczyłem się, a mama nie – ale ona tylko robiła zdjęcia i no i jeszcze wymieszała ciasto, więc to zupełnie zrozumiałe. Smacznego jej życzyłem, bo po tym wspólnym gotowaniu na apetyt musiałem poczekać…

Patriotyzm

Patriotyzm to wielkie słowo i może po wejściu do Unii wydaje się nie na czasie, tym bardziej kiedy w reklamach dominują hasła, które podkreślają, że moje sprawy i moje dobro należy zawsze stawiać na pierwszym miejscu. Także od elit władzy nie idzie już przekaz, że dobro własnego kraju jest bezdyskusyjnym priorytetem, który należy postawić ponad interesy partykularne partii czy ich liderów.

Temat abstrakcyjny i trudny dla osób w normie intelektualnej, więc tym bardziej trudno uczyć patriotyzmu osoby z niepełnosprawnością intelektualną, które mają trudności w zrozumieniu bardziej podstawowych terminów i różnic semantycznych pojęć takich  jak kraj i ojczyzna.

Szkoła Maksa robi cykliczne imprezy na obchody Święta Niepodległości, aby dać uczniom możliwość przeżycia czegoś, co zapisze się pozytywnie w ich świadomości i wyzwoli pozytywne uczucia. Poznają więc barwy narodowe, pieśni patriotyczne i tańce narodowe.

Z okazji świętowania 100-lecia uzyskania niepodległości zorganizowano w szkole wydarzenie

Termin obchodów przesunął się, ponieważ w listopadzie ubiegłego roku szkoła Maksa obchodziła jubileusz 50-lecia związany z nadaniem szkole imienia patrona.

W związku z tym wydarzeniem  rodzice i nauczyciele zaangażowali się w zaśpiewanie pieśni patriotycznych i zatańczenie Poloneza i Mazura. Uroczystość była bardzo udana i pokazała, może bardziej niż jest to widoczne w zwykłych szkołach, jak dobrze  jest kiedy rodzice dają dzieciom wyraźny przekaz włączając się we wspólne kreowanie i organizowanie patriotycznej imprezy.

Włączyłam się w obchody i postanowiłam, że zaśpiewam piosenkę, którą śpiewałam 40 lat temu w chórze szkolnym pt.”Dziś do ciebie przyjść nie mogę”. Odłożyłam na bok myślenie, że nie śpiewam już tak jak kiedyś i przyjęłam z pokorą komentarz osoby, która powiedziała mi zaraz po występie krótko i treściwie (…) śpiewać każdy może(…)

Włączyłyśmy nasze dzieciaki w zaśpiewanie i zatańczenie piosenki „Warszawskie dzieci idziemy w bój”

Po zakończonej części artystycznej poszliśmy na poczęstunek. Pogoda jak zwykle nam dopisała. Zjedliśmy grochówkę, bigos i ciasta, które upiekli rodzice…

Maks skoncentrował się na słodyczach, bo za dwie godziny czekał go obiad.

Przygotowaliśmy z Maksem plakat na szkolny  konkurs 100-lecie Niepodległości.

Oczywiście koncepcja i wykonanie w 99% moje…

Maks jest uczniem szkoły specjalnej i uczestnicząc w jego edukacji specjalnej widzę jak wiele pracy mają nauczyciele. Tu nie da się zadać więcej do domu, tu na lekcję trzeba mieć przygotowane pomoce, które pomogą zrozumieć dziecku czego się od niego oczekuje. Tu każde dziecko ma dobrany poziom nauczania do jego możliwości intelektualnych… W takiej szkole zaangażowanie rodziców jest nieporównywalne do tego jakie mają rodzice  w zwykłych szkołach co przekłada się również na udział w imprezach.

Kiedy już tak rozpisałam się o szkole Maksa, to chcę tu podziękować nauczycielom, że nie zamknęli szkoły na czas strajku i włączyli się w protest przez oflagowanie i akcję informacyjną. Nie odesłali swoich upośledzonych uczniów do domów, żeby osiągnąć swoje cele… a tym samym nie przerzucili na nas rodziców obowiązku zajmowania się dzieckiem w czasie kiedy większość musi iść do pracy. Wiem, że była to trudna decyzja i tym bardziej dziękuję.

I tu moje kolejne wynurzenie z czasów mojej matury, która przypadała na stan wojenny. W styczniu wszystkie szkoły zostały zamknięte i też nie było wiadomo jak będzie z naszą maturą.. .a wcześniej  ze studniówką. Nie rozumiałam związku tekstu  z II Wojny Światowej, które jeden nauczyciel cytował nam w odniesieniu do planowanej studniówki „tylko świnie i folksdojcze siedzą w kinie”…

Wielka Sobota w Lesie Bielańskim

Jak co roku w Wielką Sobotę popędziliśmy do kościoła w Lesie Bielańskim aby poświęcić pokarmy na wielkanocny stół. Las Bielański zaczął dopiero się zielenić, a ponieważ pogoda była wyśmienita to przyroda rozświetlona południowym słońcem prezentowała się imponująco.

Las Bielański wiosną

Nie dajcie się zwieść pozorom – ścieżka jest pusta gdyż… tata zrobił to zdjęcie dwa dni wcześniej. Dzisiaj w lesie tłumy – piechurów i zmotoryzowanych. Korek przy wjeździe i wyjeździe. A w podziemiu kamedulskim, gdzie Ksiądz Wojciech święci pokarmy i gdzie aranżowany jest Grób Pański, szpilkę wcisnąć trudno. Ale z pomocą starszego rodzeństwa dopchałem się do stołu z koszyczkami i ustawiłem swój własny i większy „domowy” koszyk, aby wszystkie wiktuały (w tym mój czekoladowy zajączek) zostały należycie pobłogosławione.

Świecenie pokarmów

Ksiądz Wojtek nie żałował (jak zawsze) wody święconej i złożył wszystkim parafianom (znaczy się przyjezdnym parafianom!) życzenia Wesołego Alleluja.

A w głębi podziemia kamedulskiego – jak co roku od kiedy pamiętam – Grób Pański. Dawno temu zaaranżowała go Ewa Błaszczyk i tak już do dzisiaj zostało. Straż przy Grobie trzymają rycerze (choć ich dobrze na zdjęciu nie widać) – musicie mi uwierzyć na słowo gdyż z powodu tłumu niełatwo było podejść bliżej.

Grób Pański

Jeśli jesteście ciekawi, jak z bliższej perspektywy wygląda Grób Pański, to mam zdjęcie zrobione „the day after” – w Niedzielę Wielkanocną. Nie jest super wyraźne, gdyż aparat w telefonie taty nie jest hm… najlepszej jakości, a w podziemiu kamedulskim (jak to w każdym podziemiu) jest dość mroczno.

Grob Pański 2019

A jak już wyszliśmy z chłodnego podziemia kamedulskiego, Gosia zrobiła nam zdjęcie w pełnym słońcu przed bocznym wejściem do bielańskiej Świątyni.

Wielkanoc 2019

To Mateusz, Tata i Ja. W moim koszyczku dumnie „niebieszczy się” czekoladowy zając. Zjem go jutro!

Niedziela we Wrocławiu

Poszliśmy do Kościoła Św Elżbiety Węgierskiej, który jest Bazyliką Mniejszą i Kościołem Garnizonowym.  Jednak strona, na której sprawdzaliśmy porządek mszy Świętej, należała do kościoła Św Elżbiety na Grabiszyńskiej. Dlatego wybraliśmy się na 11.15 i  na miejscu okazało się,  że msza będzie dopiero o 12.00

Mieliśmy więc godzinę na pokręcenie się po Rynku. Do tej pory bywaliśmy na rynku wrocławskim wieczorem. W niedzielę zobaczyliśmy rynek w promieniach słonecznych.

Fontanna” Zdrój” jednak lepiej się prezentuje w nocy.

Znaleźliśmy też nowe krasnale.

I na koniec wycieczki -Maksio jako krasnal.

Wracaliśmy do Warszawy pociągiem o 14.35, który był bardzo zatłoczony i wielu podróżnych stało przez 4,5 godziny jazdy.

 

Atrakcje we Wrocławiu

W sobotę mieliśmy napięty grafik, więc po śniadaniu wyruszyliśmy do Hydropolis.

Po wczorajszym dniu musiałem  odpoczywać podobnie jak mój kolega Olek.

W czasie zwiedzania ważne jest żeby dobrze rozłożyć siły i kiedy tylko się da przyjąć pozycję relaksującą.

Hydropolis to centrum nauki o wodzie, stąd też wodna kurtyna przed wejściem.  Ze strumieni wody układają się różne wzory i można też poćwiczyć refleks przemykając się pomiędzy strumieniami wody. Pod koniec wycieczki spróbowałem prześcignąć strumień wody i zmoczyłem rękaw bluzy.

Powitał nas android, który miał tablet i można było wedle uznania nastawić go na interesującą opcję!

Mama zrobiła mi pamiątkowe zdjęcie nurka.

Potem zwiedziłem kabinę modelu łodzi podwodnej, w której badacze zapuszczali się w ciemne odchłanie morskich głębin.  Nie mieli zbyt dużo miejsca, szczególnie luk wejściowy był mały.

Oglądaliśmy repliki zwierząt żyjących na dużych głębokościach i dowiedzieliśmy się jak się przystosowały do życia w ciemności.

W Hydropolis jest wiele makiet interaktywnych i tablic, ale generalnie panuje mrok, jak w głębinach morskich.

Oto właśnie makieta Wrocławia. Kiedy naciśnie się guzik podświetla się odpowiedni budynek miasta.

Ciekawie podane różne informacje, ale trochę dla mnie za trudne…

Za to strefa relaksu to bardzo przyjemne miejsce na odpoczynek.

Z Hydropolis na piechotę doszliśmy do ZOO. A w ZOO wszyscy chcieli zobaczyć Afrykarium, a więc akwaria z rybami, wybiegi hipopotamów i żółwi…

Lubię patrzeć na ryby.

Strefa odpoczynku w ZOO, czekam aż grupa dołączy…

Po drodze bryczka. Chyba każdy chciał być woźnicą…Kolejna chwila na odpoczynek.

Żyrafy mają wybieg blisko Afrykarium, więc jestem już blisko celu wycieczki.

Budynek Afrykarium za mną, ale nie ma co się spieszyć.

Znowu ściana wody, a poniżej wybieg hipopotamów.

Wybieg dla żółwi. Jest im zimno, bo grzeją skorupy pod lampami.

Tunel pod wodny jest fascynujący…

Rzut oka na wybieg dla pingwinów i czas coś zjeść. Obok jest jadłodalnia.

Wyszliśmy z ZOO z drugiej strony i wsiedliśmy do tramwaju linii 10.

Dojechaliśmy do Ostrowa Tumskiego i poszliśmy szukać krasnala Trisomka. Niestety na Ulicy Kapitulnej  4 nie znaleźliśmy go. Weszliśmy więc do Ogrodu Botanicznego  Uniwersytetu Wrocławskiego i tam znaleźliśmy Trzy inne krasnale.

W ogrodzie pięknie zakwitły magnolie.

Wieczorem wróciliśmy na Ostów Tumski, tym razem od strony Placu Bema.

Szukaliśmy krasnali  i tuż przed zamknięciem weszliśmy na minutę do Katedry.

Wracaliśmy na piechotę przez wrocławską ścieżkę historyczną.

Wrocławska Ścieżka Historyczna składa się z szeregu pamiątkowych płyt wmurowanych w chodnik, które upamiętniają ważne dla miasta daty.

Wpadliśmy na herbatę do Amorinio i tam zobaczyłem dwa kolejne krasnale.

Wycieczka do Wrocławia

Pojechaliśmy na rodzinno – klasową wycieczkę do Wrocławia. W pociągu mieliśmy 22 miejsca i podróż minęła nam bardzo przyjemnie. We Wrocławiu powitało nas słońce i było tak ciepło, że zanim dojechaliśmy i doszliśmy do Hostelu Pięć Gwiazd, byliśmy spoceni.

Szybko się przebrałem i poszliśmy na obiad. We Wrocławiu jest dużo mostów i kładek .

W Stacji Dizajn zjadłem pierogi i choć pierogi bardzo lubię, to te były trochę za pikantne.

Bardzo blisko Stacji Dizajn jest Kolejkowo – wybrane miejsca na Dolnym Śląsku  przedstawione na makiecie, a wśród tych krajobrazów jadące samochody i pociągi. Do tego w Kolejkowie po dniu następuje noc i zapalają się światełka w oknach domów. Wtedy można zajrzeć do wnętrza takiego mieszkania w bloku.

Tu widać fragment Wrocławia i knajpki pod nasypem na ulicy Bolesławskiego.

Tu fragment Rynku.

Czekam na pociąg, który już się zbliża!

W Kolejkowie jest pól kilometra szyn, po których jeździ 15 pociągów.

Jest dzień i noc jak w prawdziwym świecie.

Pokazane jest życie  na wsi i w mieście.

Wieczorem wyruszyliśmy na zwiedzanie Wrocławia i jego Rynku. Szukaliśmy także krasnali, które są dużą atrakcją we Wrocławiu.

Powoli opuszczała mnie energia, a dopadało zmęczenie. A moi koledzy wciąż znajdowali nowe krasnale.

Natomiast moje koleżanki mają niespożytą energię. Chyba się wyłączyłem, bo nie pamiętam co mi tłumaczyły.

Wrocław to piękne miasto, ale z radością wróciłem do pokoju. Ze zwiedzaniem też nie należy przesadzać!